Kogo dziś wzrusza bohater romantyczny?

O „Irydionie” Zygmunta Krasińskiego w reżyserii Andrzeja Seweryna w Teatrze Polskim w Warszawie pisze Marzena Dobosz na stronie: teatruglodna.blogspot.com:

Miłość czy gniew, życie czy śmierć? Byłam ciekawa, czy po obejrzeniu Irydiona w Teatrze Polskim będziemy jeszcze zadawać sobie takie pytania? Czy w ogóle jakieś… Czy tekst wytrzyma próbę czasu i jak zabrzmią dziś kwestie o miłości ojczyzny?

 

 

W setną rocznicę powstania Teatru Polskiego w Warszawie Andrzej Seweryn przypomniał romantyczny dramat Krasińskiego, którym Arnold Szyfman zainaugurował działalność sceny przy Karasia. To odważne posunięcie. Irydion (1836) to dramat niemal zupełnie zapomniany, stworzony pod wpływem idei, które nielicznym dziś rozpalają głowy…

Krasiński ubrał tragiczną historię romantycznego buntownika w kostium antyczny. Akcję osadził w Rzymie, w III wieku, czyli w czasie, gdy świat starożytny chylił się ku upadkowi – dookoła czuć było smród zgnilizny i zepsucia – a w cieniu katakumb na jego ostateczną porażkę czekali wyznawcy jedynego Boga.

Bohaterem dramatu autor uczynił młodego człowieka, Irydiona, syna Germanki i Greka, który czeka odpowiedniej chwili, aby pomścić krzywdy Grecji i ludów podbitych. Wychowany w przekazywanej z pokolenia na pokolenie nienawiści wobec rzymskiego oprawcy, spiskuje przeciwko Rzymowi, siedlisku wszelkiego zła. Pragnie jego zagłady. Aby osiągnąć zamierzony cel, na każdym kroku musi dokonywać tragicznych wyborów: poświęcić rodzinę i przyjaciół, miłość i wiarę, działać podstępnie, niszczyć i mijać się z prawdą… Oto kolejna wersja Wallenroda, choć ta mniej boli, bo czasy nie te, a i antyczna maska łagodzi rysy.

Historia Irydiona (historia z morałem: „Bowiem nie zemstą dzieją się wielkie postępy rodu ludzkiego, ale pracą długą wieków”) i jego tragiczne wybory nie dotykają nas dzisiaj bezpośrednio. Krasiński trąci myszką, ale inscenizacja Andrzeja Seweryna może być ważnym głosem w dyskusji o końcu pewnych idei czy upadku cywilizacji, na temat świata, w którym zaczyna brakować oparcia, bo to, co uznawane dotąd za wartościowe, zostało wyszydzone, przekreślone, zdaje się niemodne, nudne i nie warte uwagi. Głupie i brzydkie panoszy się dookoła – pozostaje więc albo uciec w jakiś alternatywny model (jak tu chrześcijanie), albo próbować się przeciwstawić jak Irydion i jemu podobni owładnięci nienawiścią. Czarna wizja… Wszystko już było, koło Fortuny się toczy, buntownicy przeminą, a dzisiejsi pokorni jutro powrócą z mieczem i ogniem… W patetycznych scenach z katakumb widziałam zapowiedź wojen religijnych i inkwizycji, zabijania w imię Boże (a Bóg sam wybierze swoich…).

Podobało mi się to przedstawienie. Andrzej Seweryn zaprosił do współpracy wybitnych twórców: Magdalenę Maciejewską (scenografia), Dorotę Kołodyńską (kostiumy), Jacqueline Sobiszewski (światła), Ola Walickiego (muzyka), Leszka Bzdyla (ruch sceniczny), którzy zadbali o to, aby dostojna, pełna patosu fraza Krasińskiego miała odpowiednią oprawę. Scena przypominająca klasyczne wystawienia operowe, dymy, ogień, płatki róż, aktorzy w pięknie wystylizowanych strojach, światła zmieniające wymowę scen, wydobywające postaci z mroku i strącające je w niebyt, aktorzy zastygający w symbolicznych pozach… I fantastyczna wykonywana na żywo muzyka, pełna niepokojących dźwięków, przywołujących odległe światy i sugerowane na scenie obrazy. To dobra forma dla tego tekstu, który sam przecież jest jedną wielką metaforą.

Na brawa zasłużyli również aktorzy. Krzysztof Kwiatkowski w roli Irydiona idealnie wcielił się w postać młodego buntownika, zawziętego, ale po dziecinnemu jeszcze nieuważnego, nieumiejącego przewidzieć skutków swoich działań, zapalczywego młodzieńca, który nie potrafi oddzielić swoich pragnień od wpojonych mu dążeń zaślepionego rządzą zemsty rodzica (podsycanych przez wybranego przez ojca przewodnika i nauczyciela, Numidyjczyka Masynissę, złego ducha Irydiona, „szatana wszystkich wieków i społeczeństw”, którego zagrał Jerzy Schejbal). Żałosną ofiarę nieuchronnego przeznaczenia, konieczności dziejowej, potomka bohaterów zmuszonych pomścić ojca, matkę, siostrę, ojczyznę… Jestem pełna podziwu dla wysiłku i warsztatu obdarzonego mocnym głosem aktora, który świetnie poradził sobie z wielką sceną Teatru Polskiego. Oraz z cokolwiek archaicznie brzmiącym dziś słowem (nawet kiedy szeptał, jego szept był mocny i wyraźny, a swoją nienaganną dykcją mógłby zawstydzić kilku starszych kolegów).

Nie wzruszyły mnie losy biednej Kornelii, wzruszyła mnie za to sama postać romantycznej dziewicy, muzy i natchnienia buntownika cierpiącego za miliony, która w chwili największego wzburzenia pada zemdlona, a na koniec umiera za zgryzoty albo ze wstydu… Kobieta w romantycznych tekstach – uosobienie najdelikatniejszych uczuć – pragnie wspierać ukochanego w jego walce, ale za delikatna ona na ten brutalny męski świat… Marta Kurzak w roli Kornelii idealnie uosabiała wszystkie Zosie czy Aniele, umierające z Bogiem na ustach… Trudno jednak dziś nie uśmiechnąć się na widok kobiety z mgieł i marzeń utkanej. Dziś nie umieramy ze zgryzoty, co najwyżej biegniemy na zakupy albo popadamy w depresję. Zresztą nie tak łatwo wciągnąć nas w męskie sprawy, mamy własne światy. Ale jak miło sobie przypomnieć zwiewny typ romantyczny…

Cieszę się, że Andrzej Seweryn zdecydował się na Irydiona. Chciałabym, żeby Irydion-Hieronim poszerzył panteon naszych romantycznych straceńców, żebyśmy pamiętali o nim i wymieniali go obok Konradów, Kordianów, Hrabiów Henryków, Panów Tadeuszów, Księży Robaków…

Irydion” Zygmunta Krasińskiego. Adaptacja i reżyseria Andrzej Seweryn, współpraca literacka Anna Skuratowicz, scenografia Magdalena Maciejewska, kostiumy Dorota Kołodyńska, stylizacja fryzur Jaga Hupało, muzyka Olo Walicki (muzyka na żywo: Olo Walicki, Macio Moretti, Wacław Zimpel), reżyseria światła Jacqueline Sobiszewski, ruch sceniczny Leszek Bzdyl, występują: Krzysztof Kwiatkowski (Irydion), Anna Cieślak (jego siostra Elsinoe), Jerzy Schejbal (jego nauczyciel Masynissa), Krystian Modzelewski (cesarz Heliogabal), Maksymilian Rogaski (Aleksander Sewerus), Olgierd Łukaszewicz (biskup Wiktor), Marta Kurzak (Kornelia), Szymon Kuśmider (Eutychian), Paweł Krucz, Piotr Bajtlik (Eubulus), Paweł Ciołkosz (Symeon), Leszek Teleszyński (Ulpianus), Piotr Cyrwus (Scypion), Wojciech Czerwiński (Pilades); premiera 29 stycznia 2013 roku na Dużej Scenie Teatru Polskiego w Warszawie

Dodaj komentarz