Nieuleczalna obecność

„Tato nie wraca” w reż. Piotra Ratajczaka Teatru Konsekwentnego na XI Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Agnieszka jest perfekcyjną pracownicą bankowości. Zajmuje się udzielaniem kredytów, ukończyła międzynarodowe kursy, zna swój fach, pnie się po szczeblach kariery, wychowuje syna. Wszystko robi wrażenie doskonale pozapinanego. Ale takie nie jest. Jej życie przypomina niezabliźnioną ranę po odrzuceniu przez ojca, który nie chciał nawet jej poznać i pozostał człowiekiem obcym, utraconym, boleśnie nieobecnym. Kiedy więc pojawia się przypominający go klient (może to on, a może nie), trauma wraca z całą siłą, wszystkie hamowane urazy i emocjonalne zwichnięcia znajdują ujście. Scenariusz Piotra Rowickiego nie próbuje nadawać przeżyciom Agnieszki jakiegoś niezwykłego charakteru. Jego siłą jest prawda przeciętnej krzywdy, bez ozdób, szczególnie strzelistych tragedii czy niezwykłych przypadków losu. Ból jednak i jego narastanie z upływem czasu zostały za sprawą zdyscyplinowanej gry odsłonięte z chirurgiczną precyzją. Aktorka i reżyser znaleźli sposoby, aby nadać temu sugestywną formę nie przez psychologizowanie, ale działaniami fizycznymi (jak choćby imitowaniem trybów machiny bankowej), rytmizacją dziecięcych wierszyków i wyliczanek opisujących stany emocjonalne bohaterki czy bezpośrednimi zwrotami do publiczności. W pewnej

chwili Agnieszka wypatruje wśród widzów ojca, przytula się do niektórych, siada na kolanach, animuje powstanie wspólnoty dotkniętych nieczułością. Spektakl chwilami zamienia się więc w seans terapeutyczny. Gra z publicznością, zawsze ryzykowna, przebiega bez zarzutu, aktorka potrafi zawrzeć z widzami niepisaną umowę bez wywierania nadmiernego nacisku albo przekraczania granicy prywatności.

Kiedy zostajemy już sami z pytaniem o naszego tatę, wracają pierwsze obrazy spektaklu: pojawiające się na ekranie wypowiedzi znajomych i krewnych bohaterki, którzy usiłują opisać jej ojca. Próba zrozumienia, dlaczego porzucił dziecko, okazuje się beznadziejna. Tego nie da się zrozumieć. I jakiekolwiek byłyby powody, cena odrzucenia dla obu stron okazuje się za wysoka. Po przyjętym z uznaniem monodramie „I będą święta” (2012), zrealizowanym przez ten sam zespół, Agnieszka Przepiórska potwierdza swoje odrębne miejsce w teatrze jednego aktora.

„Nieuleczalna obecność”
Tomasz Miłkowski
Przegląd nr 39/23.09
25-09-2

Dodaj komentarz