Dwie walizki

Póki trwa zabawa… O premierze „Młodego Stalina” Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Ondreja Spišáka w warszawskim Teatrze Dramatycznym pisze Marzena Dobosz na blogu „Teatru głodna”

Na premierę Młodego Stalina, kolejną sztukę duetu Słobodzianek-Spišák, czekaliśmy z niecierpliwością. Po Merlinie, Naszej klasie i Proroku Ilji poprzeczkę ustawili sobie wysoko. I nawet jeśli nie poszli na rekord, udało im się jej nie strącić.

Ci, którzy spodziewali się na scenie intrygi, pozostali zawiedzeni. Rozczarowali się również ci, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś nowego na temat Stalina. Słobodzianek nie jest dokumentalistą ani historykiem, nie zaskakuje nas żadnymi nowymi faktami z biografii największego zbrodniarza w historii, nie daje odpowiedzi na pytanie o jego mordercze skłonności. Autor zatytułował swój utwór Młody Stalin, choć właściwie nie Stalin jest głównym bohaterem dramatu, a w każdym razie nie tylko on. Sztuka ma podtytuł Prawdopodobna historia w VII obrazach. I jest to właśnie wariacja na temat historii.

Nad Europą krąży wiadome widmo, a ta nie przeczuwając katastrofy, chyli się z wolna ku przepaści… Jest rok 1907, rok, w którym nic specjalnego się nie dzieje, gdzieś w Ameryce i Afryce wybuchają jakieś lokalne konflikty, ale informacje o nich ledwie przebijają się do świadomości mieszkańców Starego Kontynentu. W stolicy Gruzji młody Soso bierze ślub z piękną i dobrą panną. Odbywa się huczne wesele, jak każe tradycja, są i toasty, i mowy… Ale czemu nocą? Ta pierwsza scena, podczas której pan młody wygłasza groteskowe przemówienie (odtwórca tytułowej roli – Marcin Sztabiński – często grający postaci podszyte złem, jest bardzo przekonujący, najpierw porywa gości dobrym słowem, by za chwilę przyszpilić…), to pierwszy trop interpretacji… Następujący później korowód postaci, z ostatnią sceną, w której to przemówienie się kończy, w parodystyczny sposób przedstawia tło, na którym mogły wyrosnąć kwiaty zła. Nie jest to lekcja historii, choć opowieść wymaga jej znajomości.

 

Autor tekstu puszcza oko do publiczności, przejaskrawia fakty, wymyśla nowe, uruchamia machinę wyobraźni… Jest i więzienie, w którym Stalin wygłasza kolejną mowę, używając „dialektycznych” metod rozumowania, zapowiadających już makabryczne rządy komunistów. W atelier modystki (świetne kostiumy Jana Kozikowskiego!) bandycka szajka przygotowuje napad na bank w stylu włoskich westernów. Jest i wiedeńska kawiarnia, w której Freud z Jungiem przerzucają się kompleksami Edypa i Elektry, dziennikarze poszukują tematu do felietonu, a wcześniej młody Hitler wyłuszcza młodemu Wittgensteinowi swoje poglądy estetyczne (Michał Czernecki stworzył postać Hitlera, w którym można się zakochać: gdyby nie brak talentów plastycznych, a potem ten szpetny wąsik może młody Adolf znalazłby jaką miłą dziewczynę, która wybiłaby mu z głowy koszmarne pomysły podboju świata…). Na zjeździe w Londynie przyszli rewolucjoniści tworzą teoretyczną podbudowę, naciągając na kasę naiwnego Amerykanina, i z braku argumentów wyjaśniają sobie sporne kwestie za pomocą pięści… A wcześniej narzekają na warunki zakwaterowania, wyrzucając sobie, że mimo haseł równościowych niektórzy mają lepiej… W Krakowie artyści podlizują się władzy, licząc na wsparcie… Na koniec wracamy do Tbilisi, gdzie Stalin ze swoimi kompanami organizuje ten absurdalny napad na bank…

 

Nie bez kozery epoka przełomu XIX i XX stulecia nosi miano schyłku wieku. Tekst Słobodzianka w inscenizacji Spišáka dobrze pokazuje te dekadenckie nastroje, wodewilowy nastrój rozprężenia, przedwojennych podrygów kulawej ludzkości. Obrazu dopełnia ta okropna sala Teatru Dramatycznego, ponura i brzydka, z niewygodnymi fotelami, idealnie oddająca klimat tamtych czasów. A kiedy na koniec przedstawienia po obu stronach sceny zostają dwie walizki: jedna Hitlera, druga Stalina – jak dwie złowrogie puszki Pandory, opuszczamy salę, słysząc już stukot podkutych buciorów…

 

Przychylam się do zdania, że Tadeusz Słobodzianek jest obecnie jednym z najciekawszych współczesnych dramatopisarzy. A Ondrej Spišák doskonale interpretuje jego teksty (z drugiej strony, bardzo jestem ciekawa innych reżyserów – podczas 33.WST będziemy mieli okazję zobaczyć Naszą klasę w opracowaniu węgierskiego reżysera Gábora Máté). I bardzo mnie cieszy, że Spišák zaprasza do współpracy różnych aktorów (także tych spoza Warszawy, z czego robią zarzut niektórzy recenzenci!). Aktorki i aktorzy Spišáka to mocna strona jego przedstawień. A tu nie mają łatwego zadania – grają po kilka postaci, błyskawicznie muszą wchodzić nie tylko w inne ubrania, ale i zakładać inne maski. Bardzo podobały mi się kobiety w tym przedstawieniu: Agnieszka Wosińska (jako Róża Luksemburg po prostu cudowna), emanująca siłą i godnością Halina Skoczyńska w roli matki i Wiery Zasulicz, fantastyczna Izabela Dąbrowska w roli Krupskiej – krucha, ale waleczna – i zepsuta jako żona modna, Agnieszka Warchulska słodko bawiąca się w bolszewicką agentkę za pieniądze bogatego ojca… Roztańczone i rozśpiewane dziewczyny (Anna Markowicz i Anna Szymańczyk) i Paula Kinaszewska – piękna i dobra Jekaterina Swanidze Dżugaszwili… Cały zespół zasługuje na brawa!

 

Nie bez znaczenia dla wymowy tekstu jest znowu świetna scenografia Františka Liptáka – ani jednego czerwonego sztandaru, potężne ściany jak betonowe więzienne mury, na scenie kilka stołów i krzeseł. I muzyka! Bez niej sztuki Słobodzianka nie byłyby pełne. Przemyślane nawiązania muzyczne tworzą klimat epoki, ilustrują wydarzenia, wprowadzają element zawiązujący sceny. A muzyka na żywo to dodatkowy walor i integralna część inscenizacji.

 

Polecam to przedstawienie – idźmy zmierzyć się z demonem, żebyśmy mogli potem pięknie się pokłócić o to, co jest dla nas najważniejsze w teatrze i jakiego teatru dziś oczekujemy!

 

Młody Stalin” Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Ondreja Spišáka. Scenografia František Lipták, kostiumy Jan Kozikowski, muzyka Bartłomiej Woźniak, choreografia Anna Iberszer, reżyseria światła Magdalena Górfińska, występują: Marcin Sztabiński, Halina Skoczyńska, Agnieszka Wosińska, Izabela Dąbrowska, Paula Kinaszewska, Anna Markowicz, Anna Szymańczyk, Agnieszka Warchulska, Michał Czernecki, Krzysztof Dracz, Mariusz Drężek, Janusz R. Nowicki, Krzysztof Ogłoza, Piotr Siwkiewicz i Maciej Wyczański, Bartłomiej Woźniak; premiera 6 kwietnia 2013 roku na Scenie im. G. Holoubka Teatru Dramatycznego w Warszawie

Dodaj komentarz