Zborowski jubilat

Milczkiem w Zemście (w Och-teatrze) obchodził czterdziestolecie swojej pracy scenicznej Wiktor Zborowski, ale jak się okazało, tak naprawdę obchodził półwiecze. Bo oto jeszcze jako małoletnie pacholę występował na deskach Teatru Kameralnego w Rewolwerze Fredry (1962) w reżyserii Marii Wiercińskiej w roli – jak podkreślił jubilat w mowie okolicznościowej – mówionej jako jeden z chłopców, którzy z rzeczonym rewolwerem mieli do czynienia, a występował u boku samego Stanisława Jaśkiewicza (kto go dzisiaj pamięta?), wytwornego aktora z manierami i nieco śpiewną wymową jako baronem, usiłującym pozbyć się rewolweru.

[Na zdj. Wiktor Zborowski i Cezary Żak jako Cześnik – fot. Och-teatr]

 

 

Byłbym nieszczery potwierdzając, że pamiętam Wiktora Z. z tego przedstawienia, sam podówczas w wieku podobnym, ale spektakl widziałem. Mogę zatem chodzić z rozwianym sztandarem, głosząc wszem i wobec, że Wiktora Zborowskiego oglądam na scenie od samego początku i nieodmiennie z satysfakcją. Także i we wspomnianej Zemście, która – co tu kryć – nie była w moim guście. Ale Zborowski jako Milczek zrobił swoje, a nawet więcej, co nie uszło uwadze prezesa Olgierda Lukaszewicza, który zauważył, że był to Rejent liryzmem podszyty. Zborowski chodził po scenie lekko pochylony z rozstawionymi rękoma, podkreślając czające się gdzieś na dnie duszy niezdecydowanie, a choć na koniec ręki do zgody nie wyciągnął, dawał pewną nadzieję na poprawę. Przybywając na pojedynek z Cześnikiem z Zerwikapturem Podbipięty pod pachą, potwierdził, że dystans do swojej osoby posiada. Mimo że w sandałach, a tak obuty człowiek zawsze wygląda mniej groźnie, pokazywał, jak się Milczek nakręca, jak początkowo pozornie ospały i zgodny zmienia się w niebezpiecznego furiata. Kawał roli, nie ma co. Kłaniam się nisko jako sługa i podnóżek.

 

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz