Rewelacyjna książka Henryka Baranowskiego

Heiner Müller mówił: „Lepszy rewolucjonista z syfem niż zdrowy kontrrewolucjonista”. Zdanie to cytuję z malowniczej książki świetnego a niedocenianego w kraju reżysera i animatora teatru, Henryka Baranowskiego Spowiedź bez konfesjonału, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Skorpion. To lektura obowiązkowa dla wszystkich pogubionych uczestników trwającego sporu, którędy prowadzić teatr (do przyszłości).

Zdumiewająca jest rozległość pasji artystycznych Henryka Baranowskiego. Na liście najczęściej przez niego adaptowanych autorów znaleźć można nazwiska Joyce’a, Kafki, Taboriego, Geneta, ale znajdzie się na niej miejsce także dla Mickiewicza, Norwida, Fredry, Zapolskiej czy Gombrowicza. Obok wyrafinowanych scenariuszy do tekstów Joyce’a czy Truchanowskiego będzie też miejsce dla twórczości operowej. Z reżyserią sąsiaduje odkryta w latach pracy za granicą żyłka pedagogiczna, zdolności dyrektorskie i wyobraźnia scenografa. Sprawdzał je nie tylko w Polsce, ale w odległym Omsku, Chicago czy Berlinie, wszędzie pozostawiając znaczący ślad swej obecności, często poświadczany zachwytem widzów, krytyki i prestiżowymi nagrodami.

 

Dorobek ten budzi nie tylko podziw, ale szacunek dla postawy artysty, który od wielu lat toczy nierówną walkę z chorobą nowotworową, nie porzucając swego warsztatu pracy.

Trudno na pierwszy rzut oka dla jego skali zainteresowań, umiejętności i odrzucaniu kompromisów (artystycznych i politycznych) znaleźć wspólny mianownik. Ale to przede wszystkim ruchliwość i poczucie wolności. Ruchliwość w szerokim znaczeniu: przestrzenna, myślowa, artystyczna, która określa postawę Baranowskiego, otwartą na poszukiwania nowych sposobów poruszania wyobraźni, budowania wspólnoty i podtrzymywania świętego ognia kultury. Baranowski bowiem wierzy święcie w znaczenie kultury, a zwłaszcza sztuki jako języka porozumienia i rozwoju, który nie pozwala osunąć się człowiekowi w otchłań konsumpcyjnego marazmu.

Nazwiska Henryka Baranowskiego nie można znaleźć w żadnym z nielicznych słowników polskiego teatru współczesnego. Nie dlatego, że ich autorzy byli ślepi, ale tak się ułożyły jego losy. Kiedy Marta Fik wydawała „35 sezonów”, książkę o powojennym teatrze do roku 1979, Baranowski był świeżo po debiucie. Kiedy młodzi krytycy publikowali „Wątrobę, słownik teatru polskiego po 1997 roku”, Baranowski był już klasykiem awangardy. W dodatku nieobecnym niemal w polskim teatrze po roku 1981, kiedy nie mogąc reżyserować w Polsce, ze środowiskowym i politycznym wilczym biletem, rozpoczął swoją działalność na emigracji. Duch niespokojny i twórczy założył wtedy Transformtheater w Berlinie Zachodnim, który stał się ośrodkiem poszukiwań, promieniującym na teatr i sztukę reżyserii. Jego też udziałem jest tchnięcie nowego ducha w skromny teatr na warszawskiej Pradze, który obrawszy nazwę Teatr Szwedzka 2/4 stał się zaczynem głębokich teatralnych przemian. Takich hojnie rozdawanych impulsów można by wyliczać wiele, a wszystkie potwierdzają niespożytą ruchliwość niepokornego artysty.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz