Nagrody 27. Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora rozdane

Mirosława Kruczkiewicz pisze w toruńskich „Nowościach” 27 listopada:

Potwierdziły się wcześniejsze zapowiedzi. Głosy kobiet zabrzmiały na tym festiwalu mocno, przejmująco i pięknie.

image

Caryl Swift, nagrodzona za najlepsze przedstawienie [Fot.: Jadwiga Giersa-Zimny].

Caryl Swift jest Brytyjką, od dwudziestu lat mieszkającą w Polsce. Jej nieznaczny obcy akcent zupełnie przestał przeszkadzać już po kilku pierwszych chwilach monodramu „Matka Mejra i jej dzieci”. Mimiką twarzy, drobnymi gestami, głosem, umiejętnym budowaniem napięcia sprawiła, że niejednemu widzowi ściskało się gardło, gdy wcielała się w rolę Bośniaczki, muzułmanki, która w wojnie w Jugosławii straciła dzieci.

Drugą bohaterką jej opowieści opartej na reportażach była polska lekarka Ewa Klonowska, przez całe lata, po kilkanaście godzin dziennie, identyfikująca kości ofiar czystek etnicznych. Bo choć, jak mówiła pomagającej jej Mejrze, jest niewierząca, rozumie rodziny, które pragną, by ich bliscy przed boskim obliczem stanęli na własnych nogach.

Przejmująca opowieść o okrucieństwie i nienawiści między niedawnymi sąsiadami dostała nagrodę Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora za najlepsze przedstawienie, przyznaną przez kapitułę publiczności, złożoną z pięciorga toruńskich miłośników teatru (Joanna Bielska-Krawczyk, Aleksandra Jabłońska, Dariusz Przewięźlikowski, Magdalena Szymkiewicz i Małgorzata Wojciechowicz).

X Odział Związku Artystów Scen Polskich swoją nagrodę za kreację aktorską przyznał Litwince Birute Mar. Nic dziwnego – to jedna z najwybitniejszych twórczyń monodramu w świecie, nagradzana na obu półkulach. Aktorka i reżyserka sięgnęła do lekturowej literatury – „Antygony” Sofoklesa i o kolejnej na tym festiwalu dzielnej bohaterce opowiedziała fascynującymi scenicznymi obrazami.

Galerię szlachetnych i odważnych kobiet dopełniły Irena Sendlerowa, którą od bardzo ludzkiej strony można było poznać dzięki monodramowi (prawda, nie tak świetnemu jak nagrodzone) Ewy Dąbrowskiej. Był też spektakl o Katarzynie Blum, młodej Niemce dramatycznie walczącej o swoją godność.

A mężczyźni? Tak się składa, że przedstawili bohaterów z drugiego bieguna. Popularny w Armenii aktor Robert Hakobyan zabawnie opowiedział o złodzieju kieszonkowym, który uważa się niemal za Robin Hooda, a Krzysztof Grabowski o Patryku K. z prozy Jerzego Pilcha, słabym facecie, który mrzonkami pokrywa życiowe zagubienie. Ale to treść – forma tych monodramów mogła się podobać. W męskim gronie też znalazł się laureat. Ulubieniec toruńskiej publiczności Sławomir Maciejewski za próbę odczytania „Wesela” Wyspiańskiego poprzez aktualne polskie problemy dostał Nagrodę Jednego Widza, ufundowaną przez sklepy „Nerro”.

Dodaj komentarz