DOKĄD CZY DONIKĄD

Janusz Wiśniewski nie usiłował tu ani pouczać, ani oceniać. Zresztą nigdy tego nie robił, natomiast zawsze mówił własnym językiem szczegółowo konstruowanych obrazów – egzemplifikacji. Nawet kiedy owa własność reżyserskich projektów denerwowała Mistrza Kantora, Wiśniewski – klucząc, modyfikując tropy po swojemu – rzeźbił każdy detal przestrzeni.

Dziś ten wciąż wspaniale osobny Artysta Teatru pokazuje spektakl Quo vadis (Teatr Polski, premiera – kwiecień 2013). Tytuł otwiera podwójne pytanie: Domine, quo vadis i Homine, quo vadis. Tak wiąże się perspektywa utrwalonej przez Sienkiewicz sceny, kiedy uciekający z Rzymu święty Piotr spotyka Chrystusa idącego „by Go ukrzyżowano po raz wtóry” oraz memento personifikowane głosami m.in. Szekspira, Słowackiego, Eliota, Audena, Cwietajewej.

 

Trudny węzeł idei, myśli, uczuć. Nawałnica plastycznych wizerunków od Goi po Francisa Bacona. Wszystko razem spójne i … odległe. Wszystko sznurowane rytmem korowodu, w którym obok wibrujących muzycznych pasaży (Jerzy Satanowski) znalazły się przerwy utrwalone w gestyczno-ruchowym tańcu śmierci (choreografia Emil Wesołowski). Ostry błysk, zbieg przeciwieństw, ale też ład, któremu kluczowy sens nadają dwie postaci. Neron Haliny Łabonarskiej i Święty Piotr Wiesława Komasy. Pierwszą figurę trzyma w niezwykłej warsztatowej precyzji nadekspresja. Drugą kieruje stopniowo odsłaniany półgest i ramowane ciszą słowo.

Kulfoniasty, pękaty Neron świeci cieniem innych despotycznych bestii. Uderzywszy w diabelski ton Heroda, dotyka przylizaną blond fryzurą sylwetki hitlerowskiego zwyrodnialca a orderowo-epoletowym rynsztunkiem przywołuje wielkomocarstwowe apetyty Rosji. Ober kontroler i ober tyran. Halina Łabonarska ubiera Nerona materiałem genialnie punktowanych odkształceń, zaczynając sumą pychy, okrucieństwa, terroru i kończąc rozpasaną autodestrukcją. Nafaszerowane kluchami cielsko godne pędzla Boscha i kadru Bunuela ginie hic et nunc. Natomiast dalej krążą rozmaite ludzkie ćmy, a może i ważki. Ludyczno-tragifarsowy Osioł Piotra Cyrwusa aż kipi mimiką. Śmierć Marcina Jędrzejewskiego straszy i odstrasza. Tymczasem między stolikami taniej jadłodajni błąka się szary człowiek w szarym prochowcu. Najpierw dziwi, chwilę potem znaczy tajemnicę, wreszcie ujawnia przejmujące wersy Bólu drzewa Józefa Wittlina. Wiesław Komasa wspaniale strzeże charyzmy swego bohatera. Sakralny wymiar postaci przykrywa pokora i otacza morze ludzkiej nędzy. Puls współodczuwania bije precyzyjnie mierzonym rytmem wiersza Józefa Wittlina Ból drzewa. Natomiast ciężar krzyża zespolony z ciężarem Piotrowego zawierzenia wstrząsająco odsłania fragment Księcia Niezłomnego. Straszliwa męka, tragiczny epilog dopełnione aktem wiary w klarownym przełożeniu „Calderonowsko-Słowackich” wersów:

Gardło masz i moje łono

Bóg ucieczką moją i obroną

 

Neron i Święty Piotr. Ostentacyjna buta sprowadzona każdym drgnieniem formy do samozagłady oraz cierpliwe, trzymane w rygorach ciszy i udręki posłannictwo nadziei. Mocne a jednocześnie bardzo wyważone charakterystyki. Zaś pomiędzy nimi rozpostarty ekstatyczny korowód uczuć, ambicji, kompleksów.

Dziwny splot, szaleńczy bieg. Wyrafinowana gestyka Petroniusza (Jerzy Schejbal). Zatrzymana jakby pędzlem Henryka Siemiradzkiego uroda Eunice (Marta Dąbrowska). Stylizacją ramowane konterfekty samotnych kochanków (Joanna Halinowska, Maks Rogacki). Uwięziona w okowach żałoby Kobieta (Ewa Domańska) i śmiertelnie zranione macierzyństwo (Marta Kurzak). Tempo, pauza. I od nowa. I raz jeszcze. I … kadr internetowego wyścigu z dwoma liderami – Bill Gates (Krystian Modzelewski) i Steve Jobs (Marek Kudełko). Te a także inne maski, pozy, sylwetki oraz historyczne, literackie, plastyczne czy wręcz Kantorowskie cytaty. Świat się kręci. Natalia Sikora skalą głosu i mocą Leśmianowych obrazów dotyka nieskończoności.

 

Dałeś mi, Boże, kęs istnienia, 
Co mi na całą starczy drogę – 
Przebacz, że wpośród nędzy cienia 
Nic ci, prócz butów, dać nie mogę. 

 

Ronić łzy przez sarkazm potrafi wielu twórców. Ale prawdy płaczu sięgają wówczas tylko artyści szczególni. Janusz Wiśniewski ostateczne pytania wyposażył w ostateczne emocje.

PS. Spektakl przy pełnej widowni uleciał z obecnych planów repertuarowych. Wieść niesie, że raz się pojawi w Łodzi. Zatem antrakt – finał – czarna dziura. Ostatnia opcja jest tak niedorzeczna, że aż przewidywalna.

No właśnie, dokąd czy donikąd ???

Jagoda Opalińska

 

Dodaj komentarz