Jak zranione ptaki

Ona jest już dorosła. Odszukuje go po latach. Przychodzi do firmy, w której on pracuje. On nie jest zachwycony tymi odwiedzinami. Wydaje się bezradny, zagubiony wobec jej bezpośrednich pytań o to, co się wówczas między nimi wydarzyło.

Ona miała 12 lat, on – 30. Zostali kochankami. Obiecywał, że wyjadą, uciekną, będą razem… Ale uciekł tylko on. Tak przynajmniej wówczas myślała, a może wciąż tak uważa. Teraz staje z nim twarzą w twarz, już nie dziewczynka, już kobieta, ale tamto dziecko wciąż w niej tkwi, trzepocze się jak zraniony ptak… Zadaje mu pytania, na które odpowiedzi poszukiwała przez lata, i których nie znalazła nawet podczas psychoterapii.
Jemu wymierzono sprawiedliwość. Ukarano, jak karze się uwodzicieli nieletnich – więzieniem.

Dramat Davida Harrowera „Blackbird” przywodzi na myśl historię opowiedzianą w powieści Nabokova „Lolita”, chociaż Harrower napisał swoją sztukę na podstawie prawdziwej historii Toby`ego Studebakera, amerykańskiego żołnierza skazanego za stosunki seksualne z 12-latką.

Dziewczynka i dojrzały mężczyzna. Ona, zafascynowana nim, podobno uwodzi i osacza, ale czy on ma prawo po nią sięgnąć? Dziecko? Świadomy swojej seksualności podlotek? On, pedofil, czy ofiara własnej słabości? Czy w ogóle mógł sobie pozwolić na słabość?
Temat dramatu „Blackbirds”, wobec fali dyskusji o pedofilii przetaczającej się codziennie przez media, jest rozgrzany niemal do czerwoności.

W Teatrze TrzyRzecze z Białegostoku, który  gościł niedawno z „Blackbirds” na stołecznej scenie Laboratorium Dramatu, wyreżyserował go Konrad Dulkowski.

Reżyser zaufał tekstowi sztuki Harrowera. Nie kusił się o reżyserskie ozdobniki, by „ubarwiać” dramatyzm opowieści. Siła tego przedstawienia zależy bowiem od interpretatorów, od ich szczerości, którą muszą poruszyć serca i umysły widzów.
To się udało. Światło punktowca wyławia z mroku postaci dramatu. Najpierw ją, potem jego. Są oddaleni od siebie, by w miarę gwałtownych pytań, na które nie ma dobrych odpowiedzi, wspominania wydarzeń sprzed lat, dać ponieść się emocjom, zbliżyć do siebie, przywrzeć, by znów rozjeść się, bo każde z nich inaczej zapamiętało to, co zdarzyło im się wtedy. Każde z nich ma swoją prawdę, każde wciąż hołubi swoje poczucie krzywdy.

Czy ich racje mogą się równoważyć? Nie, to nie możliwe. Tak jak niemożliwe jest wyjaśnienie przeszłego… Wiedzą to oboje, tak jak widzowie, im głębiej wchodzą w tę opowieść. Nic nie wyjaśnia też dwuznaczny finał spektaklu, ale to zarazem jedyne dobre zakończenie.
Konrad Dulkowski rolę kobiety (Una) i mężczyzny (Ray) powierzył Dagmarze Bąk i Tomaszowi Sobczakowi. Był to dobry wybór. Oboje wywiązują się ze swoich ról bezpretensjonalnie i uczciwie. Wierzą w swoich bohaterów, ale nie bronią ich za wszelką cenę. Umieją wywołać współczucie dla nich, ale też obnażyć, pokazać, jak są niejednoznaczni, jak wydarzenie sprzed lat zaciążyło na ich życiu, wykoślawiło wewnętrznie.

Ale najpiękniejszym osiągnięciem twórców „Blackbirds”, jest to, że gdy wybrzmią ostatnie słowa spektaklu, gdy zniknie obraz wyświetlany na ekranie, zgaśnie światło i zapadnie ciemność, zadajemy sobie pytanie: czy spotkanie tych dwojga, Uny i Raya, po latach naprawdę miało miejsce? Czy na pewno stanęli naprzeciw siebie twarzą w twarz? Czy może tylko znów im się śniło? Bo śnią o tym spotkaniu, co noc, od lat, ale nie mają odwagi spotkać się w rzeczywistości.

I w tej nieokreśloności tkwi siła spektaklu „Blackbirds” Teatru TrzyRzecze z Białegostoku.

Grażyna Korzeniowska
________________________
Teatru TrzyRzecze, Białystok
David Harrower Blackbird
Reżyseria: Konrad Dulkowski
Współpraca reżyserska: Rafał Gaweł
Występują: Dagmara Bąk, Tomasz Sobczak
W epizodach video: Krystyna Kacprowicz-Sokołowska, Natalia Wieczeryńska
Gościnne występy na scenie Laboratorium Dramatu w Warszawie

Dodaj komentarz