Teraz patrzę na was z góry…

O „Pręciku” Maliny Prześlugi w reżyserii Zbigniewa Lisowskiego z Teatru Baj Pomorski w Toruniu pisze Marzena Dobosz na blogu „teatru głodna”

http://teatruglodna.blogspot.com/2013/04/precik-maliny-przeslugi-w-rezyserii.html

 

Inscenizacja Pręcika Maliny Prześlugi w reżyserii Zbigniewa Lisowskiego to jedno z najlepszych przedstawień spośród tych, które dotąd obejrzałam w ramach 33. WST – świetny tekst i znakomity pomysł na jego interpretację.

[O spektaklu pisała w „Yoricku” tykże Bozena Frankowska: NIEPOKOJĄCE PYTANIA, TRUDNE ODPOWIEDZI W TEATRZE „BAJ POMORSKI” W TORUNIU]

 

 

Pewnego ranka w pewnym pokoju dzwoni budzik i domownicy rozpoczynają codzienną krzątaninę. Kapcie jak zwykle zaczynają narzekać na swój marny przydeptany los, Poduszka krzyczy, żeby dać jej jeszcze pospać, Budzik gorączkuje się, że nikt go nie słucha, a on ma przecież taką ważną rolę… Niby tak samo jak wczoraj, przedwczoraj i każdego dnia, a jednak inaczej… Już dawno minęła pora wstawania do szkoły, a Dziewczynka nie wstaje… Zdezorientowana gromada z przerażeniem odkrywa, że osoba, dla której i ze względu na którą istnieją – zniknęła! Rozpaczliwe poszukiwania nie przynoszą rezultatu, a tymczasem w kącie pod łóżkiem odnajduje się dawno zapomniany misiek o wdzięcznym imieniu Łysy Joe. I ten biedny zapomniany pluszak przynosi pozostałym smutną wieść: Dziewczynka jest bardzo chora i w nocy zabrano ją do szpitala…

Dalsza opowieść toczy się w drodze do szpitala, a potem na sali, gdzie leży Dziewczynka, bo jak się domyślamy – domownicy wyruszają w drogę, żeby wesprzeć Dziewczynkę, umilić jej pobyt wśród tych wszystkich białych przedmiotów i nie dopuścić do tego, by odeszła…

To pierwsze przedstawienie dla dzieci, w którym tak otwarcie i z takim wyczuciem mówi się o chorowaniu i odchodzeniu. Porusza się wprost temat śmierci dziecka, najtrudniejszy bodaj i dla dzieci, i dla dorosłych… Tu patrzymy na dziecko oczami codziennych przedmiotów. To bardzo ciekawa perspektywa, zapewniająca bezpieczną odległość i jednocześnie wcale nie spłycająca tematu.

Zachwyciła mnie oprawa plastyczna tego spektaklu. Bohaterowie przedstawienia – kapcie, budzik, poduszka i misiek – zostali pokazani w kilku planach: identyczne rekwizyty raz małe, a innym razem duże, a w końcu przebrani aktorzy. Kolory zmieniające się w zależności od miejsca: w domu różowe i żółte, w szpitalu białe i błękitne. Niby zabieg znany i często stosowany teatrze lalkowym, ale w Pręciku dający dodatkowy efekt, tworzący kolejne kręgi wtajemniczenia, pozwalający widzom zbliżać się do tematu, ale zapewniający konieczny dystans. Poza tym wspaniale organizujący przestrzeń świata przedstawionego. Zbigniew Lisowski, reżyser i scenograf, znakomicie rozwiązał też przestrzeń szpitala: patrzymy jak gdyby z lotu ptaka na białe sprzęty szpitalne, łóżko i Dziewczynkę na nim, zawieszone na ciemny tle sceny. Patrzymy właśnie z tej perspektywy, z której kiedyś każdy z nas, jak chcemy wierzyć, będzie patrzeć na świat… Przejmująca i szalenie sugestywna wizja…

W niezwykły nastrój wprawia widzów piękna muzyka, grana na żywo. Słyszymy ją już, sadowiąc się w fotelach, dziwne monotonne dźwięki wprowadzają nas w ten trochę absurdalny, trochę oniryczny, a trochę codzienny świat, gdzie za chwilę wydarzy się coś niezwykłego… Żadnych dziecinnych piosenek i wesołych przyśpiewek na pocieszenie. Twórcy poważnie potraktowali temat. Jestem pełna podziwu także dla aktorów, którzy ani przez chwilę nie mizdrzyli się do widowni, niczego nie podpowiadali, grali, choć były i momenty całkiem smutne… Urzekła mnie rola Jacka Pysiaka, który bardzo poważnie potraktował swojego bohatera: Budzik jest momentami denerwująco rozdzwoniony, a innym razem wzruszająco mądry i czuły. Wyciska łzy, kiedy filozofuje na temat upływu czasu i powtarzalności zdarzeń… Edyta Soboczyńska i Krzysztof Grzęda (Państwo Kapciowie) na przemian denerwują i rozśmieszają widownię swoim zrzędzeniem, ale opowieściami na pożegnanie przyprawiają o szybsze bicie serca. Poduszka (Edyta Łukaszewicz-Lisowska) jest zarozumiała, ale przecież nikt nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa w zimnym szpitalnym łóżku jak ona… No może jeszcze tylko ulubiona maskotka… Łysy Joe (Krzysztof Parda) – nieporadny wielkolud – rozbraja swoim bezwarunkowym przywiązaniem do Dziewczynki (w tej roli Dominika Miękus), która milcząco obecna na scenie gaśnie na naszych oczach…

Niezwykłą siłę ma teatr, a taki teatr zwłaszcza. Wydaje mi się, że niestety nie przeceniamy roli, jaką mógłby odgrywać w życiu dzieci. Nie wiedzą lub zapominają o tym rodzice, często nie chcą o tym pamiętać nauczyciele… W przedszkolu wierzymy jeszcze w działanie wspólnie przygotowywanych teatrzyków, w szkole nie ma na to już czasu… Chciałabym, żeby podobnie jak „pierwsze piątki miesiąca” równie ważne w dzieciństwie było comiesięczne wyjście z klasą do teatru lub na koncert. Kolejne marzenie ściętej głowy…

Malina Prześluga „Pręcik”. Reżyseria i scenografia Zbigniew Lisowski, muzyka Rafał Skonieczny i Mateusz Jagielski, obsada: Edyta Łukaszewicz-Lisowska (Poduszka), Dominika Miękus (Dziewczynka), Edyta Soboczyńska (Kapciowa), Krzysztof Grzęda (Kapeć), Krzysztof Parda (Łysy Joe), Jacek Pysiak (Budzik), Mirosław Szczepański (Smutne Łóżko); spektakl dla dzieci od 7 lat; premiera 30 grudnia 2012 roku w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu.

 

http://teatruglodna.blogspot.com/2013/04/precik-maliny-przeslugi-w-rezyserii.html

 

Dodaj komentarz