Co się dzieje, kiedy umieramy

O „Mglistym Billym” w reżyserii Mateusza Przyłęckiego, spektaklu Teatru Figur z Krakowa, pokazywanym w ramach Festiwalu Korczak 2013, pisze Marzena Dobosz na blogu „teatru głodna”

Poszłam na ten spektakl zachęcona zapowiedzią na stronie Teatru Figur i Festiwalu: „Spektakl teatru cieni dla wszystkich, którzy mają albo mieli kiedyś 12 lat, być może stracili kota, chomika czy papugę, chcieliby przechytrzyć śmierć i zamknąć ją w hermetycznym słoju”. Nie czytałam komiksu Guillaume’a Bianca Mglisty Billy. Dar Ciemnowidzenia, nie wiedziałam więc co mnie czeka…

Niecierpliwe wyczekiwanie. Na scenie czarna ściana z białym prostokątem pośrodku (trochę jak nieduży ekran kinowy, większy telewizor albo prześcieradło, na którym dawniej wyświetlano dzieciom historyjki rysunkowe), na widowni rozbawiona dzieciarnia (głównie rodzice z przedszkolakami i wczesną podstawówką, choć organizatorzy wyraźnie zaznaczyli, że Mglisty Billy jest przeznaczony dla dzieci od 12 roku życia). Gaśnie światło, cichną rozmowy, zaczynają się czary…

Najpierw zrobiło się zupełnie ciemno (wśród publiczności rozległy się przerażone szepty), potem ekran się rozświetlił i pojawiła się na nim czarna postać Billy’ego, rezolutnego siedmiolatka z wielką głową i ogromnymi oczami (brawo dla projektantki lalek!). Chłopiec nie wzbudził szczególnej sympatii widowni, wydawał się nieco dziwny, mówił, że woli deszcz od słońca i noc od dnia i że przyjemność sprawia mu topienie mrówek w czekoladowej ślinie… Zaraz też okazało się, że lubi dokuczać swojej młodszej siostrze, jest zarozumiały i nie ma za grosz respektu dla starszych, bo jak mówi, nie można się z nimi porozumieć: „Dorośli to mordercy… zabili w sobie dziecko, którym byli…”. Billy ma także Dar Ciemnowidzenia: widzi duchy i może z nimi rozmawiać.

W pierwszych scenach chłopiec ganiał się po ogrodzie ze swoim kotem Tarzanem i przedrzeźniał siostrę, a za chwilę znalazł kota martwego. Nic nie pomogły próby ożywienia zwierzaka, zaklęcia i błagania. Smutne rozważania o nieuchronnej śmierci czekającej każdego z nas zostały pokazane w formie gry komputerowej (takiej z epoki komputerów pierwszej generacji). Tarzan został więc bohaterem gry, w której chodziło o to, że musi uciekać przed czyhającą na niego śmiercią. Na kolejnych planszach (poziomach?), przy dokuczliwych „komputerowych” dźwiękach bezlitośnie wciskających się w uszy, przerażony zwierzak pokonywał coraz większe przepaści, przeskakiwał coraz wyższe mury, wdrapywał się na niemożliwe do zdobycia góry… i wszystko na nic. W tej grze bohater musi zginąć. Za każdym razem na końcu pojawiała się sugestywna plansza z kocią trupią główką i sygnałem GAME OVER… Widownia zamierała z przerażenia: na początku mieliśmy jeszcze nadzieję, że zdarzy się cud, ale im dalej, tym gorzej. Odwlekanie strasznej chwili nie pomagało… Widocznie, jak zauważył Billy, kocur wykorzystał już swoje dziewięć żyć.

Zostały jednak jeszcze pytania o istotę śmierci oraz dziecięca niezgoda na umieranie. I teraz jak u Hitchcocka napięcie dopiero zaczęło narastać… Rozgoryczony Billy wziął udział w pogrzebie Tarzana, pokazanym bez żadnych metafor, kot w grobie, zasypywany ziemią, definitywny koniec. I powtarzane jak refren zdanie, że kto umiera, przestaje istnieć. I już. Ale co mają ze sobą zrobić ci, którzy zostają? Billy szuka różnych sposobów (rodzice nie umieją pomóc) na wyjaśnienie sprawy śmierci: pisze list do Świętego Mikołaja, który żyje przecież już pięćset lat, musi więc znać tajemnicę śmierci! Wywołuje duchy (znakomita scena – pomysł na wyłaniające się z ciemności oczy fantastyczny!), rozmawia z duchem z opuszczonego domostwa… Żadnych łatwych pocieszeń w stylu: „kotek poszedł do nieba i teraz patrzy na nas z góry”. Pozostało tylko memento mori

Świetne przedstawienie! Podziwiam odwagę reżysera, że nie bał się zaadaptować tego tekstu dla teatru młodzieżowego, że nie zrobił z tego bajeczki dla grzecznych dzieci i że na koniec nie złagodził przesłania, nie dał prostego pocieszenia (choć i ja do pewnego momentu po cichu miałam nadzieję, że Billy’emu uda się coś wyjaśnić…). Patrzyłam zafascynowana na ten „teatralny ekran”, na którym Billy przeżywał swoje rozterki. Spektakl przypominał odrobinę film animowany i pomyślałam, że mógłby powstać taki film. Teraz jednak wiem, że z ekranu telewizora czy monitora historia Tarzana nie miałaby takiej siły rażenia (mało to okropności oglądamy na monitorach, mało to postaci ginie każdego dnia od uderzenia naszych dłoni w odpowiednie klawisze?). Spektakl Mateusza Przyłęckiego dobitnie uświadamia, że eliminując bezmyślnie kolejnych bohaterów gier komputerowych, nie oswajamy się ze śmiercią, nie zbliżamy się do zrozumienia, czym jest. Dopiero wtedy, gdy ofiarą gry komputerowej staje się ktoś znany czy bliski, ktoś, kto jeśli umrze, to umrze zupełnie, na zawsze i nieodwołalnie, bez możliwości powrotu do gry w kolejnym życiu, możemy poczuć, jak bardzo znieczulamy się za pomocą różnych nowoczesnych technik, wypieramy prawdę, oszukujemy się. A to utrudnia akceptację naturalnego biegu życia i pogodzenie się z nieuchronnym. Nie wiem zresztą, co i dla kogo lepsze. Twórcy przedstawienia pokazali jedną drogę, zabrali głos w dyskusji o umieraniu, o buntowaniu się przeciwko śmierci, o niezgadzaniu się na odchodzenie bliskich, a wreszcie o sile pamięci i o tym, jak ważne jest, żeby mieć możliwość porozmawiać o tym.

Spektakl pokazano na Małej Scenie Teatru Powszechnego w Warszawie, po przedstawieniu twórcy zaprosili widzów za kulisy. Dzieci, zwłaszcza te małe i bardzo wystraszone, mogły zobaczyć, jak wygląda świat z drugiej strony ekranu…

 

Na stronie Teatru Powszechnego można obejrzeć więcej zdjęć ze spektaklu: http://www.powszechny.com/spektakle/mglisty-billy,s458.html

 

A tu informacje o kolejnych spektaklach Festiwalu Korczak 2013, który trwa jeszcze do soboty 12 października: http://www.korczak-festival.pl/

 

Mglisty Billy” na podstawie komiksu Guillaume’a Bianca, przekład Wojciech Prażuch, adaptacja i reżyseria Mateusz Przyłęcki, scenografia Agnieszka Polańska, oprawa muzyczna Andrzej Bonarek, animacja lalek/konsultacje Agnieszka Makowska, realizacja Piotr Idziak, Magdalena Hałoń, Grizzly Man, Hubert Michalak, pomoc w realizacji Mateusz Wróbel, występują: Kinga Wilczyńska, Dagmara Żabska, światło i dźwięk Murat Kornaev; premiera 14 czerwca 2013 r. w Teatrze Figur w Krakowie

Dodaj komentarz