Szwejk w okowach Teatru… Tarnowskiego

Jakże to ciekawa inscenizacja. Adam Walny przedstawił kolejny – bardzo osobisty i bardzo ciekawy projekt: Szwejk. Na tyłach. Idąc narratorskim tropem Jarosława Haška, ujawnił pogranicze epickiego komentarza Szwejkowskiej powiastki oraz różnorakich zbliżeń rzeczywistości. W charakterystycznym splątaniu perspektyw wspaniale się odnajdują: autoironia, żartobliwy wykręt, kpiarskie dygresje i… zadziwienie.

Zadziwienie historyczną chwilą, politycznymi miazmatami, losem jednostki. Otwarty monolog Szwejka znakomicie łączy porte parole pisarza i reżysera.

Wielka szkoda, że tak soczysty koloryt postaci uzyskał tak słaby aktorski przekaz. Szwejk Jerzego Pala sięgnąwszy zewnętrznej rodzajowości, trafił donikąd. I niestety tutaj osiadł. Właściwie tylko trójka aktorów: Bogusława Podstolska-Kras (Hrabina, Dama), Tomasz Piasecki (Bretschneider), Mariusz Szaforz (Urzędnik, Lukasz), dotknęła trzonu teatralizacji. A przecież czekała cudowna scena – amfiteatr, wypełniona lalkową widownią o Arystofanesowskim sznycie oraz konstruktywistycznych formach, którą po swojemu – ze znawstwem materii i odwagą wyobraźni – kształtował Adam Walny.

Miało pulsować. Każdy element przestrzeni gromadził wskazówki sygnalizując czas, funkcję i kierunki. Pierwszy znak daje Pani Müllerowa. Już siedzą lalki. Już słychać fanfary. Zbliża się pora Szwejka, a wówczas obraz blednie. Mimo że akcję niosła – dowcipnie skomponowana na kontrze wobec tradycji – muzyka wybitnego kompozytora, jazzmana i saksofonisty Adama Pierończyka. Dźwięki suzafonu, trąbki i puzonu krążyły wokół dialogów, fruwały między lalkami. Swoją drogą żal, że podobnego rytmu i tempa nie otrzymał ruch sceniczny. Ale przede wszystkim żal, że zespół raczej statystował niźli uczestniczył.

Przedziwny dualizm. Świetna inscenizatorska robota i fastrygowany kilkoma aktorskimi wejściami spektakl. Proszę Państwa, coś tu nie gra!

Jagoda Opalińska

Dodaj komentarz