DYREKTOR ŚWIATŁA. Janusz Korczak w „Noc całego życia”.

Mimo Roku Korczakowskiego i niezaprzeczalnej wyjątkowości tej postaci o Korczaku w tym roku było niewiele. A przecież jest on z teatrem wyjątkowo związany. Więcej poświęcono mu w literaturze czy publicystyce. W końcu doczekałam się – w Teatrze Żydowskim, w listopadowy wieczór odbyła się w premiera Nocy całego życia, spektaklu opartego na zapiskach Janusza Korczaka. Pamiętnikowe wspomnienia zebrał w zgrabny scenariusz Marek Groński, a wyreżyserował Szymon Szurmiej.

 

I właściwie na tym kończy się mój obiektywizm. O spektaklu nie można bowiem w żaden sposób jednoznacznie się wypowiedzieć. Z jednej strony nośny i wymagający temat, z drugiej zupełnie niewiarygodny w roli Korczaka Jerzy Walczak. Jego wspomnienia wybrzmiewają raczej jak czytane słuchowisko radiowe niż autentyczna teatralna osobowość. Razi, a przecież wokół niego osnuta jest całość, utrudniając odbiór. Oczywiście mogę racjonalnie ocenić drażniące zaburzenie tempa narracji i wiarygodność naszkicowanych postaci, ale pozostaję zupełnie bezsilna wobec treści. Gdy wychowawczyni relacjonuje Doktorowi gotowość dzieci do wycieczki na Wschód: „są już ubrani, ustawili się parami”, natychmiast wizualizuje mi się scenka z dzisiejszego przedpołudnia, gdy idę odebrać synka z przedszkola, wracają właśnie z placu zabaw – uśmiechnięci, rozbawieni, w rządku parami. I zupełnie bez znaczenia jest fakt, że są to dobrze znane i często eksploatowane chwyty. Za każdym razem wywołują ten sam efekt. Człowiek kuli się w fotelu, a łzy same płyną po twarzy.

Wybory dokonywane przez Korczaka – zamiast leczyć chorych w ich pałacach i apartamentach, przemierzał ulice by pomagać tym, dla których był jedyną nadzieją; nie skorzystał z możliwości ocalenia po drugiej stronie muru, pozostając do końca z sierotami z warszawskiego getta – jednoznacznie go określają. Wybitny pedagog i reformator, organizator sierocińców i obozów letnich dla najmłodszych, twórca regulaminu zachowań, redaktor „Małego Przeglądu” i nieustępliwy bojownik o prawa dziecka. Dopiero potem pisarz i publicysta, którego dzieła są tylko pretekstem do kontaktu z tymi, którym należy pomóc. Dopiero potem lekarz z pogrzebaną błyskotliwą karierą medyczną. „Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym ja działał i kochał. Nie jest obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka” – pisał w Pamiętniku.

Noc całego życia to ostatnia noc w sierocińcu na Krochmalnej, doktor nie może spać. Wsłuchuje się w odgłosy dzieci za oddzielającą go ścianą z dykty i w te nieco odleglejsze – wspomnień kojących i tych, co „jak topielec wypływają z przeszłości”. Scena po scenie w poszarpanych obrazach przed oczami Doktora przesuwa się całe życie. Sceny realne mieszają się z obrazami ze snu, martwi z żywymi, postacie historyczne z tymi fikcyjnymi, Marek Aureliusz, którego jednego mógł czytać jeszcze za murem z występami kabaretu, którego konferansjer wita słowami „Dobry wieczór, trupy!”. Tym właśnie występom artystów w warszawskim getcie reżyser poświęca znaczną część reminiscencji. Sceny kabaretowe w wykonaniu uwięzionych, lecz przecież żyjących. A tam, gdzie jeszcze tli się życie, żyje także kultura, która zawsze znajdzie dla siebie formę wyrazu. Ten paradoks etyczny paraliżuje. W tych ostatnich godzinach jak w całej historii Janusza Korczaka nie ważne są fakty i daty, istotę odgrywa moralne przesłanie. I w tym aspekcie wszystko jest na swoim miejscu. Całości dopełnia oszczędna i wielofunkcyjna scenografia doskonale współgrająca z pozbawionymi chronologii strzępkami wspomnień przywoływanymi na scenę punktowym oświetleniem. Na pierwszym planie mały stolik, krzesło i wieszak na ubrania. Z tyłu barwny korowód postaci wypadający na scenę z dziesiątek półotwartych drzwi świadomości. Świadomości zmagającej się ze zbliżającym kresem. „Nazwałem się kiedyś „dyrektorem światła”. Światło zgaśnie. Nie wiem tylko co powiem moim dzieciom, zanim to nastąpi.”

Z żydowskim dzieckiem za rękę i sztandarem na ramieniu udajemy się w końcu za Doktorem na rampę Umschlagplatzu, by zapytać na nowo o wartość humanizmu, miłosierdzia i poświęcenia.

„Z Pawiaka wykupili mnie moi wychowankowie. Pobity, osłabiony, ledwo żywy dowiedziałem się przynajmniej ile jestem wart. Trzy tysiące złotych. Sam już nie wiem… Może ci chłopcy przepłacili? Przecież ja nic nie mam…”

Katarzyna Jaworska

NOC CAŁEGO ŻYCIA

Scenariusz: Ryszard Marek Groński

Reżyseria i inscenizacja: Szymon Szurmiej

Scenografia: Wojciech Jankowiak

Kostiumy: Marta Hubka

Opracowanie muzyczne: Teresa Wrońska

Choreografia i ruch sceniczny: Jan Szurmiej

Asystenci reżysera: Katarzyna Post, Wojciech Wiliński

 

Dodaj komentarz