On kochał Grecję

„Irydion” w reż. Andrzeja Seweryna w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Paradoksalnie utwór, który pisany był z intencją uspokojenia gorących głów prących do powstańczych zrywów, okazał się nie tylko balsamem po klęsce, lecz także pobudką do walki. Irydion obok Konrada i Kordiana stał się bohaterem wyzwoleńczej wyobraźni. Jeszcze sto lat temu, gdy dramatem(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... Krasińskiego Arnold Szyfman inaugurował wzniesiony wówczas w Warszawie Teatr Polski, tekst ów tak mógł być czytany. Dzisiaj te okoliczności czasu i miejsca straciły wyrazistość. „Irydion” jednak pozostał nie tylko historyczną pamiątką, której przypomnienie w stulecie teatru nie wymaga uzasadnień, ale też w przedziwny sposób odzyskał pierwotnie zaplanowany sens.

Ukazuje się naszym oczom przede wszystkim jako dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... moralny. Stawia więc pytanie, czy zemsta może być motywem działania, czy cel uświęca środki, a na koniec rozgrzesza skarconego bohatera, „bo on kochał Grecję”. Tak odczytał go, zgodnie z intencjami Krasińskiego, Andrzej Seweryn, dając na zakończenie fragment z epilogu (któremu udzielił swojego głosu), będący wykładnią chrześcijańskiego punktu widzenia na kluczowy problem. A więc dopełnił obowiązku wobec autora, ale tym samym zapewne niezamierzenie dowiódł, że jest to dramat z papieru. Szkoda, że ze sceny nie padają słowa prologu: „Już się ma pod koniec starożytnemu światu – wszystko, co w nim żyło, psuje się, rozprzęga i szaleje – bogi i ludzie szaleją”. Gdyby spektakl poszedł tropem tych słów, być może znalazłby się dla dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... sceniczny ratunek.

 

Jeśli inscenizacja nie jest klęską, a nie jest, to za sprawą sugestywnej muzyki, światła i scenografii. A także kliku ról, które przykuwają uwagę. O sukcesie może mówić Krzysztof Kwiatkowski. W roli Irydiona znalazł dość materiału, aby stworzyć portret żywego bohatera, unikającego patosu i czczej retoryki. Rzadka umiejętność posługiwania się pauzą i walory plastyczne widowiska nie uchroniły go przed martwotą. Andrzej Seweryn deklaruje wolę budowania teatru słowa czy, ostrożniej, szacunku dla słowa Poety. Rzecz sprowadza się być może do kwestii doboru słów.

„On kochał Grecję”
Tomasz Miłkowski
Przegląd nr 7/11.02
12-02-2013

Dodaj komentarz