MIEDZIANKA

Barbara Folta o spektaklu „Miedzianka” w Teatrze im. Norwida w Jeleniej Górze (premiera 21 grudnia 2013):

W dzieciństwie miałam dom. Ciepły, spokojny, w kwiatach. Ale zostały z niego tylko dwa kominy, spalono go zimą w 1944 roku. Od tej pory czułam się bezdomna. Nowy dach nad głową znalazłam po latach na Dolnym Śląsku, we Wrocławiu. Liczba Polaków wysiedlonych w czasie II wojny światowej to oficjalnie 1 milion 700 tysięcy. Wielu straciło domy w spalonej Warszawie i innych polskich miastach, gdzie ich rodziny mieszkały od wieków. Po wojnie żyliśmy wśród ruin. Dla mnie były to najpierw gruzy rodzinnego Jasła, a potem Wrocławia.

Jelenia Góra należy do miast szczęśliwych, gdzie nie było zniszczeń. Dlatego pierwsza po wojnie premiera Zemsty Fredry zainaugurowała teatralne życie na Ziemiach Zachodnich już 23 sierpnia 1945 roku właśnie w Jeleniej Górze. Przedstawienie w reżyserii Stefanii Domańskiej przeszło do historii, a grupa aktorek i aktorów ze Lwowa i innych stron Polski znalazła wspaniałą scenę w pięknym gmachu, gdzie w magazynach leżały setki kostiumów opery berlińskiej przywiezione tu w czasie wojny. Gdy przed podniesieniem kurtyny rozległy się dźwięki Hymnu i Roty orkiestra złożona z Niemców zagrała je w rytmie wiedeńskiego walca. Aktorzy polscy nie byli już bezdomni, mogli grać role w najznakomitszych dramatach. Opis tych wydarzeń cytuję za książką Janusza Deglera Teatr w Jeleniej Górze 1945-1985.*

Wielki to jednak dramat dla każdego – stracić dom, takie bolesne wspomnienia zostają na zawsze w pamięci tych, co przeżyli wojnę. Dlatego dziewczyna ze spektaklu Miedzianka stała się dla mnie postacią jak z tragedii greckiej, zrozumiałą w roli osoby osieroconej, pozbawionej swego miejsca na ziemi. Myślę, że w każdym ważnym spektaklu teatralnym szukamy przede wszystkim roli, jaką odgrywa tu los, przeznaczenie, a także rozwiązań na dziś i na przyszłość.

Miedzianka, to nazwa średniowiecznego miasteczka na Dolnym Śląsku i równocześnie imię dziewczyny, w tę rolę wcieliła się ubiegłoroczna absolwentka wrocławskiej Wyższej Szkoły Teatralnej, Agata Grobel. Partneruje jej Adam (Robert Mania), który w tym spektaklu nie jest postacią historyczną, ale kimś, kto niecierpliwie szuka dla siebie miejsca w życiu, jak to czynią dziś setki tysięcy młodych Polaków. Losy pokolenia Miedzianki i Adama przedstawili twórcy Miedzianki, uznając, że dzieje miasteczka, które zniknęło, powinny stać się kanwą spektaklu. Adaptacji dokonał Tomasz Cymerman, ale w programie jest informacja, że była to praca zespołowa. Wynik dowodzi, że w teatrze jeleniogórskim są bardzo utalentowani twórcy i lubią pracować w zespole. Dzięki konwencji, którą przyjęli, adaptując dla sceny książkę Filipa Springera, tematyka została wzbogacona o przesłania nie tylko ważne historycznie, ale i palące obecnie. Bowiem w centralnym miejscu narracji znalazł się nowy wątek niby czysto fantastyczny, ale pokazujący fabułę reportażu Miedzianka z perspektywy mieszkańców maleńkiej miejscowości leżącej blisko Jeleniej Góry. Historia znikania** Filipa Springera zmieniła się na scenie nie do poznania. Zyskała wymiar ponadczasowy, wręcz transcendentny.

Oto w prologu występuje pięć postaci jakby w roli chóru greckiego, który zapowiada mające nastąpić wydarzenia, chórzyści ci nazywają się Przypominacze.

Przypominacz 5: Jestem Miedzianka.

Przypominacz 3: Za młoda jest, ale da sobie radę.

Przypominacz 2: Oto Adam. Pochodzi z Polski, ale już tu nie mieszka. Wyjechał do Danii. Znalazł pracę w duńskiej telewizji. Był tam szczęśliwy, ale coś go tknęło. Powiedział szefowi: „mam świetny temat” i szef wysłał go do Jeleniej Góry. No i teraz Adam leży w rodzinnym domu, w swoim starym pokoju ze złamanym żebrem, cały poobijany. I jedyne, o czym myśli, to by szybko wrócić do Danii.

Miedzianka pyta: Po co przyjechałeś do Jeleniej?

Adam: Chciałem nakręcić dokument…

Miedzianka: Dla Duńczyków?

Adam: Niczego tam nie rozumieją. Traktują nas jakbyśmy byli gorsi. Ciągle musisz im udowadniać że jesteś… sam nie wiem kim. Może my istotnie niczego nie potrafimy? Potrafimy się tylko kłócić. Czemu tak jest?

 

Ja poznałam Miedziankę dawno, byłam tam także z kamerą jako reporterka TVP we Wrocławiu. Filmowałam wtedy przeprowadzkę ludzi, którzy opuszczali swoje domy. W tej okolicy pod ziemią była dawniej kopalnia uranu. Niektóre tunele, gdzie tu wydobywano uran, wydrążyli Niemcy i były odpowiednio zabezpieczone, inaczej było z nowymi chodnikami. Bowiem na skutek rabunkowego wydobywania rudy, powstały liczne zapadliska. Znajomy inżynier górnik pan Jan Pazdro opowiadał mi o likwidacji kopalni, nazywanej w tym czasie Sudeckimi Zakładami Górniczymi lub R-1. Jan Pazdro był tam głównym inżynierem i bardzo szybko przekonał się, że te niewielkie kopalenki pouranowe nie nadają się już do eksploatacji. Wraz z innymi ekspertami przekonał władze i w 1951 roku zdecydowano, że kopalnię trzeba sukcesywnie likwidować. Niestety, pracujący tam ludzie tracili dobrze płatne zajęcie. Kopalnia należała do obiektów specjalnych, działających do 1956 roku na mocy umowy z władzami radzieckimi i pracujący tu Polacy nigdy oficjalnie nie byli informowani o niebezpieczeństwie dla ich zdrowia, po prosu nie ostrzegano załogi przed promieniotwórczością przy wydobywaniu uranu. Do roku 1956 w żadnej kopalni zakładów R-1 nie prowadzono oficjalnie badań ustalających, jak ta praca jest niebezpieczna dla zdrowia. Próbowano jeszcze szukać w okolicy innych minerałów, aby dać szansę zatrudnienia zwalnianej załodze. Tymczasem po rabunkowo prowadzonym wydobyciu waliły się domy, które po wojnie zasiedlili pionierzy przybyli z terenu Podola i innych stron. Zamieszkali w Miedziance, która miała urok spokojnego, górskiego miasteczka z dwoma kościołami, restauracją i apteką, hotelami, rozwiniętym rzemiosłem i 600-letnią tradycją górnictwa. Przybysze nowi byli przeważnie rolnikami i do Miedzianki przenieśli swoje dawne obyczaje, hodowali zwierzęta, uprawiali ziemię. Tutaj uczyli się nowego przemysłu, jakim było górnictwo. Ale od momentu likwidacji kopalni zabudowania na powierzchni zaczęły znikać. Wydano zakaz remontowania ich i zaczęto przesiedlać do nowo budowanych bloków w mieście, które zyskało właśnie status stolicy nowego województwa. Ale w Jeleniej Górze w dzielnicy Zabobrze, w nowych blokach nie było miejsca na hodowlę domowych zwierząt, nie było ogródków ani sadów, co więcej brakowało jeszcze sklepów, wybrukowanych ulic i starych sąsiadów za płotem.

Rozpoczynał się nowy rozdział historii Ziemi Jeleniogórskiej w latach 70. i dokonało się wiele pozytywnych zmian w nowo utworzonym województwie, chociaż nie wszyscy mieszkańcy Miedzianki uznali je za pomyślne rozwiązanie dla swoich rodzin. Aktorka grająca Miedziankę tłumaczy na scenie Adamowi:

Miedzianka: Rozumiesz – my ciebie potrzebujemy.

Adam: Kto my?

Miedzianka: My. My wszyscy, którzy powierzyli ci swoje historie.

Adam: Nagrałem ledwie pięć wywiadów…

Miedzianka: Możesz nienawidzić tej ziemi. Możesz się odciąć i wyjechać. Ale zrób ten dokument!

Adam: Nie mów mi, że jakaś durna historia Miedzianki odmieni moje życie.

Miedzianka: Nie pozwolę ci wyjechać. Musisz dokończyć ten temat. Nie po to twoja wyobraźnia zmaterializowała mnie w twoim śnie, jako kobietę i to jeszcze ubraną w to żenujące coś….

 

(istotnie, młodziutką debiutującą aktorkę ja, recenzentka, ubrałabym choć trochę gustowniej, ale może kostiumolog chciał podkreślić, że Miedzianka nie jest Polką, bo „nasze” dziewczyny z byle czego umiały same uszyć ładne sukienki )

 

Adam: Ja tego nie wymyśliłem…

Miedzianka: I ciesz się, że jesteś Polakiem, a nie Niemcem, bo inaczej męczyłabym cię, jako mężczyzna, Kupferberg. Der Kupferberg jest rodzaju męskiego, przyszłabym w twoim śnie jako mężczyzna i to siedemsetletni! Bo tyle mam lat.

 

Bardzo mi się ta rozmowa Miedzianki z Adamem spodobała. Tak podawana autentyczna historia Dolnego Śląska nadaje się świetnie na rysunkowy film animowany dla młodzieży, opowiadający ciekawe wydarzenia z dalszej i bliższej przeszłości. Na scenie kolejni Przypominacze zamieniają się w postacie z kronik niemieckiego Kupferbergu, a potem występują pod nazwiskami pierwszych po wojnie polskich osadników. Poznajemy różnych mieszkańców miasteczka wpisanych w dzieje tutejszego górnictwa i w historię europejskich wojen oraz zmian politycznych. Tekst ma fragmenty w języku niemieckim, zapewne twórcy spektaklu przewidują występy przed publicznością zagraniczną, a postacie prezentują się wyraźnie jak przystało na autentycznych świadków historii. W takich rolach występują aktorzy Kazimierz Krzaczkowski i Robert Dudzik oraz aktorki Małgorzata Osiej-Gadzina i Elżbieta Kosecka. Opowiadają o swoim dzieciństwie, które ma w tle wydarzenia w świecie i na własnym małym podwórku. Jest wojna, dzieci uczą się w szkole ludowej, a każda lekcja zaczyna się jednogłośnym pozdrowieniem Heil Hitler! W całej III Rzeszy nie wolno słuchać radia, ale proboszcz Rother złamał ten zakaz i aresztowało go gestapo. Nigdy już do Miedzianki nie wrócił.

 

Przypominacz 1 (w tej roli występuje Kazimierz Krzaczkowski) jako Karl Heinz Friebe:

Urodziłem się w 1938 roku w Kupferbergu. Tu większość sprzyjała Hitlerowi. Ludzie klepali biedę a Hitler postawił gospodarkę na nogi. Przedsiębiorcy otrzymywali rządowe zlecenia, produkowali na potrzeby armii. Bezrobocie zniknęło więc głosowali na Hitlera. Ale wojna zabrała mi ojca, który zginął na froncie wschodnim w 1941 roku. Mając trzy lata zostałem najstarszym mężczyzną w rodzinie. Na początku lutego 1945 roku zapadła decyzja o ewakuacji. Każdego ranka pakowaliśmy dobytek i czekaliśmy na transport. W końcu wyruszyliśmy 13 lutego w południe. Gdy zapadł zmrok pociąg zatrzymał się. Słychać było narastające dudnienie i pojawiły się pierwsze błyski. Alianci bombardowali Drezno. Gdybyśmy wyjechali dzień wcześniej pewnie zginęlibyśmy pod tamtymi ruinami… Jako Karl Heinz Friebe odwiedziłem Miedziankę w 1989 roku i znów w dziesięć lat później, aby wraz z innymi dawnymi mieszkańcami Kupferbergu postawić na cmentarzu niewielki obelisk przypominający, że tu kiedyś było miasteczko tętniące życiem.

 

W następnych scenach aktorzy-przypominacze odtwarzają przeżycia Polaków osiedlających się na Ziemiach Zachodnich. Postacie występujące pod autentycznymi nazwiskami mają dramatyczne szczegóły w życiorysie:

Przypominacz 1 jako Stanisław Gruszka:

Na górze byli ubecy, a na dole radon jako produkt z uranu.

Przypominacz 4, Elżbieta Kosecka jako Barbara Wójcik sześć razy uniknęła śmierci podczas wojny i po wojnie:

W Miedziance wezwali mnie któregoś dnia na komendę, świecili lampą w oczy, pytali, ale wiedzieli o mnie wszystko, grozili. Następnej nocy po przesłuchaniu nagle usłyszałam warkot silnika. Cała zesztywniałam. Potem kroki na werandzie, zgrzyt klamki. Czekałam. Widziałam ciemną postać i ognik papierosa. Czekałam na strzał. A tu cisza i ciemność. Pomyślałam, że więc tu zostanę… ale w kopalni nie było żadnych ostrzeżeń przed promieniotwórczością.

Przypominacz 2 jako Stanisław Kopczyński:

Skała w kopalni była nieprzewidywalna i wszyscy górnicy się jej bali. Wydobycie polegało na tym, że najpierw w skale wierciło się otwory na sucho i było takie zapylenie, że dwóch idących górników z lampami nie widziało się nawzajem. Raz dali nam maski, ale po kilku minutach wszystkie się zapchały i zaczęliśmy się dusić. Bez masek szło lepiej. Zarząd kopalni wprowadził potem świdry wiercące na mokro i zmniejszyło się zapylenie, ale i tak wierciliśmy bez wody. Tak było szybciej i mieliśmy lepszy wynik, a przez to większą wypłatę.

Przypominacz 1:

Żeby mieć dobry wynik, trzeba się było przyjaźnić z Ruskimi. To oni mieli aparaty i badali skałę. Wiedzieli, gdzie jest żyła. Jak się człowiek z takim nie zaprzyjaźnił, to choćby harował jak wół, i tak swojego nie odrobił. Jak żyła była dobra, to nie trzeba się było specjalnie starać, na swoje się wyszło. Raz ruski aparatowy powiedział mi: „śniadanie jedz na górze i wody stąd nie pij, bo ci zaszkodzi”.

Tekst sztuki otrzymałam od dyrektora teatru pana Piotra Jędrzejasa, który już na początku obejmując kierownictwo teatru postanowił, że na tej scenie będą często wystawiane sztuki Patrona, czyli Cypriana Kamila Norwida (1821-1883), i spektakle dotyczące historii Ziemi Jeleniogórskiej z całą jej niezwykle ciekawą przeszłością. Ucieszyła mnie ogromnie ta wiadomość, a także lektura miesięcznika Teatr, który od kilku miesięcy drukuje kolejne rozdziały nowej książki Roberta Jarockiego o bracie, sławnym reżyserze Jerzym Jarockim. Obaj urodzili się w Warszawie, ale w 1945 roku zamieszkali w Krzyżatce (obecnie Kowary) i tutaj spędzili szkolne lata, a Jerzy zastanawiał się nad wyborem przyszłego zawodu: czy zostać marynarzem, czy aktorem. Żywię nadzieję, że ten dokument znajdzie się na scenie w roku, kiedy Wrocław zostanie w 2016 roku Europejską Stolicą Kultury. A jeleniogórski teatr na swoje 70-lecie przygotuje kolejne spektakle związane z historią tej ziemi.

 

Barbara Folta

korzystałam z: tekstu adaptacji scenicznej Tomasza Cymermana Miedzianka. Historia znikania, Janusza Deglera Teatr w Jeleniej Górze 1945-1985, programu „Miedzianka”, sezon 2013/2014

Dodaj komentarz