Ach, te nogi!

Ostatnio postanowiłam wybrać się na coś lekkiego, łatwego i przyjemnego, co oderwałoby moje myśli od zbliżającej się zimy. Mój wybór padł na spektakl Klatka Wariatek w Teatrze Komedia, którego siedziba zapiera dech w piersiach. Już przed rozpoczęciem spektaklu miałam możliwość zachwycić się pięknem architektury, a zwłaszcza kopułą rozpościerającą się nad widownią. Szczerze mówiąc nie jestem fanką musicali i wybór tego repertuaru był czysto przypadkowy. Już po kilku chwilach okazało się, że fabuła spektaklu jest mi dobrze znana z filmowej wersji z Robinem Williamsem.

 

W odbiorze spektaklu, trochę przeszkadzały mi ciągłe muzyczne przerywniki, które poza nielicznymi wyjątkami nie wnosiły wiele do akcji, a wręcz były wielokrotnymi powtórzeniami jednej piosenki. O tym, że można znaleźć „pod suknią szok” widzowie mogli się przekonać już po kilku minutach trwania spektaklu. Ponadto niemal wszystkie utwory miały tą samą melodię, co potęgowało wrażenie, że oglądam w kółko jedno i to samo. Po wyjściu z teatru refren wyżej wspomnianej melodii prześladował mnie jeszcze przez dłuższy czas niczym dżingiel z reklamy. Być może jednak takie są uroki musicali, z którymi jak już wspomniałam, nie jestem obyta.

Układy choreograficzne, również były powtarzane, ale z mniejszą częstotliwością, (a przynajmniej ze zmianą kostiumu). Na pewno jednak budziły podziw – nie co dzień można oglądać mężczyzn w typowo baletowych układach. Jeden z tancerzy prezentował nawet układ tańcząc na rękach, co z pewnością wymagało wielu prób.

Stroje barwne, błyszczące, choć momentami odrobinę za krótkie i przedwcześnie zdradzające, że „pod suknią szok”. Panowie tańczący, pomimo wszystko lepiej prezentowali się jednak w sukienkach niż w garniturach, w których pokazali się w drugiej części spektaklu. Zadziwiał natomiast fakt, że męskie nogi, zarówno te należące do zespołu tańczącego, jak i te, które zaprezentował Piotr Zelt, były bardzo zgrabne. Odważyłabym się nawet stwierdzić, że niejedna dziewczyna nie pogardziłaby takimi nogami.

Aktorsko spektakl był poprawny, na wyróżnienie zasługują zaledwie dwa nazwiska.

Będący na scenie od początku spektaklu Paweł Tucholski, w roli Madamme Zaza. Sposób poruszania się oraz modulacji głosu sprawiał, że gdyby nie fakt, że widzieliśmy mężczyznę przebierającego się w damskie ciuszki, to można by odnieść wrażenie, że faktycznie mamy do czynienia z kobietą. Ponadto cała ta kreacja miała w sobie wiele wdzięku i wzbudzała sympatię widzów.

Totalnym zaskoczeniem natomiast była kreacja stworzona przez Piotra Zelta. Jako konserwatywny polityk, prezentował on postać sztywną, oficjalną i odzianą w garnitur, a zmuszoną do tańca wykonującą  kanciaste ruchy wywołujące spazmy śmiechu na widowni. W drugiej odsłonie ubrany w wodewilowy strój, z makijażem na twarzy i pióropuszem na głowie natomiast szokuje wdziękiem i gracją z jaką prezentuje podskoki i kroki baletowe. Przemiana, której świadkami są widzowie zadziwia i bawi. Moim zdaniem postać kreowana przez Piotra Zelta nadaje charakter całemu przedstawieniu. Ponadto daje się zauważyć, że aktor bawi się formą tego spektaklu i mruga do widza.

Podsumowując myślę, że można uznać Klatkę Wariatek za programowy utwór tego teatru, który ma przede wszystkim bawić i odrywać widza od codziennych zmartwień, czy stresów. Może ciut jak dla mnie prześpiewany na jedną nutę, ale mimo wszystko uroczy. A te nogi  – widziałam je oczami wyobraźni jeszcze długo po zakończeniu spektaklu.

Magdalena Tyrała

„LA CAGE AUX FOLLES – KLATKA WARIATEK”, 
Reżyseria: Grzegorz Chrapkiewicz, 
Scenografia: Wojciech Stefaniak, 
Kostiumy: Aneta Suskiewicz, 
Choreografia: Sylwia Adamowicz, 
Kierownictwo muzyczne: Dariusz Łapiński.

Teatr Komedia w Warszawie

Dodaj komentarz