Idzie Grześ…

…przez wieś. Sławomir Pacek z grającym bączkiem w rękach gramoli się z szuflady, aby z tęsknotą opowiadać o Grzesiu daremnie usiłującym donieść worek piasku. Tak zaczyna się parada przypominanych we fragmentach i w całości wiecznie żywych wierszyków dla dzieci Juliana Tuwima. Rzecz toczy się u stóp toaletki, z lewej strony widać końcówkę mopa, w tyle sceny gniazdko i wtyczkę, na szczotce do włosów ktoś wypoczywa, potem ktoś inny wychyla się z szuflady.

Najwyraźniej inscenizacja nawiązuje do „Kingsajzu” Juliusza Machulskiego, a zaludniające scenę postaci to stworki z dziecięcej wyobraźni. Czasem Cieplak niepotrzebnie ulega pokusie, aby przenicować wiersze Tuwima metafizyczną podszewką, ale zwycięża tam, gdzie poddaje się urodzie wiersza. Cudów w tej mierze dokonuje Mariusz Benoit (z figlarnie doczepionym brzuszkiem) w żywiołowych (ale zdyscyplinowanych) interpretacjach tytułowej „Lokomotywy” i „Rzepki” na czele całego zespołu i w popisowych „Okularach” jako gapowaty pan Hilary. Spektakl od lat trzech do stu trzech, czyli bez „dziecięcej” taryfy ulgowej.

Tomasz Miłkowski

LOKOMOTYWA Juliana Tuwima, reż. Piotr Cieplak, scenografia Andrzej Witkowski, muzyka Kormorany, Teatr Powszechny im, Zygmunta Hübnera, premiera 27 lutego 2013

Dodaj komentarz