Nasza klasa – znakomity dyplom studentów z Wrocławia

Barbara Folta pisze o spektaklu dyplomowym  Naszej klasy Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Lukasza Kosa – we Wrocławiu

Spektakl zaczyna się beztrosko. Grupa dzieci w rytmie pogodnej muzyki wkracza na scenę ze sztandarem szkolnym, a potem biega za piłką w gimnastycznych ubrankach. Przed sceną są rozłożone literki z napisem:

NASZA KLASA

W pewnym momencie każde z dzieci chwyta jedną literkę, po czym ją odwraca i wtedy poznajemy ich imiona a pod każdym imieniem – czytamy jak w nekrologu: rok urodzenia i rok śmierci. I już wiemy, że tylko niektóre dzieci ocaleją z zagłady, która za chwilę się ujawni jako: wojna

 

 

Ten pomysł reżysera, a może jest to pomysł współpracującej z reżyserem autorki ruchu scenicznego, w sekundzie ujawnia widzowi, jaki wyrok został już wydany dla tej niefrasobliwej gromadki. I chociaż dzieci natychmiast wracają do zabawy śpiewając: „mam chusteczkę haftowaną, co ma cztery rogi, kogo kocham, kogo lubię, rzucę mu pod nogi….” każdy z widzów angażuje się emocjonalnie, bo wie o losach bohaterów przedstawienia więcej niż nieświadome dzieciaki i jest oburzony na niesprawiedliwość wyroku, pragnie odwrócić zły los, ostrzec, odmienić to, co nieuchronne i zmusić całą „naszą klasę” do ucieczki za ocean, gdzie właśnie wybiera się Abram, jedyny szczęściarz z tego grona. Ci, którzy zostaną, choć nie są Żydami, także będą mieli swoją traumę.

 

Fotografia zespołu z literkami

Właśnie ten jeden zabieg reżysera z ujawnieniem kto przeżyje, a kto zginie, sprawia, że ja przez cały spektakl będę mieć schizofreniczne rozdwojenie jaźni, mam bowiem w pamięci ten mój własny obraz z czasów wojny, kiedy też jako dziecko grałam na podwórku z koleżankami w klasy… a tuż obok, sto kilkadziesiąt metrów ode mnie pojawiło się czoło kolumny idącej ulicami mojego rodzinnego miasta Jasła. Ta kolumna jasielskich Żydów, a wśród nich nasi niedawni sąsiedzi, kierowała się na dworzec kolejowy, aby w bydlęcych wagonach podążyć do obozów śmierci.

Na scenie trwa zabawa, ale między chłopcami podczas kolejnych lekcji narasta agresja. Jednak reżyser wyraźnie ją łagodzi przez cały czas przedstawienia, jakby subtelnie minimalizuje zachowania wszystkich uczestników zdarzeń. Kiedy potem studiuję tekst Tadeusza Słobodzianka, zauważam duże fragmenty wykreślonych scen. Skróty, jakie dokonał reżyser, sprawiają, że dramat w szkolnym przedstawieniu uległ w ten sposób złagodzeniu. Pomaga w tym również muzyka. Pawłowi Głoszowi (student wrocławskiej Akademii Muzycznej) udało się utrzymać do końca spektaklu bardzo subtelny ton muzycznego tła w kontraście do narastającego dramatu wydarzeń. Paweł Głosz studiuje na dwóch uczelniach (także na Politechnice Wrocławskiej) i chociaż bardzo chciałam z nim się spotkać, był nieuchwytny. Natomiast o pracy nad sztuką opowiedziała mi Agata Grobel, pełniąca funkcję asystentki reżysera i grająca też rolę Zochy. Agatę poprosiłam, aby opowiedziała o sobie i o pracy nad rolą.

Fotografia

Nazywam się Agata Grobel, jestem rodowitą wrocławianką, mam 24 lata. Na studia w PWST dostałam się za trzecim razem, najpierw próbowałam w Krakowie, ale los chciał, że wróciłam do Wrocławia. Jestem już na czwartym roku i mam poczucie, że niedługo rozstanę się z moimi przyjaciółmi. Stworzyliśmy niezwykłą więź i wielki smutek mnie ogarnia na myśl, że nie będę miała tych ludzi wokół siebie tak jak obecnie.

W „Naszej klasie” gram Zochę razem z Agatą Bykowską. W sztuce jest dziesięcioro postaci, ale są dwie dublury. Nasza energia wspaniale zafunkcjonowała w tym spektaklu, a nasze przywiązanie do siebie umiał wykorzystać reżyser Łukasz Kos. On nie chciał początkowo pracować z nami nad tym tekstem, bo jest pochodzenia żydowskiego. Nam dużo czasu zabrało znalezienie odpowiedniego tekstu na dyplom i dlatego przekonaliśmy Łukasza, że bardzo chcemy nad „Naszą klasą” pracować. Dziekan Kuliński zaprosił Kosa do Wrocławia, aby przygotował z nami ten dyplom. Ważne było, że Łukasz dobrze się znał z Tadeuszem Słobodziankiem, wspólnie już wcześniej pracowali. Zaczęliśmy od czytania tekstu „Naszej klasy” pod koniec sierpnia ubiegłego roku. Reżyser rozdał nam role i to był „strzał w dziesiątkę”, od razu mieliśmy przekonanie, że chcemy te role grać, już przy pierwszym czytaniu. Dla mnie było bardzo wzruszające wejść w rolę Zochy. Pierwszy raz miałam takie uczucie, od kiedy jestem tu w szkole i mam do czynienia z pracą nad tekstem. I nie tylko ja, wszyscy, cała nasza piętnastka razem z Łukaszem myśleliśmy podobnie. To było niesamowite! A obsada, która jest obecnie w spektaklu, to jest obsada z pierwszego czytania.

– Od prób czytanych przeszliście do układania sytuacji, ten spektakl ma styl pantomimy z czasów warsztatów Mistrza Henryka Tomaszewskiego!… Ja przez wiele lat obserwowałam spektakle Wrocławskiego Teatru Pantomimy i myślę, że we Wrocławiu nadal istnieje tradycja tej szkoły, i pamięć o monodramach wspaniałego teatru Henryka Tomaszewskiego. Mam na myśli sceny, kiedy aktorzy młócą kijami materace… Proszę opowiedzieć, jak powstawał ruch sceniczny w spektaklu „Naszej klasy”. Dla mnie byliście przez dwie pełne godziny naładowani wielką dozą emocji, dynamiki i to napięcie narastało mimo tonującej muzyki i wyraźnych usiłowań reżysera, który nie chciał widzów czynić współuczestnikami akcji w stodole… Jednak zmuszał nas do refleksji na temat wojny, zła w ludzkich odruchach i do stawiania sobie pytań: dlaczego my, ludzie, często widzimy świat w sytuacjach ekstremalnych? Czy można uciec od zła?

Łukasz i Bogda Stencel są przyjaciółmi, dlatego Bogda przychodziła do nas na próby. Bywała regularnie i zaczęła także sugerować pewne sytuacje dotyczące ruchu scenicznego, wysypywała pomysły jak z rękawa. Ona uczy przedmiotów związanych z ruchem w naszej szkole, jest w tym bardzo dobra. Ale w tym spektaklu nie tylko Łukasz i Bogda wymyślali, co mamy robić, myśmy wszyscy mieli swój duży udział, była to kreacja zbiorowa. Łukasz panował nad tym, jak ma się w określonych momentach każde z nas odnajdywać i po prostu tworzył magię. To słowo jest dla mnie kluczem na określenie naszej pracy nad tą sztuką. Największy udział w tworzeniu ruchu na scenie miała Bogda, ustalając, jaki ma być układ wzajemnie różnych planów. Scenografia także jest naszego pomysłu, chociaż Łukasz codziennie rano nam oznajmiał, że „dziś w nocy wymyśliłem, że w scenografii powinniśmy…”, pewnie źle sypiał podczas naszej pracy nad sztuką. Współpracowały z nami studentki-plastyczki z ASP, to także był ich debiut w pracy na scenie.

Scenografia „Naszej klasy” jest oszczędna, tylko rekwizyty z sali gimnastycznej, jedynie sztandar szkoły i prezenty symboliczne dla nowożeńców. Przez cały czas wszyscy jak dzieci w strojach gimnastycznych jedynie w pewnych momentach pojawiają się dodatkowe elementy stroju: sutanna, biały szal i czapka jarmułka.

Muszę opowiedzieć o Pawle Głoszu, z którym już współpracowałam wcześniej przy egzaminach u prof. Bożeny Klimczak. Paweł (student piątego roku Akademii Muzycznej) jest niesamowicie utalentowany, ma niezwykłą wyobraźnię, wystarczył mu fragment sceny podczas próby – a miał przed sobą komputer – tworzył dla nas natychmiast muzykę. Muzyka w tym spektaklu jest subtelna, nigdy nie nachalna, nie podkreśla brutalności dramatu. Paweł i Łukasz dobrze się rozumieli, a myśmy także podrzucali niektóre pomysły.

Wspólnie pojechaliśmy na jednodniową wyprawę do Jedwabnego. Był ciepły wrześniowy dzień, piękny poranek około dziewiątej rano. Znajdujemy się w centrum tego miasteczka naprzeciwko kościoła. Wokół nie widzimy ludzi, jedynie widzimy i słyszymy wrony, jak ptaki w filmie Alfreda Hitchcocka. Poszliśmy na kirkut i do …stodoły. Wszędzie te kruki nad naszymi głowami. Było to niesamowite przeżycie. Nie chcę więcej o tym opowiadać, bo pewnie się rozkleję… Paweł dodał te kruki w scenie palenia stodoły. Kontur tego miejsca narysowany był kredą, Sonia stoi na środku, a my biegamy dokoła niej. Odgłos ognia i głosy kruków. W tym momencie ja zawsze widzę Jedwabne.

Podczas przedstawienia nie pada jednak nazwa Jedwabne, nie ma tego słowa w tekście sztuki. Tadeusz Słobodzianek w dyskusjach o sztuce podkreślał, że pisał ją łącząc różne przemyślenia i wydarzenia związane z Holocaustem, i sytuacje, które miały miejsce po wojnie. Widział historię w poszczególnych, indywidualnych losach ludzi.

Obserwujemy w „Naszej klasie” losy trzech dziewczynek: Dory, Racheli i Zochy, dwie z nich są Żydówkami i jedna z nich przeżyje. Ożeni się z nią kochający polski chłopak i będzie jej bronił konsekwentnie. Po wojnie Rachela będzie spłacać dług za ocalenie. Chłopcy – dawni przyjaciele – przejdą przemiany i pod wpływem nowych wydarzeń będą zmieniać role: katów i ofiar. Po wojnie nastąpi rozliczenie. Wypadek Zochy przedstawia grająca Zochę Agata Grobel:

Zocha jest postacią bardzo skomplikowaną. Za każdym razem, kiedy wchodzę na scenę, czuję, że muszę jeszcze jej charakter pogłębiać. Była dziewczyną z biednej rodziny, nie miała ojca (a może miała? nie chcę zdradzać moich przemyśleń na ten temat). Już na początku, kiedy wychodzimy na proscenium i przedstawiamy się, pokazując tabliczki i wymieniając swoje imię, nazwisko i zawód ojca, to tylko Zocha mówi: jestem Zocha, zawód matki – sprzątaczka, chcę zostać krawcową. Jako półsierota ma straszne kompleksy, ale przyjaźni się z DorąŻydówką i z Abramem. Zakochana w Menahemie, który jest jej niespełnioną miłością, gdy dowiaduje się, że Dora i Menahem będą mieli dziecko – wychodzi za mąż za dużo od niej starszego Olesia. To ona ukrywa Menahema i ocali mu życie. Staram się jej bronić, ale równocześnie widzę ją jakby z boku… jako kobietę, która z miłości do ukochanego nie stara się pomóc przyjaciółce. Nie chcę potępiać jej za to, ale taki czyn nie zgadza się z moim kręgosłupem moralnym. Często zastanawiam się nad tym, jak ja – Agata – zachowałabym się w takiej sytuacji i to jakby mnie napędza w tym spektaklu. Po wojnie nie ma dla Zochy wspólnej przyszłości w dawnym środowisku. Menahem żegna ją wsadzając do pociągu i wtedy widzą się ostatni raz. Mieli jechać razem, ale ona wyjeżdża z kraju do Ameryki sama. Finał miłości smutny. Ustaje także korespondencja.

Po latach Zocha i Abram przyjadą do Polski i odwiedzą miasteczko, aby spotkać się z przyjaciółmi z „naszej klasy”. Łączą ich wspomnienia dawnej przyjaźni i łączy tajemnica dramatycznych zdrad i popełnionych zbrodni. Te zbrodnie ukrywają do końca, wyjawi je tylko Władek, który ożenił się z Żydówką Dorą i mógłby mieć czyste sumienie, ale pewnie nie ma, bo pogrąża się w alkoholizmie. Tłumaczy te zależności Leonard Neuger w posłowiu do tekstu sztuki:

„…przynależność do „naszej” klasy jest nieodwracalna, nie podlega wyborom – i tu jest wielka siła dramatu Słobodzianka – splot „naszej klasy” im mocniej wypierany, tym silniej powraca. Nawet jeśli zostały złamane wszystkie zasady wpisane w taką przynależność, nawet jeśli kolegów pozbawiło się życia i mienia…”

Post scriptum:

W czerwcu odbędzie się festiwal szkół teatralnych i mam nadzieję, że to znakomite przedstawienie zobaczą liczni widzowie z innych miast Polski. Może młodym absolwentom wrocławskiej szkoły uda się jeszcze przynajmniej parokrotnie zagrać przed rozstaniem ze szkołą przedstawienie „Nasza klasa”, zanim kolejny aktorski V rok nie przygotuje nowego dyplomu. Bardzo serdecznie im życzę, aby pozostała w nich ta wspaniała umiejętność tworzenia kreacji zbiorowych, co ma zawsze miejsce, jeśli angażują się z takim zapałem wszyscy i mają tak wspaniałych pedagogów-doradców, którzy pozwolą im widzieć świat lepszym niż był w XX okrutnym wieku wojen i zagłady.

Barbara Folta

 

Przedstawienie dyplomowe studentów IV roku PWST Wydziału Aktorskiego we Wrocławiu, premiera listopad 2012

Tadeusz Słobodzianek, NASZA KLASA

reżyseria – Łukasz Kos

współpraca reżyserska/ ruch sceniczny – Bogda Sztencel

asystent reżysera – Agata Grobel

muzyka – Paweł Głosz

opieka kompozytorska prof. Zbigniew Karnecki

scenografia i kostiumy – Agnieszka Aleksiejczuk, Katarzyna Karmańska

opieka pedagogiczna prof. Elżbieta Wernio

Obsada:

Zocha (1919-1985) – Agata Bykowska, Agata Grobel

Rachela (1920-2002) – Karolina Gibki

Dora (1920-1941) – Sonia Roszczuk

Rysiek (1919-1942) – Dawid Czupryński

Jakub Kac (1919-1941) – Łukasz Kaczmarek

Władek (1919-2001) – Tomasz Kocuj

Zygmunt (1918-1977) – Michał Kosela/Jacek Zawda

Heniek (1919-2001) – Dawid Lipiński

Abram Piekarz (1920-2003) – Adam Pietrzak

Menachem (1919-1975) – Radomir Rospondek

 

Dodaj komentarz