Nie chcę umierać w samotności

O „Romantykach” Hanocha Levina w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Marzena Dobosz na blogu „teatru głodna”

Czy rozmawianie o starości i śmierci może być przyjemne? A interesujące? Zabawne? Spektakl Grzegorza Chrapkiewicza w Teatrze Dramatycznym pokazuje, że przyjemne może nie, ale interesujące i zabawne – owszem. Czy warto świadomie narażać się na nieprzyjemności? Warto.

 

 

Pośrodku sceny wielkie łoże, pod nim rupieciarnia, w głębi drzwi, po prawej okno. W tej przestrzeni (charakterystycznej dla Hanocha Levina, znanej też między innymi z Udręki życia) autor umieszcza trójkę bohaterów – Pogorelkę, Chajczika i Bonbonela*, starych i zmęczonych różnymi dolegliwościami ludzi, którzy z jednej strony czekają na śmierć, ale z drugiej pragnęliby odwlec jej nadejście.

Najpierw poznajemy nieustannie narzekającą starszą panią, która wciąż jeszcze ma nadzieję jeśli nie na płomienną miłość, to może na to, że ktoś ją jeszcze przytuli, potrzyma za rękę, pozachwyca się nią. Niestety najpierw odwiedza ją dawny przyjaciel, który wzbudza w niej jedynie irytację i litość. Drugi przybysz, dawny kochanek, wzbudza za to jej namiętności, ale ona jako kobieta nie interesuje go zupełnie (ma on zresztą inne sprawy na głowie). Wszyscy są przeraźliwie samotni, mężczyźni spotykają się u Pogorelki, aby móc przytulić się do jakiegoś boku, u którego będą mogli spokojnie umrzeć. Boją się śmierci, ale jeszcze bardziej przeraża ich śmierć w samotności. Znamienne jest odwoływanie się do dzieciństwa, chęć symbolicznego powrotu pod opiekuńcze skrzydła mamy i taty… Pragnienie, by w tej trudnej chwili ktoś duży i silny trzymał nas za rękę…

Został ze mną ten obraz: Władysław Kowalski jako Chajczik z nieśmiałym uśmiechem wpraszający się do domu Pogorelki i mówiący, że chciałby tu zostać i wyobrażać sobie, że Pogorelka i Bonbonel są jego rodzicami. Na koniec zostaje nam więc tylko pamięć o najbliższych, jacy by nie byli, i powrót do krainy dzieciństwa, powrót tam, skąd przyszliśmy…

Dramaty Hanocha Lewina nie są przyjemne – widzowie są wciągani w najintymniejsze przeżycia bohaterów, ich lęki, boleści, choroby, wstydliwe sprawy, ciało z całą jego szwankującą maszynerią fizjologiczną, z jego „otworami i jamami”. Romantycy – na przekór tyłowi? – nie są wolni od tych spraw. Bohaterowie sztuki są w wieku, kiedy wiele narządów nie funkcjonuje prawidłowo, niektóre zupełnie się psują, a inne przysparzają tylko bólu. Małgorzata Niemirska jako Pogorelka tworzy ranking swoich pierwszoplanowych dolegliwości, wylicza, co bardziej jej dokucza, co ją bardziej martwi, czym bardziej się przejmuje, co jest zatem ważniejsze… Słabowity Chajczik opowiada, co i kiedy bierze, co go piecze i czego nie trzyma, licytując się na dolegliwości z Bonbonelem. Ten jednak przebija wszystkich, mówiąc, że lekarz daje mu sześć do dziewięciu miesięcy życia… Nie to jednak przeraża w postaci Bonbonela. Okazuje się, że jako jedyny spośród trójki bohaterów nie jest zupełnym sierotą (czego nawet żałuje, bo nie zdąży już prawdopodobnie poczuć, jak to jest być sierotą!), ponieważ jego dziewięćdziesięcioletnia matka wciąż żyje. Zastanawia się, gdzie ją umieścić, bo nie chce, żeby po jego śmierci została bez opieki. Naprawdę jednak szczerze jej nie znosi, ma dość jej zniedołężniałej obecności. Znów jest małym chłopcem, który potrzebuje zdrowej i młodej matki, która zaopiekuje się nim…

W końcowych scenach bohaterowie zastanawiają się, jak to jest kiedy się umiera… Pogorelka, jak matka, próbuje uspokoić przerażone dzieci, opowiada o falach, które uniosą nasze ciała (dusze?)… Piękna metafora…

*O dziwnie brzmiących imionach, których Levin używa w swoich dramatach, mówił Dani Tracz, jego przyjaciel i współpracownik: Hanoch Levin nie znał polskiego, ale czasem słyszał ten język w domu, bo jego rodzice urodzili się w Polsce (przyjechali do Palestyny w 1935 roku, a więc osiem lat przed urodzeniem Hanocha), i to brzmienie bardzo mu się podobało, chciał je jakoś oddać, utrwalić, zapamiętać, wymyślał więc nowe wyrazy o podobnym brzemieniu, pytał się Daniego Tracza, który mówi po polsku, czy dany wyraz coś oznacza, z czym się kojarzy itd.

 

Hanoch Levin „Romantycy” w przekładzie Agnieszki Olek. Reżyseria Grzegorz Chrapkiewicz, scenografia i kostiumy Maciej Chojnacki, opracowanie muzyczne Rafał Kowalczyk, reżyseria światła Krzysztof Małachowski, występują: Małgorzata Niemirska (Pogorelka), Władysław Kowalski (Chajczik), Zdzisław Wardejn (Bonbonel); premiera 10 maja na Małej Scenie Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy

 

Dodaj komentarz