Krytyk nie jest artystą

W najnowszym, siódmym wydaniu „Critical Stages” [www.http://criticalstages.org] Mark Brown [1] opublikował interesujący szkic „Krytyk nie jest artystą” nawiązujący polemicznie do dialogu Oscara Wilde’a „Krytyk jako artysta”. „Yorick” udostępnia tekst Marka Browna w polskim tłumaczeniu Tomasza Miłkowskiego:

 

„Krytyka jest sama w sobie sztuką” mówi Gilbert do Ernesta w wielkim dialogu Oscara Wilde’a Krytyk jako artysta. Kontynuuje „Stosunek krytyka do krytykowanego dzieła jest taki sam, jak stosunek artysty do widzialnego świata uczucia i myśli. Krytyk może osiągnąć perfekcję w swej sztuce niezależnie od wartości materiału, na którym pracuje”. [2]

 

Jest to kusząca idea, nie tylko dla samych krytyków. Czyż ci, którym udaje się zarabiać na życie (lub przynajmniej częściowo), tworząc coś od początku do końca (może to być mebel, element ubioru, czy choćby recenzja teatralna) nie chcą być okrzyknięci „artystami” na ich polu? W rzeczy samej – podczas międzynarodowego sympozjum „Inter-krytyka”, które odbyło się w Mariborze, Słowenia, w trakcie dorocznego Festiwalu Teatralnego Borštnik 2010 – nie brakowało zwolenników tezy, że w najlepszych swych przejawach krytyka teatralna może być uważana za sztukę.

Bardzo to dziwna sytuacja, spróbujmy zatem stanąć do semantycznej analizy. Oxford English Dictionary tak definiuje pojęcie „sztuka”:

Sztuka jest wyrazem lub zastosowaniem ludzkich zdolności twórczych i wyobraźni, zazwyczaj w formie wizualnej, takiej jak obraz czy rzeźba, które ceni się przede wszystkim dla ich piękna i siły emocjonalnej. [3]

Natomiast „krytykę” wspomniany Słownik definiuje w ten sposób:

Krytyka jest analizą i oceną wartości i niedoskonałości utworu literackiego lub artystycznego. [4]

Jeśli przyjmiemy te definicje, nie widać żadnego dobrego powodu (z wyjątkiem traktowania sztuki literackiej na równi z plastyką), aby podtrzymywać twierdzenie Wildle’owskiego Gilberta, że krytyk zajmuje do samo stanowisko wobec dzieł sztuki jak artysta wobec świata przyrody i sfery ludzkiego doświadczenia. Krytyk, niezależnie od jego osiągnięć jako stylisty, para się, analizą. Jej styl ceni się najwyżej, gdy łączy oryginalność z umiejętnością językowej maestrii i jasności analizy. Żądać tego samego, czyli jasności analizy od artysty byłoby ekstremalnym filisterstwem. Sztuka sięga wyżyn. Gdy wywiera emocjonalne, psychologiczne lub erotyczne skutki, które są, w istocie, dla nas tajemnicą. Jak pisał dramaturg i teoretyk teatru Howard Barker: „wieloznaczność, niejasność nie uwłacza publiczności„. [5]

Tak więc to, co artystyczne, i to, co krytyczne, różnią się zasadniczo. Długo utrzymywała się opinia, iż krytyka, „istnieje w dyskretnej przestrzeni między dziennikarstwem a sztuką”. [6] Oznacza to, mimo że często pojawia się w gazetach obok publikacji dziennikarskich, iż krytyka nie jest sama w sobie formą dziennikarstwa. Zapewniam, a nie jestem w tym przekonaniu odosobniony wśród krytyków teatralnych, że kiedy bywałem proszony przez widzów o napisanie relacji, nalegano, żebym nazywał ją recenzją. Profesjonalna analiza dzieła sztuki, nie jest bowiem formą dziennikarką, ale raczej, jak twierdzi wielu, odrębnym rodzaj pisania.

To jednak nie oznacza (jak dowodziłem powyżej), że krytyka jest sztuką, ponieważ wymaga przejrzystości analizy, której postulowanie wobec dzieła sztuki byłoby absurdalne i destrukcyjne. Nie jest jednak także dziennikarstwem. Kiedy gazeta potrzebuje dziennikarskiego sprawozdania na temat nowości sztuki, to zatrudnia korespondenta sztuki, dziennikarza, który informuje o nominacjach dyrektorów artystycznych krajowych firm, o kaprysach finansowania sztuki, o społecznych lub politycznych kontrowersjach związanych z dziełami sztuki. Tego rodzaju publikacje należą do kompetencji dziennikarza i tak powinno pozostać, w odróżnieniu od roli krytyka, która ma zająć się oceną jakości estetycznej dzieła sztuki.

„Ach”, słyszę protest części krytyków (jak podczas sympozjum w Mariborze), „a czy krytyka pięknie napisana, nie zasługuje na miano dzieła sztuki?” Odwołajmy się więc do Kennetha Tynana, który pozostaje, prawdopodobnie, największy stylistą nowoczesnej angielskiej krytyki teatralnej. W bardzo dowcipnym i przenikliwym artykule Tynan pisał:
Liczy się nie tylko [krytyka] opinia, ale artyzm jej wyrażenia. Najsubtelniejszy i najlepiej poinformowany wśród ludzi krytyk będzie marnym krytykiem, jeśli jego styl będzie marny. I nie ma znaczenia, czy jego opinia będzie „poprawna” czy „błędna”. Znacznie więcej nauczyłem się od GBS [George Bernard Shaw], kiedy się mylił, niż od Clementa Scotta, kiedy miał rację.” [7]

Tynan ma rację wskazując na większe znaczenie stylu od oceny; z pewnością styl (obok wiedzy i doświadczenia), odróżnia profesjonalną krytykę teatralną od amatorskiego recenzowania. Jednak związek krytycznego stylu ze „sztuką” jest problematyczny. Krytyk może być świetnym stylistą, ale Tynan ceni krytyka przede wszystkim za jego kompetencje analizy. Dlaczego swoją recenzję Dozorcy Harolda Pintera (1960) rozpocznie od korekty wcześniejszej recenzji Urodzin tego samego (1958) ?:

W „Dozorcy” Harold Pinter zaczął spełnić obietnicę, której nie udało mi się tak wyraźnie dostrzec w „Urodzinach” dwa lata temu. [8]

Tak silnym naciskiem na krytyczną ocenę Tynan zaprzecza swojej tezie, że krytyka jest formą sztuki. Pośrednio uznaje więc różnicę między krytyką (która opiera się w dużej mierze na analizie) i sztuką (która nie kieruje się analizą).

W każdym razie teza, że skoro decydującym czynnikiem w sztuce jest jakość, to najlepsza krytyka powinna być „artystyczna”, jest błędna; a wręcz dziwaczna, gdy tę tezę podzielają krytycy. Krytycy są powołani do odróżnienia dobrej od złej sztuki. Bardziej niż inni wiemy, że sztuka jest synonimem jakości. Dlaczego więc gdy mowa o naszym zawodzie, nie zadowalamy się, że podobnie jak dziennikarstwo i sztuka, krytyka jest zjawiskiem samym w sobie, i że, skoro mówimy o „dobrym” i „złym” dziennikarstwie czy sztuce, powinniśmy również mówić o „dobrej krytyce” i „złej krytyce”?

Jak na ironię, biorąc pod uwagę, że wielu krytyków ma nadmiernie wysokie mniemanie o sobie, odmowa niektórych krytyków, aby dostrzegać w krytyce odrębną formę literacką wydaje się wynikać z niskiej profesjonalnej samooceny. W swojej zawodowej bliskości sztuce, krytycy aspirują do statusu artystów. Upierają się, że najlepsza krytyka jest sztuką, jakby tworzenie wielkiej krytyki nie wystarczyło.

Tak jak dobre dziennikarstwo jest lepsze złej sztuki, też tak jest z dobrą krytyką. W tych pseudo-demokratycznych, kulturalnych czasach relatywizmu, gdy każdy mający dostęp do komputera może dzielić się swoją opinią i nazywać ją „krytyką” sztuki, zawodowych krytyków należy bronić. Bronić ich unikalnego literackiego rzemiosła, nie akceptując pomysłu, że należą do grona artystów, których prace analizują.

 

[1] Mark Brown jest krytykiem teatralnym szkockiej gazety „Sunday Herald” i szkockim krytykiem sztuki performansu w gazecie krajowej UK „Daily Telegraph”. Uczy teatrologii i krytyki teatralnej przy Królewskim Konserwatorium w Szkocji. Jest członkiem zarówno Komitetu Wykonawczego Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych, jak i rady redakcyjnej „Critical Stages”.

[2] WILDE, O. 2007 [1891]. Krytyk jako artysta, New York: Mondial, pp.40-41.

[3] Oxford English Dictionary online

[4] Tamże

[5] BARKER, H. 1997 [1989]. Argumenty dla teatru, Manchester: Manchester University Press, str.19.

[6] BROWN, M. Wiosna 2010. „Dwadzieścia jeden Wydzielone na krytyce teatru,” krytyczne etapy: http://www.criticalstages

[7] TYNAN K. 2007. Kenneth Tynan: Pisma Theatre, Londyn: Książki Oberon, str.119..[8] Tamże., P.203.

 

Dodaj komentarz