Dlaczego ja?

Tomasz Miłkowski o Milczeniu o Hiobie Piotra Cieplaka w Teatrze Narodowym – poszerzona wersja recenzji opublikowanej w „Przeglądzie” nr 45/2013:

Cierpienia Hioba z biblijnej przypowieści zawsze budziły odruch protestu a co najmniej zdumienia. Dlaczego on właśnie, bogobojny i cnotliwy, poddawany jest tak okrutnej próbie. Dlaczego ja? – pyta Hiob, a kolejne ciosy losy spadają na jego mienie, rodzinę i na niego. Jego ciało gnije. Hiob nie złorzeczy Panu, nikogo nie obwinia i na koniec – w nagrodę – wraca do łask.

Co to ma znaczyć, przez wieki zastanawiali się mędrcy, pisarze, artyści. Zastanawiał się się także Piotr Cieplak, który już po raz trzeci do Hioba nawiązuje, ale spektakl w Narodowym niewiele ma wspólnego z wcześniejszym przedstawieniem wrocławskim (2004). Tym razem to przyjaciele Hioba, ale bez jego udziału, myślą o jego losie (i swoim także), każdy zanurzony we własnym doświadczeniu i powinnościach.

 

Gdyby przypowieść biblijna miała być apoteozą posłuszeństwa, nie byłaby funta kłaków warta. Kryje się w niej coś więcej – zakodowany jest w niej tragizm ludzkiego losu, wobec którego jedyną odpowiedzią może być milczenie. Stąd późniejsze, po życiu obfitującym w zatrważające katastrofy, milczenie Hioba, stąd tytuł tego przedstawienia.

Imponujące oratorium Piotra Cieplaka z zachwycającą warstwą muzyczną, dziełem pary multiinstrumentalistów, tworzących dźwięki z wszystkiego, co oferuje natura i technika, Pawła Czepułtowskiego i Pawła Litwińca (współtwórcy zespołu Kormorany i zespołu Karbido), stanowi próbę dotknięcia tajemnicy Hioba. Scenariusz został zbudowany ryzykownie z fragmentów rozmaitych opowieści: Księgi Hioba w tłumaczeniu Jakuba Wujka i Czesława Milosza, relacji i rozmów o Holokauście i antysemityzmie, recenzji artystycznej obrazu, bajki, monologu estradowego, wynurzeń starca chorego na Alzheimera, niepokojów biznesmena. Każdy z aktorów niesie swoją historię, ramy zaś tworzy przytoczona na początku i końcu przypowieść biblijna (Cezary Kosiński) i monumentalny psalm finałowy.

Widzowie i aktorzy znajdują się na ogromnej scenie Teatru Narodowego, gdzie zbudowana została konstrukcja prowizorycznej widowni dla ponad 200 widzów (mniej niż połowa sali Narodowego). Nie widać sufitu, przestrzeń wydaje się nieskończona ku górze, po bokach wyposażenie sceniczne, mosty, pulpity, światła; ruchomy podest wyjeżdża do bocznej kieszeni sceny, unosząc aktorów usadowionych za stołem jak na jakiejś nudnej konferencji. Z boku i z przodu ekrany, gdzie pojawiają się projekcje wideo: plaża, trawa, woda, symbolika sił natury (to na wielkim ekranie) i reprodukcje obrazów, m.in. przedstawiającego żonę Hioba obrazu Georges’a de La Tour, a potem detale tego obrazu. Na koniec unosi się główny ekran i tylna ściana, aby odsłonić mgliście oświetlone wnętrze widowni Teatru Narodowego, które sprawia wrażenie kościelnej nawy głównej, gdzie ulokował się Chór i muzycy. Bardzo to efektowna i podniosła scena, pod względem muzycznym wyrafinowana, dająca świadectwo idealnego zgrania wszystkich wykonawców.

Jednak to nie monumentalizm dominuje w tym spektaklu – są w nim refreny, powtarzające się rytuały, a nawet zabawne anegdoty. To nie jest spektakl przepojony smutkiem. Jak w życiu, mieszają się tony poważne i żartobliwe, skłaniające do namysłu i nie kryjące ostrości polemicznej.

Jerzy Łapiński jako Starzec pamięta tylko, że jacyś źli ludzie zatłukli mu kota. Ale imienia kota nie pamięta. Dominika Kluźniak jako lektorka czyta fragmenty z Bunkra Miła 34, za każdym razem w ten sam sposób przygotowując się do kolejnej sesji nagraniowej, aż do chwili, kiedy wybuchnie, niezdolna już do lektury tych porażających wspomnień z getta. Wiktoria Gorodeckaja zachwyca w partiach śpiewanych, Monika Dryl z fachowa swadą przewodniczki opowiada o obrazach, Karol Pocheć czyta fragmenty wywiadu z Andrzejem Stasiukiem, który zastanawia się nad źródłami antysemityzmu, Zbigniew Zamachowski jako artysta estradowy snuje brawurową opowieść o bocianach, które się niczym nie przejmują, a Tomasz Sapryk dzieli się rodzinnymi dramatami biznesmena. Wszyscy razem tworzą na scenie przezabawna opowieść o Czapli (Cezary Kosiński) o niewzruszonej nodze, którą inicjuje Dominika Kluźniak jako sepleniąca Żaba. Kosiński mówi o Hiobie słowami Wujka i Miłosza jakby to była jego prywatna sprawa. Wielkie materii pomieszanie, które owocuje prawdą – potrzebą namysłu nad sobą. Oto przesłanie tego niecodziennego spektaklu.

Tomasz Miłkowski

 

MILCZENIE O HIOBIE, scenariusz i reżyseria Piotr Cieplak, scenografia i reżyseria światła Andrzej Witkowski, choreografia Leszek Bzdyl, muzyka Paweł Czepułkowski, Michał Litwiniec, współpraca dramaturgiczna Małgorzata Głuchowska, projekcje wideo Daria Kopiec

Dodaj komentarz