W PROGU: Opania Holender

W monodramie musi być jakaś sita, skoro przyciąga artystów spełnionych. Tak się stało w przypadku Mariana Opani, który nie musiał przecież poszukiwać ani potwierdzenia swoich umiejętności, ani sympatii widzów. Aktora najwyraźniej skusiła sama forma i tekst Glena Bergera (prapremiera polska), w inteligentny sposób kreślący dziwne przygody pewnego bibliotekarza z holenderskiej prowincji, do którego rąk trafiła książka zwrócona do biblioteki po 123 latach.

Starszy pan wiedzie życie ustabilizowane i nudne, pozapinane na ostatni guzik i bez żadnych – na to wygląda – szans na odmianę. A jednak oddana po tylu latach książka narusza porządek. Daje to początek prywatnemu śledztwu, które gna bibliotekarza po całym świecie, aż do odkrycia, że ściga Żyda Wiecznego Tułacza, a sam jest Latającym Holendrem (albo na odwrót). Na koniec nasz bohater zrozumie, że za żadną cenę nie wyrzeknie się pasji tworzenia. Tekst pełen błyskotliwych zwrotów akcji, a także nietuzinkowego dowcipu prowadzi więc do potwierdzenia istoty gatunkowej człowieka – to homo creator. Opania wiedzie nas przez świat z wdziękiem, trochę przy tym gra z publicznością, zmagając się z ogromnym tekstem, aby brawurowo dojść do tej wcale poważnej puenty.

Monodram szlifuje się długo, układa się dopiero w zderzeniu z publicznością – jedynym partnerem aktora. Choć… w tym spektaklu w pierwszej części dwukrotnie pojawia się na scenie pewien osobnik ściągający z bohatera haracz za wynajęcie sali. Dość dusznej, na co zresztą artysta nie bez powodu wyrzekał.

W PROGU, czyli tajemnica zaniechanych spodni, Glena Bergera, tłum. Hanna Szczerkowska, reż. Bartek Konopka, scenografia Marcin Stajewski, muzyka Jerzy Satanowski, Teatr Ateneum, Scena 61, premiera 12 czerwca 2013

 

Dodaj komentarz