LUPA DYNAMITARDA

Poszerzona wersja recenzji Tomasza Miłkowskiego, publikowanej w „Przeglądzie” 2012 nr 49:

 

Na ciężką próbę wystawił Krystian Lupa swoich zwolenników, na opór nieprzekonanych i na wątpliwą satysfakcję przeciwników, którzy w jego najnowszym przedstawieniu zobaczyli strzelisty humbug. „Miasto Snu” to spektakl widmo, który może straszyć po nocach swoim niezdyscyplinowanym gadulstwem, mającym świadczyć o intelektualnej głębi.

 

Spektakl trwa niemal siedem godzin, a daje się streścić w paru zdaniach: Ludzie nie są szczęśliwi, nawet zaproszenie do utopijnego Miasta Snu, zamiast ich ocalić, przynosi ostateczny rozkład.

 

Jak kto chce, może do tego dopisywać artystyczne, ideologiczne, społeczne komentarze, ale nie uchroni to przedstawienia przed zarzutem rozrzutnie rozdawanego banału, bełkotliwych dialogów. Oto przykład: – To było tu – mówi Kubin. – Tu? – pyta Patera. – Tak tu. – Nie to nie było tu. – Tu – powtarza Kubin – Tu było inne – upiera się Patera. I tak godzinami. Często z użyciem słów powszechnie uznanych za obraźliwe.

W takim tasiemcu, ponieważ występują tu prawdziwi aktorzy, muszą zdarzać się co pewien czas momenty jaśniejsze (na przykład spory Dziennikarza i Profesora w wykonaniu Lecha Łotockiego i Władysława Kowalskiego czy inteligentne dokrętki filmowe), ale całość odpycha swoją rozdętą ponad potrzeby formą, wylewem logorei i doprowadzonym do perfekcji nudziarstwem. Sporo tu także aktorskiego kiczu z rolą Sandry Korzeniak na czele, która irytuje manieryczną artykulacją, modelowaną na zmysłową ladacznicę w chrapliwie słodkim usypiającym tonie, i równie manierycznym sposobem poruszania się.

Ale po kolei. Akt pierwszy: grupa nowo przybyłych i już zadomowionych w Mieście Snu, prowadząc niespieszne przymówki, prowokując się nawzajem i ośmieszając, zastanawia się, po co Patera, architekt wizjoner, twórca Miasta Snu, tu ich wszystkich sprowadził. Okaże się, że pretekstem ma być film, którego realizację zaproponował Fellini. Za oknem słychać odgłosy jakiejś bliżej nieokreślonej wrzaskliwej demonstracji. Mimo kłopotów z dotarciem na miejsce spotkania zbierają się wszyscy, zapraszani do zwierzeń przy czarnym palu ogrodzonym sześciennym obramowaniem, przestrzenią magiczną, rozświetlająca się w momencie, gdy kolejne postacie wyznają, jakie oczekiwania przywiodły ich do tego miejsca. Z tych zwierzeń niewiele wynika poza tym, że każdy z nich się pogubił. Końcową partię pierwszego aktu zajmuje ogromny monolog Ewy (Magdalena Kuta), żony lekarza, która opowiada ze szczegółami historię swojej trwającej od lat depresji.

Akt drugi:dalszy ciąg zwierzeń przy czarnym palu. Pojawia się wreszcie postać znużonego, wypalonego do cna twórcy Miasta Snu (Piotr Skiba). Bohaterów ulokowanych w koszmarnym mrówkowcu ogarniają omamy, sny, jakieś powidoki (surrealistyczny szum morza dochodzi z kubła na śmieci, Arkadina, Maria Maj, leżąca na kanapie, rozważa sens romansu z Masajem, Jakub Gierszał itp.). W pamięci pozostają zarejestrowane na taśmie wideo wielkie małpy, rozsadzone na fotelach, których wizerunki kończą kolejne partie spektaklu.

Akt III: snujący się w wieczność finał. Teraz Ewa pobiera kroplówkę, lekarz toczy walkę ze swoją żoną nimfomanką, Siri uwodzi Masaja, Dziennikarz i Profesor zasypiają w jednym łóżku, zresztą wszyscy tu są coraz bardziej senni (jak publiczność), a na koniec całość spina pastiszowy obraz, nawiązujący do „Dolce vita”. Patera/Fellini pojawia się usadowiony na szkielecie wielkiej ryby niczym deus ex machina, ale scena wygląda jak spaprany kadr z filmu Felliniego. Brak jej ducha, który uleciał z tego przedstawienia już na początku. Ale przed pojawieniem się Felliniego na fruwającej rybie na scenę spada ładunek wybuchowy: nagły huk budzi senną publiczność, błysk rozświetla scenę, a po chwili widać uszkodzone dekoracje. W ten sposób Lupa unicestwia stary teatr. Niepostrzeżenie (dla siebie) unicestwia także swój teatr.

Tomasz Miłkowski

 

MIASTO SNU na motywach Po tamtej stronie Alfreda Kubina, scenariusz Krystian Lupa i kreacja zbiorowa, reżyseria, scenografia Krystian Lupa, dramaturgia Iga Gańczarczyk, kostiumy Piotr Skiba, muz. Mieczysław Mejza, kompozycja przestrzeni dźwiękowej Piotr Żyła, wideo Filip Piasek, Tomasz Michalczewski,, TR Warszawa, koprodukcja Theatre de la Ville Paris, Instytut Adama Mickiewicza, Teatr Dramatyczny, premiera polska 10 listopada 2012

Dodaj komentarz