Romeo pod neonem

„Romeo i Julia” w reż. Grażyny Kani w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Stolicy.

 

Na horyzoncie sceny króluje ogromny podświetlany napis „Love” niczym neon reklamowanego produktu. Niestety, całe przedstawienie „Romeo i Julia” w Teatrze Powszechnym jest pozbawionym finezji produktem drugiej klasy. Reżyserka Grażyna Kania zaproponowała widzom wpatrywanie się przez cały spektakl w grupę zamroczonych alkoholem mieszkańców Werony (włącznie z ululanym braciszkiem Laurentym) rozlokowanych na rozpostartej od kulisy do kulisy białej kanapie ze skaju. Kto „wypada” z gry, zasiada na niej, a właściwie poleguje w stanie wskazującym na spożycie. To kiepski wybieg, mający tłumaczyć agresję bohaterów, nawet Romea i Julii objawiających swoje uczucia tyleż gwałtownie, co powierzchownie.

 

Nie udał się ten Szekspir Grażynie Kani, która w ostatnich latach kilka razy dowiodła, że potrafi czytać dramaty. Ale nie Szekspira, wymagającego głębszego namysłu, nawet jeśli pulsujące chucią tłumaczenie Stanisława Barańczaka ujawnia, jak bardzo zmysłowy i obyczajowo niepoprawny jest ten tekst. Miało być nowocześnie, wyszło pociesznie.

„Romeo pod neonem”
Tomasz Miłkowski
Stolica Nr 6/7/06/07-13
19-06-2013

Dodaj komentarz