Ukraiński Kwartet De.Kru – w duchu Marcela Marceau. XIII festiwal mimu w Warszawie

Po raz pierwszy zawitali na warszawski festiwal i zaprezentowali się nie tylko jako zespół sympatyczny, ale i świadomy tego, co robi. A przede wszystkim idzie tropem poszukiwań i odkryć wielkiego maga pantomimy europejskiej, Marcela Marceau.

Wieczór nosił nawet znamiona swoistego wykładu z przykładami: z ekranu mogliśmy obserwować fragmenty ćwiczeń i wypowiedzi Mistrza, na scenie ich swoiste dopełnienie w wykonaniu młodych artystów albo pokaz, czego się od swego wielkiego poprzednika nauczyli. Mogłoby to razić pewnym dydaktyzmem, gdyby nie naturalność i wdzięk wykonawców, ze swobodą używających arsenału pantomimicznych środków wyrazu.

Wszystkie scenki były kwitowane brawami, a więc przypadły publiczności do gustu, choć niektóre przykuwały uwagę w szczególności. Mam na myśli pierwszą scenę w sali kinowej – artyści ukazali typowe zachowania widzów, w tym jednego aroganta, a taki zawsze się trafi nawet w najlepszym towarzystwie. Duże brawa zebrali także po scence „Podwodny świat”, w której układami giętkich, wszędobylskich rąk, synchronizowanymi z muzyką, zasugerowali bogactwo morskiej fauny, łagodne były koralowce, bodaj najgroźniejszy był krab. Podobał się także „cyrk”, w którym rzucanie nożami do dziewczyny zakończyło się katastrofa, oczywiście, tylko sugerowaną, jak to w pantomimie.

Ale mimo że wszystko tu może ulec odwróceniu, jak w zabawnym „Niemym kinie”, kiedy dziesiątki razy „trup” wstaje i jest znowu zabijany, tak naprawdę nie ma tu żartów. Świat gestu, mimiki, ruchu nie znosi fałszu i stąd za swoboda ukraińskiej trupy kryły się przecież tygodnie i miesiące uporczywych ćwiczeń.

Dodaj komentarz