Wyrypajew czyta Ożenek

Tomasz Milkowski o „Ożenku” Wyrypajewa na łamach „Przeglądu”:

Iwan Wyrypajew odziera Gogola z rodzajowości i lokuje jego opowieść w czarnej dziurze kosmosu. W drugim akcie, fotele wędrują do przodu, niemal na proscenium, a czarna czeluść w głębi sceny odbijać będzie w lustrach świat powiększony o niezmierzoną przestrzeń. To w tę bezkresną przestrzeń wpada na koniec Podkolesin, kiedy w ostatniej chwili decyduje się uciec przez ożenkiem i wyskakuje przez okno. Żadnego okna tu jednak nie ma – Podkolesin „skacze” w czarną czeluść.

Zanim mechanizm Ożenku pójdzie w ruch, oczom widzów ukazuje się śnieżnomarmurowa zabudowa przodu sceny, nawiązująca do architektury carskiej Rosji pierwszej połowy XIX wieku. W oknie sceny ginącej w mroku widać kilka sprzętów do siedzenia i wypoczywania – jakieś fotele, kanapy, kojarzące się z leniwym spędzaniem czasu. Głos z offu informuje, że właśnie rozpoczyna się I akt Ożenku i na scenę wysuwa się lekko tanecznym krokiem Marcin Bosak, wypowiadający kwestie Podkolesina, bohatera doskonale nijakiego. Ubrany jest w strój z epoki, ale sposób zachowania na scenie wiedzie po części z dawnego teatru, w którym aktor grał do publiczności, a nie do partnera, a po części z rosyjskich kreskówek z charakterystyczną dla nich gestyką i nienaturalnym ruchem. Ich bajkowo-cyrkowy rodowód podkreślają u innych osób przyklejone, zadarte nosy i marionetkowy ruch.

Obsada w tym Ożenku nie idzie po warunkach. Podkolesin wygląda na amanta (niezbrzydzony nosem), Swatkę gra młoda aktorka, zalotnikom Anuczkinowi i Zewakinowi daleko do jesieni życia, podobnie jak znacznie postarzonej Cioteczce Mariii Kani. Już w tym doborze wykonawców kryje się ważna podpowiedź dla widza: nie zobaczy tu tradycyjnych postaci, ale ich zarysy. Co więcej, usłyszy niemal wyśpiewane kwestie, wchodzącą w ucho melorecytację z wybijanym dobitnie rytmem, znaną z innych przedstawień Wyrypajewa.

Ale to nie koniec zaskoczeń. Tłem poszczególnych scen czy raczej ich kontrapunktem są cerkiewne chóry, wprowadzające do scenicznych sytuacji szczególny kontekst – nic tu nie dzieje się w izolacji, szamotanina bohaterów, popychanych do działania lub do działania rwących się, motywowana jest nie najpiękniej, choć maskowana słodyczą cherubinowych pień. Toczy się gra: wilk goni zająca. Atakuje wilk, Koczkariew Łukasza Lewandowskiego, który nawet od czasu do czasu oblizuje się z apetytem i szczerzy zęby jak kły w wilczym rozwścieczeniu. Ale tu nie ma dobrych zwierząt. Nawet zając-Podkolesin, choć tchórzem podszyty przeciętniak gotowy jest popełnić niejedno świństwo.

A panna na wydaniu Karoliny Gruszki? Zakochana natychmiast i bez pamięci w sforze zgłodniałych zwierzaków. Gotowych ją może nie pożreć, ale podporządkować, usidlić, wykorzystać, zniewolić. Ona też nie wygląda na zastraszoną pannę młodą. Aż gotuje się w niej od chęci panowania, triumfu, zaborczych gestów.

Iwan Wyrypajew odziera Gogola z rodzajowości i lokuje jego opowieść w czarnej dziurze kosmosu. W drugim akcie, fotele wędrują do przodu, niemal na proscenium, a czarna czeluść w głębi sceny odbijać będzie w lustrach świat powiększony o niezmierzoną przestrzeń. To w tę bezkresną przestrzeń wpada na koniec Podkolesin, kiedy w ostatniej chwili decyduje się uciec przez ożenkiem i wyskakuje przez okno. Żadnego okna tu jednak nie ma – Podkolesin „skacze” w czarną czeluść.

 

Tomasz Miłkowski

 

OŻENEK Nikołaja Gogola, tłum. Julian Tuwim, reż. Iwan Wyrypajew, scenografia Anna Met, kostiumy Katarzyna Lewińska, reż. światła Jaqueline Sobiszewski, opracowanie muz. przygotowanie wokalne Tetiana Sopiłka, Teatr Studio, premiera 4 lutego 2013

Dodaj komentarz