Kołowrót Apokalipsy

Tomasz Miłkowski o „Quo vadis” Janusza Wiśniewskiego pisze na lamach „Przeglądu”:

To nie jest opowieść o nadciągającej Apokalipsie. Ta Apokalipsa trwa w każdym z nas, zagłada zbiera swoje żniwo na scenie i w świecie. Korowód postaci przeganianych w gonitwie ku śmierci wciąż trwa, tak jak wciąż nie ustają w doktrynerskich poczynaniach nowi herodowie. Nie poddają się im niestrudzeni wędrowcy, dążący do kresu drogi jako wyzwolenia, jako chwili najwyższej pokory w oddaniu temu, który jest Drogą i Prawdą.

Tylko Śmierć z nieodłącznym atrybutem – łopatą grabarza nie może nadążyć za pędzącą ciżbą i sprostać roli czyściciela „ludzkiego gówna”. Marcin Jędrzejewski w tej roli dwoi się i troi, ale kandydatów na tamten świat wciąż przybywa. Zwłaszcza że pojawiają się nadprogramowi, poza kolejnością: Neron (Halina Łabonarska) umiera z przejedzenia w smrodzie puszczanych bąków, Petroniusz (Jerzy Szejbal) i jego Eunice (Marta Dąbrowska), jak chciał Sienkiewicz, uciekają przed światem, jaki jest, podcinając sobie żyły, zakochana, odtrącona kobieta skacze w czeluść mroku z pędzącego pociągu (przejmująca rola Joanny Halinowskiej), inni tymczasowi mieszkańcy tego świata taszczą ze sobą kukły sobowtórów, które trafią na ofiarny stos, zwieńczony łopatą Śmierci.

Ktoś, kto oczekiwał adaptacji dzieła Henryka Sienkiewicza, będzie zawiedziony powieść pisarza jest dla Janusza Wiśniewskiego jedynie pretekstem do snucia rozedrganej dramatycznej opowieści o zagubieniu i samotności człowieka w obliczu nieuniknionego kresu. W kulminującym momencie spektaklu mężczyzna w ośnieżonym kapeluszu, który pojawiał się wcześniej nas scenie na mgnienie oka, opowiada o swym doświadczeniu, kiedy był drzewem – wierszem Józefa Wittlina Ból drzewa odsłania tragedię ukrzyżowania i skalania cierpiącego drzewa. Siła emocjonalna tej opowieści sprawia, że doznania drzewa, najpierw mordowanego i kaleczonego, potem przeznaczonego na krzyż, staje się wspólnotowym przeżyciem publiczności. Wiesław Komasa potrąca najczulsze struny współczucia i czułości, łączy delikatność i wzniosłość naturalnym węzłem krwi i słowa.

Na zakończenie jeszcze raz pojawi się Komasa, już rozpoznawany jako św. Piotr uchodzący z płonącego Rzymu. Wszystkie swoje siły oddaje Bogu, a żywi i umarli i ci, którzy prawdopodobnie nigdy nie żyli, łączą się w figuralnym żywym obrazie przypominającym ołtarz męczenników. To oni nas pytają: Quo vadis, człowieku?

Tomasz Miłkowski

 

QUO VADIS słowami Sienkiewicza, Eliota, Audena i innych, inscenizacja i reżyseria Janusz Wiśniewski, muzyka Jerzy Satanowski, choreografia Emil Wesołowski, asystencja literacka Anna Wachowiak, Scena Kameralna Teatru Polskiego, premiera 19 kwietnia 2013.

Dodaj komentarz