UWAGA! WILK U BRAM! NIE BĄDŹ SAM

Scenariusz teatralny Wilk u bram, napisany przez Zbigniewa Lisowskiego, opowiada o wilku – podstępnym, drapieżnym, groźnym. Słowem o uosobieniu tego, co złe. Zatem w przenośni wszelkiego „Zła”. Pokazuje ataki wilka na ludzi na przestrzeni wieków. Demaskuje znakomicie przez wilka opanowaną sztukę przystosowania do zmiennych warunków, przeobrażania się i maskowania.

W Teatrze im. Hansa Christiana Andersena okazuje się, że wilk przybył właśnie do Lublina. Zagraża wszystkim. Młodym i starym. Więc urzędnicy odpowiedzialni za najbardziej zagrożonych – dzieci i młodzież – podejmują środki zaradcze. Podejmują bardziej z urzędu niż z przekonania. Pani Kurator sygnalizuje przybycie wilka. Objaśnia, jakie „ZŁO” wilk uosabia. Wskazuje obszary jego obecności tam, gdzie go być nie powinno – w kulturze, a w niej i w baśni dla najmłodszych, i w filmie dla młodzieży.

 

Pani Kurator podejmuje takie środki zaradcze, jakie zna – werbalne, tradycyjne, staroświeckie. Te środki okazują się nieskuteczne. Nie tylko dlatego, że odwołują się jedynie do rozumu (jeszcze niezupełnie u dzieci i młodzieży rozsądnego), a nie poruszają wyobraźni i uczucia – serca. Także dlatego, że Pani Kurator sama nie do końca jest biegła w rozpoznawaniu „zła” i sama niedostatecznie na to „zło” odporna. Co widzowie mogą zaobserwować niemal namacalnie, dzięki grze aktorskiej Wioletty Tomicy. Aktorka pokazała Panią Kurator karykaturalnie a modnie ukostiumowaną (wielkie czarne okulary, fruwające apaszki) a zagrała ostro i wyraziście.

Gdzie zatem rada, gdzie ratunek? Między innymi wciąż także w sztuce, w obrazie, poezji – w teatrze. One uwrażliwiają, tworzą przeciwwagę dla „ZŁA”, bo nie tylko je piętnują, ale przede wszystkim potrafią przeciwstawić mu „DOBRO”. Jak w przedstawieniu wg tekstu Zbigniewa Lisowskiego Wilk u bram i w piosenkach Wojciecha Szelachowskiego, w czarującej i barwnej oprawie dekoracyjnej Pavla Hubicki, jakby wywiedzionej wprost z renesansowego teatru „zmiany otwartej”.

Zbigniew Lisowski urzędnikom od edukacji, kultury i wychowania wytrąca stare narzędzia. Podsuwa nowe. W tym celu pokazuje dwa ciągi wydarzeń.

Jeden to obrazy ewolucji „wilczego” „Zła”. Przeprowadza ją przez wieki – niemal od wygnania z Raju – przez czasy przedhistoryczne do nam współczesnych. Sygnalizuje przeobrażenia „Zła”, ukazuje jak wilk z baśni o Czerwonym Kapturku zmienia się w przystojniaka, potem w wampirzycę, wreszcie w jakiegokolwiek! celebrytę. Nawet w przedstawiciela rosyjskiego reżimu, który swego czasu groźny dziś już jedynie śmieszy, choć w dalszym ciągu powinien być przedmiotem naszej ostrożnej uwagi, skoro „Zło” ma tendencję do szybkiego i zakamuflowanego odradzania!

W drugim, paralelnym, ciągu zdarzeń Zbigniew Lisowski ukazuje ewolucję powołanej przez człowieka przeciwwagi dla „Zła”. Odtwarza etapy rozwoju społeczności, kultury, poezji, teatru. One miały prymitywnego człowieka przedhistorycznego (też jak wilk drapieżnego) przeobrazić w dobrego i kulturalnego człowieka XXI wieku.

I co? Z zestawienia tych dwóch ewolucji najwyraźniej widać przewagę „Zła” – większą jego aktywność, bystrość, szybszą zmienność, wyższą doskonałość w przystosowaniu, przeobrażeniach, mimikrze. A ponadto (co najbardziej niepokojące) zadomowienie „Zła” nie tylko na zewnątrz człowieka, ale także w nim samym, w jego myślach, pragnieniach, skłonnościach.

Oba ciągi przeobrażeń układają się w ostrzeżenie. Ostrzeżenie nie tylko dla Pani Kurator czy Ministra (gra go, tworząc świetną konwencjonalną postać, ale jakby z życia wziętą Bartosz Siwek). Ostrzeżenie dla nas wszystkich. Odpowiedzialnych za siebie, ale i za innych.

Wilk z przedstawienia lubelskiego jest tyleż bajkowy, co z realnej rzeczywistości. Bo to wyrażenie „wilk u bram” jest metaforyczne. Mieści w sobie wiele treści. Mają one zaczepienie w przeszłości. Ale jeszcze więcej kryją w sobie aktualności. Dzisiejszych. Współczesnych. Nieledwie politycznych. Wilki dają się zaobserwować wszędzie – od najwyższych rzędów rządowych, poprzez wszystkie piętra instytucji gospodarczych i handlowych, obronnych i zbrojeniowych, oświatowych i kultury – do najniższych kręgów społecznych.

Nie tylko dlatego, że Pani Kurator Wioletty Tomicy jest jakby dobrze nam znaną, często na różnych stanowiskach spotykana, jak wielu widzianych urzędników głupio tłumaczy jeszcze głupsze decyzje i całkiem głupio poddaje się wilkowi w eleganckim przebraniu. Także dlatego, że udowadnia, iż „Zło” uosobione w wilku zagraża ludziom naiwnym, łatwowiernym i nieostrożnym w każdym wieku i każdej kondycji – i Babci Czerwonego Kapturka, i Czerwonemu Kapturkowi, i urzędnikom na wsi, w mieście, w państwie. A skuteczności w walce nie da samo objaśnianie, co to jest „Zło” i jak przejawia się jego obecność nie tylko w pospolitym życiu, ale także w kulturze – w poezji, w baśni, w filmie. Trzeba „Złu” wypowiedzieć odważną walkę, nieustanną, na każdym kroku, wszędzie, głośną i nagłaśnianą, z nieustannym nauczaniem, jakie postacie „Zło” może przyjmować, jak gnieździ się w realnym życiu i że walkę z nim mogą podjąć tylko ludzie o jasnej myśli, nieugiętej woli, zdecydowani w czynach, choćby nawet trochę na bakier z kulturą (jak Gajowy Bartosza Siwka).

Wynika z tego podwójna, może nawet potrójna, konstatacja. Kultura daje człowiekowi szanse do walki z wilkiem. Ale równocześnie taż sama kultura uzbraja wilka. Rozwija człowieka, ale też pomaga zmieniać się wilkowi i czyni człowieka wobec wilka bezbronnym.

Tak w przedstawieniu zza osłony beztroskiej zabawy wyłania się program walki ze „Złem”, mający na uwadze dobro człowieka, ludzi, społeczeństwa. Pokazany w formie atrakcyjnej, barwnej , żywej – artystycznej. Wedle prawdy najprawdziwszej (i groźnej): „kto rządzi obrazami – rządzi umysłami”. Tyle że w teatrze Zbigniewa Lisowskiego ów „rząd dusz” jest po to, by za pomocą obrazów przekazać widzowi rozmaite ważne prawdy o świecie, zwykłych ludziach i ludziach wilkach, ich wzajemnych relacjach i przewagach. I przedłożyć nie jeden temat z tego zakresu do przemyślenia.

Najważniejsze jednak, że podany w formie atrakcyjnej, barwnej, ciekawej. W dodatku odwołującej się do wspaniałych form kultury i teatru, jak efektowne przypomnienie teatru „zmiany otwartej” (zmiany na oczach widza), z czasem zawłaszczonej przez operę i teatry, w których efekt scenograficzny, aktorski (śpiewaczy i baletowy) przygniatał myśl i sens.

Efektowna oprawa przedstawienia – dzieło czeskiego scenografa Pavla Hubicki – też zawiera w przedstawieniu wyreżyserowanym przez Zbigniewa Lisowskiego groźne memento. Barwność, dekoracyjność, ich powtarzalność i wszechobecność (jak dziś u nas obraz z reklamy, filmu, telewizji atakujący wszędzie – w autobusie, na murze, w tramwaju, na płytach chodnika!…) mogą, choć w rękach artystów świadomych – nie powinny, tłumić sensu, myśli, nauki, przesłania o charakterze moralnym czy społecznym.

Towarzyszą przedstawieniu jasne w treści piosenki Wojciecha Szelachowskiego i Zbigniewa Lisowskiego (opracowanie wokalne Gabriela Meneta, muzyka Piotra Klimka). I wspaniała gra Zespołu – zdyscyplinowana, pełna dynamiki i ruchu oraz wyrazu aktorskiego, zależnie od potrzeby ostrego satyrycznie lub z delikatnym liryzmem.

Ośmioosobowy Zespół sprawnie tworzy liczne postacie przedstawienia, wyraziście kreuje bohaterów, z powodzeniem porusza się w rozmaitych konwencjach teatralnych. Trudno stwierdzić, kto gra lepiej czy wyraziściej. Czy Wioletta Tomica jako karykaturalna Pani Kurator (strój pospolicie modny, razem z apaszką i wielkimi czarnymi okularami), czy Ilona Zgiet jako urocza Babcia, albo Urszula Pietrzak w roli infantylnego Czerwonego Kapturka, czy Gabriala Jaskuła jako niezapomniana Dziewczyna Pierwotna. Podobnie jest z rolami męskimi, choć tu zróżnicowanie jest większe, a na plan pierwszy zdecydowanie wysuwają się, oprócz Człowieka Pierwotnego granego świetnie – realistycznie, a z dystansem do postaci (Mateusz Kaliński), aktorzy kreujący kolejne wcielenia Wilka (Bartosz Siwek, Benek Byrski, Daniel Arbaczewski): „czarnego charakteru” niby znanego a dla niepoznaki ogładzonego i coraz bardziej podstępnie odwołującego się do „Zła” tkwiącego nie tylko w wilku (czyli na zewnątrz), ale w nas samych, w naszych złych instynktach i skłonnościach (czyli wewnątrz człowieka). A przede wszystkim do braku „Dobra”.

Nie wystarczy ostrzegać przed „Złem”, nie wystarczy walczyć z wilkiem. Trzeba zbudować dla nich przeciwwagę – szerzyć „Dobro” i ochraniać je. To jedyna droga do zwycięstwa.

Po tekst Zbigniewa Lisowskiego – komedię i satyrę, pouczający moralitet i dramat renesansowej rozpasanej witalności zarazem – w dzisiejszej sytuacji Polski powinien sięgnąć nie jeden teatr. Nie mamy ani kabaretu, ani satyrycznych programów, żadnej krytyki tego, co się w Polsce dzieje – tej całkowitej stagnacji politycznej, przesłanianej jałowymi gierkami. A brak kabaretu, satyry, krytyki to najwyraźniejszy sygnał tego, że źle się dzieje w sferze politycznej, gospodarczej, społecznej, oświatowej, kulturalnej, obyczajowej, rodzinnej – gdzie nie spojrzeć wolność stała się anarchią, a troskę o wspólne zastąpiła dbałość o własny ogródek… tylko do płotu. A to wymaga oceny, krytyki, zahamowania. Zanim będzie za późno.

 

Bożena Frankowska

 

Teatr im. H. Ch. Andersena w Lublinie: Wilk u bram. Scenariusz: Zbigniew Lisowski. Reżyseria: Zbigniew Lisowski. Scenografia: Pavel Hubicka. Muzyka: Piotr Klimek. Teksty piosenek: Wojciech Szelachowski i Zbigniew Lisowski. Przygotowanie wokalne: Gabriel Menet. Premiera: 9 czerwca 2012. Przedstawienie dla widzów od lat 10.

Dodaj komentarz