O banalności…

Grażyna Korzeniowska o spektaklu „Rzecz o banalności miłości” w Teatrze Dramatycznym:

„Sztukę Liebrecht na scenie Teatru Dramatycznego wyreżyserował Wawrzyniec Kostrzewski. Nic nie uronił z wieloznaczności opowieści. Stworzył spektakl piękny, mądry i poruszający.

Dla zaznaczenia opozycyjnych czasów wydarzeń – teraźniejszego i przeszłego – użył filmowego montażu – stosując rodzaj stop klatki dla teraźniejszości, a wydarzenia przeszłe, wydobywając z mroku jasnym snopem światła”.

„Jedynie obserwator, nigdy zaś aktor, nie może rozumieć i wiedzieć, co dokonuje się w widowisku”, notowała Hannah Arendt, wybitna intelektualistka.(„O myśleniu”, Warszawa 1989, tłum. Hanna Buczyńska-Garewicz, s. 26.).
Savyon Liebrecht w sztuce „Rzecz o banalności miłości” obsadziła Hannah Arendt w roli głównej, rozpinając swój dramat na dwóch planach – teraźniejszym – Arendt jest dojrzałą kobietą, mieszka w Nowym Jorku, już napisała słynne dzieło „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła”; i przeszłym – Hannah ma 19 lat i studiuje filozofię…

Ten czas przeszły, wspomnienia, które przywołuje w swojej pamięci dojrzała już Arendt, wyzwala wizyta Michaela Ben Szakeda z Izraela, młodego człowieka, rzekomego doktoranta filozofii. Przyjechał przeprowadzić z Arendt wywiad dla tamtejszego uniwersytetu. Ona zgadza się odpowiedzieć na każde pytanie, z jednym zastrzeżeniem – nie będą rozmawiać na temat Martina Heideggera, niemieckiego filozofa. Jej nauczyciela, mistrza, guru, intelektualnego przewodnika, kochanka; człowieka, który złamał jej serce, i który twardo i nieustępliwie opowiedział się po stronie totalitarnego zła, po stronie morderców, którzy podpalili świat, którzy zabijali w imię czystości rasy…
Ale tego warunku nie uda się spełnić, tak jak nie da się postawić tamy wspomnieniom – one nie pytają o pozwolenie, przypływają same wezbraną falą…
Dojrzała Hannah, spoglądając wstecz, już chyba nie jest pewna czy Martin ją kochał, czy była tylko jego miłą przygodą. Może nie chce się przed sobą przyznać, że nie powinna nigdy pokochać, tego, który stanął po stronie zbrodniarzy. Ale serce Hannah wciąż drży na wspomnienie Martina… Martin Heidegger zdominował życie Hannah Arendt…

Czy na tym polega banalność miłości, że jest silniejsza niż rozum, doświadczenie, porażki i sukcesy, że jest słabością nawet najtęższych umysłów?

„Rzecz o banalności miłości” (tytułem autorka nawiązuje do cytowanej rozprawy Arendt i postawionej tam tezy o „banalności zła”, za którą zebrała wiele oskarżeń i była bojkotowana w Izraelu), to świetnie skonstruowana sztuka. Jest nie tylko opowieścią o miłości, chociaż analizuje związek uczuciowy Arendt i Heideggera (nawiasem mówiąc, aż do śmierci Hannah w 1975 roku utrzymywali kontakt), jest rodzajem traktatu filozoficznego, wieloznaczna, stawia pytania, ale nie udziela łatwych odpowiedzi.
Sztukę Liebrecht na scenie Teatru Dramatycznego wyreżyserował Wawrzyniec Kostrzewski. Nic nie uronił z wieloznaczności opowieści. Stworzył spektakl piękny, mądry i poruszający.

Dla zaznaczenia opozycyjnych czasów wydarzeń – teraźniejszego i przeszłego – użył filmowego montażu – stosując rodzaj stop klatki dla teraźniejszości, a wydarzenia przeszłe, wydobywając z mroku jasnym snopem światła. Przy czym sceny z „teraz” rozgrywają się bliżej widowni, te dawne są od niej oddalone, pokazane w tle, lecz nie tracą na wyrazistości.

W perfekcyjny sposób, również niemal filmowym skrótem, opowiedział okrucieństwo wojny – w mroku na tle desek, przywodzących na myśl wagon pociągu towarowego lub obozowy barak, żydowski chłopak śpiewa przejmującą pieśń umierającego narodu.

Świetna jest też końcowa scena spektaklu – starsza Hannah siada obok młodej Hannah i razem palą papierosy. W tej scenie zawiera się najkrócej wyłożona prawda nie tylko o życiu Arendt, ale o ludzkim życiu w ogóle – mimo upływu lat, wciąż jesteśmy młodzi, choć ciało temu przeczy; żałujemy, że życie tak szybko zbiegło i tęsknimy za minionym czasem, za nami tamtymi, za latami, które minęły chociaż tyle okrucieństw wydarzyło się po drodze…

Kostrzewski do ról Hannah Arendt i Martina Heideggera zaprosił Halinę Skoczyńską i Adama Ferency.

Skoczyńska, to bardzo utalentowana aktorka, chociaż niezbyt rozpieszczana przez teatr i film. Jako Arendt potwierdza swoją zawodową klasę. Wydobywa z roli wszystkie niuanse. Umie uwypuklić wybitną umysłowość bohaterki, nie bojąc się zarazem obnażyć jej poprzez drobne obsesyjki, słabostki. Potrafi też pokazać, jak intelekt Hannah przegrywa z jej sentymentem do Heideggera, nawet wówczas, gdy odsyła go z kwitkiem.

Nie ma w niej chęci odwetu, jest litość dla upokorzonego, ale nieskorego do ukorzenia się starca, a zarazem żal za minioną miłością. Te psychologiczne niuanse, aktorka zaznacza delikatnie, ledwo dostrzegalnie, a jednak są dla widza czytelne.

Martin Heidegger Adama Ferency jest mniej psychologiczny, a bardziej rezonerski, bardziej – znakiem niż postacią. Widać to podczas monologu, w którym opowiada się po stronie narodowego socjalizmu, a jego wykład, narastającą ekspresją, przypomina wrzaskliwe przemówienia Adolfa Hitlera.
Nawet, schorowany i stary, bez środków do życia, nie zasługuje na litość…

Nie zmienił się, jakby nic nie zrozumiał, a może nie umie przyznać się do błędu… Tyle że ten błąd kosztował życie miliony ludzi…

Dojrzałym aktorom ładnie partneruje aktorska młodzież – Martyna Kowalik (absolwentka AT 2011 r.), jako młoda Hannah, ma wdzięk, spontaniczność i – tak nieodzowną – sceniczną wiarygodność.

Mateusz Weber (absolwent AT 2013 r.), którego zapamiętaliśmy jako aktora charakterystycznego z muzycznego spektaklu „MP4”, potwierdza swój talent wokalny w przejmującej pieśni narodu skazanego na zagładę, ale udowadnia (gra Rafaela Mendelsona i Michaela Ben Szakedi), że potrafi zagrać głęboko dramatyczną rolę. Ta umiejętność dobrze rokuje jego karierze…

Celną oprawą spektaklu jest scenografia. Praktycznie niemal w całości zbudowana z ogromnej liczby książek, którymi zarzucona jest scena. Niosą one w sobie podwójną symbolikę – wskazują, że to atrybut bohaterów sztuki – intelektualistów, którzy książki czytają, gromadzą, wielokrotnie przeglądają w poszukiwaniu jednego zdania, tak ważnego dla ich pracy, i którzy także sami je piszą; a zarazem te stosy książek przypominają o milionach tomów rzuconych w ogień – bo ich autorzy nie spełniali wymogów rasowych – przez twórców idei narodowego socjalizmu, za którą tak mocno opowiedział się intelektualista, myśliciel, autor dzieł filozoficznych Martin Heidegger, i którego kochała Hannah Arendt, niemiecka Żydówka, intelektualistka, publicystka, myślicielka, filozof …

„Jedynie obserwator, nigdy zaś aktor, nie może rozumieć i wiedzieć, co dokonuje się w widowisku”, notowała Hannah Arendt.

Dzięki sztuce Savyon Liebrecht rozumiemy, co zdarzyło się aktorom jej dramatu Rzecz o banalności miłości.

Grażyna Korzeniowska

___________________________
Savyon Liebrecht

„Rzecz o banalności miłości”

Przekład – Michał Sobelman

Reżyseria – Wawrzyniec Kostrzewski

Scenografia i kostiumy – Marta Dąbrowska-Okrasko

Muzyka – Piotr Łabonarski

Obsada:

Starsza Hanna Arendt: Halina Skoczyńska, Martin Heidegger: Adam Ferency, Młoda Hanna Arendt: Martyna Kowalik, Rafael Mendelson, Michael Ben Szaked: Mateusz Weber

Teatr Dramatyczny w Warszawie, Scena im. Haliny Mikołajskiej, Premiera 10 stycznia 2014 r.

Dodaj komentarz