Bohdan Korzeniewski „Spory o teatr dzisiejszy”

Tytuł tej cienkiej, ale ważnej książeczki, jest (na pozór) mylący. Ktoś niezorientowany mogły wziąć dosłownie zapowiedź na okładce za obietnicę tekstu na temat problemów teatru naszych dni. Tymczasem mowa w niej o dylematach polskiego teatru sprzed lat bez mała trzydziestu – o książce wydanej przez warszawską Akademię Teatralną pisze Tomasz Miłkowski w Magazynie Literackim Książki.

Na książeczkę bowiem składają się krótkie rozmowy Bohdana Korzeniewskiego, które prowadziła z nim Anna Kuligowska dla łódzkiego „Głosu Robotniczego”, w roku 1974.

Korzeniewski, wybitny polski reżyser teatralny, ale także krytyk, tłumacz i teatrolog, przygotowywał wówczas premierę „Wesela Figara” Pierrea Beaumarchais we własnym przekładzie w łódzkim Teatrze Nowym. Dłuższy pobyt Profesora w Łodzi sprzyjał rozmowom. Ich zapis daje obraz zagadnień, wyłaniających się wówczas przed teatrem.

Wówczas, ale nie tylko wówczas – jak się bowiem łacno przekonać, wątpliwości, zagrożenia, płycizny, które objawiały się wówczas na horyzoncie teatru polskiego nie straciły na aktualności. Przeciwnie, niektóre z nich na tyle dojrzały, że stały się teatru prawdziwą zmorą. Choć brzmiące niemal jak złote myśli niektóre opinie Profesora można dziś uznać za nieomal obiegowe, to jednak warto pamiętać, że przed 30 laty tchnęły świeżością ujęcia i wprowadzały czytelników w konsternację. Taka choćby uwaga: „Rozróżnienie rzeczy cennej od tandety w sztuce jest trudne, gdyż tandeta może liczyć na szerszy i łatwiejszy zbyt”. Albo: „Jeśli teatr traci pasję twórczą i wyzbywa się ciekawości, staje się tak nudny, jakim często bywa dzisiaj”.

Rozmowy dotyczą kilku wątków: miejsca autora i reżysera, stosunku do klasyków, teatru elitarnego i popularnego, teatru intymnego, zmian kulturowych i roli widza. Przestrogi przed banalizacją, ułatwieniami, brakiem poszanowania dla literatury (co nie oznacza apelu o nudne jej celebrowanie), nadmierną fascynacją techniką, a wreszcie wypieraniem literatury przez scenariusze pisane przez reżyserów, wszystko to pasuje jak ulał do problemów nadal dyskutowanych. Największy niepokój Korzeniewskiego budził coraz odważniej panoszący się bełkot: „Spoza bełkotu wyłania się tylko głupstwo o wyrazie takiego zadowolenia z siebie, że budzi to i politowanie, i odrazę”. Dla Korzeniewskiego były to upiory przyszłości, dzisiaj, niestety, dające się we znaki. Zapewne Profesor nie byłby zachwycony, że jego przeczucia się spełniły.

Bohdan Korzenieiwski „Spory o teatr dzisiejszy”,Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza, 2012, s. 44, ISBN 978-83-927763-5-2

Tomasz Miłkowski
Magazyn Literacki Książki nr 1/01.2013
06-02-2013

Dodaj komentarz