WOJCIECH SZTOKINGER I JEGO ROLE (AKTORSKIE I ŻYCIOWE)

(…) „Od dawna wszystko to wiedziałem,

Wiedziałem, że nikt twoich ran Ci nie odwdzięczy,

Bo niczym krew co płynie, przy złocie, co brzęczy. (…)

Jak żal mi, że ci oczy nareszcie otwarto!

I powiedz sam mi teraz, czy to było warto”.

A żołnierz milczał chwilę i ujrzał w tej chwili

Tych wszystkich, co wracali i co nie wrócili. (…)

Co mówili: ”Wrócimy” , nie myśląc o sobie. (…)

Czy warto?”… Odpowiedział: „Ach! Śmieszne pytanie!”

(Jan Lechoń Przypowieść – z tomu Aria z kurantem, 1945, wg wydania: Warszawa, Czytelnik, 1957, str. 107).

Uroczystość odbyła się w Domu Kultury „Zacisze” na Targówku 30 stycznia 2013 roku. Zaszczycili ją swoją obecnością, oprócz licznie przybyłych widzów, dostojni a sympatyczni: Zbigniew Bujak – legenda „Solidarności” i Ojciec Maciej Zięba z Lasek, Wojciech Sztokinger po wieloletniej nieobecności w Polsce, z której wygnał Go stan wojenny i zaprowadził do pracy w Radiu Wolna Europa, gdzie przydały się Jego umiejętności aktorskie i reżyserskie.

 

Właśnie ukazała się książka pt. Niepokorni 1976-1989, której promocja odbyła się kilka dni wcześniej i w której odnotowane są emigracyjne koleje losu Wojciecha Sztokingera. Więc uroczystość w „Zaciszu” naturalną koleją rzeczy skupiła się na Jego aktorstwie. Tym bardziej że najmłodsza widownia nie mogła widzieć Jego ról dyplomowych i debiutu czy śledzić zawodowej drogi artystycznej w kolejnych teatrach.

W Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie studiował w latach 1963/1964 – 1966/1967. Jak sam wspominał znalazł się tam na skutek zrządzenia losu w postaci przypadkowego spotkania swego kolegi studiującego aktorstwo w krakowskiej PWST. Po zdaniu egzaminu był na tym samym roku co Krystyna Chmielewska i Elżbieta Karkoszka, Aleksander Fabisiak i Bogusław Kierc. Wyżej od niego uczyli się: znakomita aktorka Ewa Dec i sławna pieśniarka Ewa Demarczyk oraz nie mniej znani Janusz Nowicki i Jan Peszek. Wśród młodszych roczników studenckich byli – Urszula Popiel oraz Mikołaj Grabowski, Olgierd Łukasiewicz, Wojciech Pszoniak, Jerzy Schejbal, Henryk Talar, Jerzy Trela, których sztukę możemy podziwiać do dziś. Wśród wykładowców miał samych Mistrzów – wybitnych artystów polskiego teatru, wytrawnych i mądrych pedagogów, jak Halina Gallowa, Halina Gryglaszewska, Bronisław Dąbrowski, Eugeniusz Fulde.

Pod ich kierunkiem na przełomie 1966 i 1967 pracował nad rolami dyplomowymi, biorąc udział w trzech przedstawieniach i czterech sztukach. Zagrał w nich aż sześć ról: Louisa, Eddiego, Marca w sztuce współczesnego pisarza amerykańskiego Artura Millera Widok z mostu w reżyserii Eugeniusza Fulde (11 XII 1966), Don Pedra w Zielonym Gilu hiszpańskiego dramatopisarza z przełomu XVI i XVII wieku Tirso de Moliny w reżyserii Haliny Gryglaszewskiej (15 III 1967), Jana w komedii polskiego klasyka Aleksandra Fredry Lita and Compagnie (28 V 1967 – Jan) i Męża-kolegę w Poczwórce Sławomira Mrożka w reżyserii Bronisława Dąbrowskiego (28 V 1967) , właśnie wydrukowanej w „Dialogu” (1967 nr 1) – jej prapremiera teatralna odbędzie się dopiero 8 lutego następnego roku w Teatrze „Wybrzeże” w Gdańsku (Scena Kameralna w Sopocie). W odmiennych rolach stworzył różnorodne w stylu postacie – zwykły, a nawet pospolity jako Louis, Eddii i Marco, w roli Don Pedra był uwodzicielski i stylowy.

Już podczas studiów występował w Studenckim Teatrze Politycznym (finansowany przez Spółdzielnię Pracy „Żaczek”) pod kierunkiem Waldemara Krygiera, m. in. w przedstawieniu wg scenariusza E. Chudzińskiego, W. Krygiera i R. Mrazka: Echogłosy- Rzecz o procesie frankfurckim 2 III 1965). Na scenie zawodowej debiutował 24 czerwca 1967 roku w Katowicach w Państwowym Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego – w roli małego znaczenia (Gefreiter), ale w sztuce ważnej (Niemcy Leona Krukowskiego) i pod kierunkiem młodego obiecującego reżysera (Andrzej Szafiański). Pracował w Katowicach przez dwa sezony (1967/1968-1968/1969). Grał najpierw postać jednego z gości Arseniusa w sztuce Leonida Leonowa Skutarewski w reżyserii Marka Okopińskiego (18 XI 1967), a następnie dwie role zauważone, obie w reżyserii Mieczysława Górkiewicza : Tybalta w Romeo i Julia Williama Szekspira (13 XII 1968) i Don Rodryga (na przemian z Andrzejem Mrożewskim) w Cydzie Corneille`a – Wyspiańskiego (7 VI 1968) – w przedstawieniu głośnym i chwalonym przez krytykę za przepiękna oprawę scenograficzną Wiesława Langego, która stworzyła „monumentalne tło dekoracyjne”, „nadała przedstawieniu widowiskowość, a grze aktorskiej podniosły ton”.

W książce o historii Śląskiego Teatru w Katowicach autorzy ubolewają, że wraz z kończącym się sezonem opuściła teatr grupa utalentowanych aktorów, wśród nich Wojciech Sztokinger (rozdz. IV Scena narodowa Mieczysława Górkiewicza 1967-1971, s. 139).

Z Katowic przeniósł się do Teatru Polskiego w Warszawie (1969/1970-1973/1974). Jak każdy młody aktor marzył o rolach wielkich i tytułowych, ale jak większość młodych aktorów musiał się zadowolić rolami mniejszego znaczenia. Na pociechę trzeba przyznać, że grał natomiast w ciekawym repertuarze: w sztukach Williama Szekspira (Gwideriusz – Cymbelin, 14 III 1970; Wesołe kumoszki z Windsoru, 10 II 1970), sztukach klasycznych polskich (Leander – Parady Jana Potockiego, 18 XI 1972) oraz w sztukach najlepszych autorów współczesnych – Jarosława Abramowa (Eligiusz – Klik-Klak, 5 VII 1972) i Ernesta Brylla. Wystąpił w jego Życiu jawą (15 II 1974), w Rumcajsie, cieszącym się niesłychanym powodzeniem przez długie miesiące (15 II 1974) , a zapamiętany został do dziś jako wspaniały rozbójnik – Zbójnik Przemyślny w Na szkle malowane, czyli Janosik (27 XI 1970).

Z ciekawostek trzeba przypomnieć, że był w zespole postaci „męczennicy i mnisi” w głośnym przestawieniu Józefa Szajny Faust wg Johanna Wolfganga Goethego (3 VII 1971). Zapisało się ono w annałach polskiego teatru nie tylko typową dla Józefa Szajny interpretacją i stylistyką inscenizacyjną, ale także głośnym wypadkiem technicznym. Awaria kurtyny spowodowała przerwanie premiery prasowej w połowie przedstawienia, a złośliwcy w Warszawie opowiadali, że sprawcą tego był sam Arnold Szyfman z Zaświatów, nie mogący ścierpieć awangardy spod znaku Szajny w teatrze niegdyś przez siebie założonym.

Mimo ról wciąż małych i wciąż nie satysfakcjonujących młodego aktora Wojciech Sztokinger zdobywał bezcenne dla młodego aktora doświadczenie – od znakomitości aktorskich, których nie brakowało wówczas w zespole Teatru Polskiego (cały afisz do przepisania !, m. in. Tadeusz Fijewski, Wieńczysław Gliński, Władysław Hańcza, Tadeusz Pluciński, Marian Wyrzykowski, a z młodszych Stanisław Jasiukiewicz, Jan Kobuszewski, Jan Machulski, Stanisław Mikulski, Bronisław Pawlik, Janusz Zakrzeński) i pod kierunkiem reżyserów fachowych (Wanda Laskowska), doświadczonych (August Kowalczyk) lub obiecujących młodych (Maciej Zenon Bordowicz, Lech Wojciechowski). Najbardziej owocne okazało się jednak spotkanie z reżyserem Janem Skotnickim. W Rumcajsie nie tylko grał pod jego kierunkiem, ale wystąpił również jako asystent reżysera. Jan Skotnicki porwał też Wojciecha Sztokingera do Płocka.

Zakładał tam właśnie Teatr Dramatyczny (dziś noszący imię Jerzego Szaniawskiego). Razem z Henrykiem Izydorem Rogackim (kierownik literacki) , młodymi zapalonymi aktorami i reżyserami (Grzegorz Mrówczyński). Zawierzywszy tradycji teatralnej Płocka wprawdzie nie stałej, ale starej, bo sięgającej występów aktorów Teatru Narodowego z Warszawy pod wodzą samego „ojca sceny narodowej” Wojciecha Bogusławskiego!

Wydaje się, że pobyt w Płocku był dla Wojciecha Sztokingiera bardzo szczęśliwy. Podczas nieoficjalnego jeszcze otwarcia stałego teatru zagrał Tybalta w tragedii Williama Szekspira Romeo i Julia w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego i w scenografii Jerzego Juk-Kowarskiego (31 XII 1974), a podczas uroczystej inauguracji kreował Bryndasa w sztuce Wojciecha Bogusławskiego Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale Wojciecha Bogusławskiego w inscenizacji Jana Skotnickiego (12 I 1975, przedstawienie tylko w pierwszym sezonie zagrano 40 razy). Doceniony przez reżyserów, był obsadzany często i w wielu różnorodnych rolach, w repertuarze klasycznym – w Kordianie Juliusza Słowackiego w reżyserii Jana Skotnickiego (14 VI 1975 – Papież, Doktor), w Ojcu Augusta Strindberga w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego (21 IX 1975 – Doktor Ostermark), w Kolędnikach Jana Skotnickiego w reżyserii Jitki Stokalskiej (7 XII 1975 – Szlachcic, Pasterz, Herod). Próbował dalej reżyserii w roli asystenta Jana Skotnickiego przy Kordianie i w samodzielnej realizacji przedstawienia „Tadeusz z Telimeną całkiem zapomniani” (scenariusz, reżyseria, wykonanie – wraz z Małgorzatą Leśniewską, premiera 28 V 1975 w salach Muzeum Mazowieckiego na Zamku). Zwrócił na siebie szczególną uwagę publiczności i krytyki w roli Edka w Tangu Sławomira Mrożka w reżyserii Zygmunta Wojdana (24 IV 1976).

Wtedy wypatrzył go Jacek Gruca. I Wojciech Sztokinger dał się skusić do pracy na jeszcze dalszej prowincji, jeszcze bardziej nieprzewidywalnej w swoich ambitnych dążeniach – do Teatru Dramatycznego w Elblągu, choć Elbląg nie miał takich tradycji teatralnych jak Płock. Zagrał tu Von Kostryna w inauguracyjnym przedstawieniu Balladyny Juliusza Słowackiego (13 XI 1976), wyreżyserowanej przez dyrektora teatru i cieszącej się nie tylko wielkim powodzeniem u publiczności, ale także uznaniem krytyki i Fusseli` ego w sztuce Clifforda Odetsa Złoty chłopak, 19 II 1977i). Ale wytrwał l tylko jeden sezon (1976/1977) i wrócił „na stare śmieci” – na dwa sezony do Krakowa, na jeden do Katowic.

Wrócił do teatrów ważnych na mapie teatralnej Polski i kierowanych przez renomowanych artystów: do Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie za dyrekcji Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego (1977/1978 i 1978/1979) i Śląskiego Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego za dyrekcji Michała Pawlickiego (1979/1980).

W Krakowie spotkał w zespole swoich profesorów (Halina Gryglaszewska, Eugeniusz Fulde), kolegów ze studiów i z poprzednich teatrów (Krzysztof Jędrysek), aktorów, którzy go wspominali jeszcze w wiele lat potem (Maria Andruszkiewicz- Konieczna, Wojciech Ziętarski). Dorobek aktorskim z tego okresu był ważny i dobrze przez krytykę oceniany, choć czasu tego Wojciech Sztokinger nie wspomina przyjaźnie. Kilka Jego ról zwróciło uwagę krytyki – wspaniały Hektor w Akropolis Stanisława Wyspiańskiego w inscenizacji Krystyny Skuszanki (grał tu także Włodzimierza Potockiego i postać Sługi), Aktor w Hamlecie Williama Szekspira w reżyserii Jerzego Krasowskiego (16 IX 1978, grał też Corneliusa) oraz pełen uroku Szaławiła w przedstawieniu bardzo trudnym, bo dla dzieci – Niezwykle przygody Pana Kleksa Jana Brzechwy w inscenizacji Marii Straszewskiej (3 II 1979).

W Teatrze Polskim w Poznaniu (1979/1980) za dyrekcji Romana Kordzińskiego Wojciech Sztokinger grał w Symfonii domowej Piotra Domańskiego (29 XII 1979) i w sztuce Marii Jasnorzewskiej – Pawlikowskiej Baba-Dziwo (5 VII 1980), aż od Romana Kordzińskiego – niezwykle uzdolnionego reżysera z pokolenia „młodych zdolnych” doczekał się roli tytułowej, za którą gonił przez teatry w Krakowie, Katowicach, Warszawie, Płocku, Elblągu, znów w Krakowie i Katowicach, Poznaniu oraz Polskie Radio i Teatr TV – roli Maurycego Mochnackiego w sztuce Bohdana Urbankowskiego Mochnacki – sny o ojczyźnie (2 V 1980, grane na XXI Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu, 24-31 V 1980). Rola bohatera, którego wyznanie brzmiało: „Polska potężna i niepodległa była jedynym romansem mojej młodości”, była ostatnią rolą Wojciecha Sztokingera przed pozostaniem na Zachodzie i pracy w Radiu Wolna Europa. Prawie symboliczne!.

Po stanie wojennym nie pracowałam już w redakcji dwutygodnika „Teatr” i nie wiedziałam, że stan przerwał karierę Wojciecha Sztokingera. Od tej też pory nie często pisuję o teatrze (nawet w „Yoricku”, czasopiśmie internetowym Klubu Krytyki Teatralnej (Polska Sekcja Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych – Association Internationale des Critiques de Theatre), intereresując się głównie historią teatru, teatrem lalek, magistrantami w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, więc nie miałam możliwości śledzić prac teatralnych Wojciecha Sztokingera po powrocie z emigracji.

Dziś wiem, że zamierza powrócić do grania, reżyserii, organizowania imprez teatralnych i po długiej przerwie znaleźć swoje miejsce w polskim teatrze.

Niestety, musi je sam sobie stworzyć. Bo znaleźć swoje miejsce w dzisiejszym „teatrze bez majtek” (nazywając rzecz dosadnie według tytułu książki wybitnego krytyka Józefa Kelery) lub w teatrze post-dramatycznym (nazywając niby naukowo za Hansem Thies Lehmannem Postdramatisches Theater, Frankfurt /Main 1999, przekład, Gdańsk, Kraków 2004) będzie bardzo trudno. Artyście, który cenił w teatrze sens, literaturę, umiejętności partnerów i doświadczenie reżyserów, ponadto przekonanego o społecznej i narodowej misji teatru – w poszukaniu prawdy…

Te cechy sztuki Wojciecha Sztokingera dały się zaobserwować podczas wieczoru w Domu Kultury „Zacisze”. I w doborze laudatorów, którzy podkreślali wagę nieustannego poszukiwania prawdy (Ojciec Zięba) i wspominali światowy fenomen, jakim było pokojowe obalenie socjalizmu przez działaczy polskiej „Solidarności” (Pan Zbigniew Bujak), i w recytowanej poezji (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki), w melodiach i pieśniach granych i śpiewanych przez zespół wokalno-orkiestrowy, wreszcie w sympatycznej reakcji samego Jubilata, gdy wspominano Jego role, prace, przedstawienia nie tylko ważne dla Niego – artystycznie, ale także mające znaczenie dla innych ludzi – dla społeczeństwa.

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz