Cyrkowy kwintet

Grażyna Korzeniowska pisze o Sile przyzwyczajenia, polskiej prapremierze sztuki Thomasa Bernharda w Teatrze Ateneum w reżyserii Magdaleny Miklasz:

Rzecz dzieje się w cyrku. Na arenie trwa spektakl, a za kulisami jego dyrektor, Caribaldi, przygotowuje się do próby. Ale nie kolejnego cyrkowego numeru. Ma to być próba kwintetu smyczkowego, od lat cyzelowanego utworu Franciszka Schuberta „Pstrąg”.
Żongler, Pogromca, Błazen, Tancerka na linie, a zarazem wnuczka dyrektora, i on sam, codziennie od lat ćwiczą ten trudny utwór.

Dość szybko orientujemy się, że tylko Caribaldi – w kwintecie grający na wiolonczeli, pasjonat muzyki, żarliwy wielbiciel geniuszu wirtuozowskiego Pabla Casalsa – przystępuje do prób z zapałem. Pozostali robią to dlatego, że są przymuszani przez dyrektora, a odmowa udziału w próbie, jest narażaniem się na jego gniew. Co prawda Żongler (skrzypce), stara się polemizować z Caribaldim. Ucieka się nawet do wykrętu, że zaproponowanu mu angaż w innym cyrku. Ale dyrektor zna te sztuczki – Żongler stosuje je, co pewien czas – więc nie daje się na nie nabrać. Natomiast Wnuczka (altówka), i Błazen (kontrabas) poddają się „muzycznej” tyranii bez szemrania.
Jedynym, który ma odwagę ją zlekceważyć jest Pogromca (fortepian), bratanek Caribaldiego, wielbiciel piwa i kiszonej kapusty. Jego sposobu odżywiania i życia, pobawionego dyscypliny i folgującego zachciankom, nienawidzi dyrektor… W dodatku tego dnia Pogromca ulega wypadkowi – dziki zwierzak rani go w rękę. Lecz dla dyrektora, to nie jest argument, by próba miała się nie odbyć…
Caribaldi, w imię dążenia do doskonałości, nie cofnie się przed niczym. Jest tyranem, pozbawionym epmpatii, gardzi nie tylko swoimi pracownikami, ale praktycznie wszystkimi ludźmi.
Każdy wydaje mu się za mało zdyscyplinowany, za mało uważny, za mało zdolny, by osiągnąć cokolwiek, o doskonałości nie wspominając. Tylko nieustanne ćwiczenia, praca, dyscyplina i żelazna konsekwencja działania nadaje życiu sens. Wszelkie odstępstwa, inny sposób życia, zasługują na potępienie. Z powodu ludzkiej gnuśności, ten świat wygląda tak okropnie, a życie staje się nie do zniesienia.
Caribaldi daje wyraz swoim poglądom w rozmowach z Żonglerem, Błaznem, czy Wnuczką, które z dialogów zmieniają się w jego długie monologi pulsujące pretensjami, nienawiścią, agresją, wstrętem…
Taką oto historię opowiada Thomas Bernhard, austriacki dramaturg, w sztuce „Siła przyzwyczajenia”.
Nigdy nie była wystawiona na polskiej scenie. 10 listopada br. jej prapremiera odbyła się w stołecznym Teatrze Ateneum. Wyreżyserowała ją Magdalena Miklasz.
Na pierwszy rzut oka poprawnie. Ale gdy wybrzmiewają ostatnie słowa dramatu, nie sposób nie spostrzec, że to przedstawienie straconej szansy.
Straconej, bo w jego odczytaniu i interpretacji reżyserka poszła za jego pierwszą anegdotyczną warstwą. Włożyła dramat Bernharda w realistyczne kostiumy i dekoracje, i ta rodzajowość przesunęła „Siłę przyzwyczajenia” w stronę „Moralności pani Dulskiej”. Pozbawiła szerszego kontekstu, odebrała dramatowi Thomasa Bernharda alegoryczny sens przypowieści, traktatu moralnego o powinnościach człowieka, a zarazem polemiki z jednym jedynie słusznym sposobem kreacji życia.
Niemniej nawet w takim ujęciu broni się znakomity tekst Austriaka.
Słowa opowieści, szaleńcze namiętne monologi umieją przytrzymać uwagę widza, wywołać skupienie. Wielka to zasługa Krzysztofa Gosztyły, grającego Caribaldiego. Aktora rozumiejącego nie tylko wagę słowa w teatrze, ale także rozumiejącego samo słowo. Dlatego jego zespolenie z bohaterem jest niemal idealne. Gosztyła, wzorem starych teatralnych mistrzów, traktuje siebie, aktora, jako narzędzie, nośnik idei, którą ma przekazać.
Pozostali aktorzy w tym spektaklu – Przemysław Bluszcz (Pogromca), Błazen (Mateusz Banasiuk), Wnuczka (Magdalena Koleśnik) i Żongler (Dariusz Wnuk), są – z całym szacunkiem – jedynie satelitami Caribaldiego-Gosztyły.
No może poza Dariuszem Wnukiem, który w pierwszej części spektaklu nie tylko staje się równorzędnym partnerem w dyskusji z dyrektorem cyrku, ale też bardzo ciekawie zaczyna szkicować swoją rolę. Rysuje kogoś, kto skrywa pewną tajemnicę. Czujemy, że tkwi w nim opozycja w stosunku do Caribaldiego, ale ukryta pod pozorną uległością. Mamy nadzieję, że ta tajemnica w dalszej części spektaklu ujawni się, że coś z niej wyniknie dla biegu akcji i bohaterów dramatu.
Niestety, w drugiej części, nic z tego nie zostaje. Aktor traci swoją siłę, tak jak traci ją druga część spektaklu. Jej pointa rozczarowuje, a przecież to, co wydarza się w czasie tej próby kwintetu „Pstrąg” nigdy wcześniej nie miało miejsca. Dlaczego więc spektakl kończy się tak banalnie, by nie powiedzieć trywialnie?
Ma się wrażenie, że na drugi akt, ani reżyserce, ani aktorom nie starczyło sił. Może dlatego, że jest on zdecydowanie niedopracowany.
Grażyna Korzeniowska
__________________________________
Thomas Brenhard
„Siła przyzwyczajenia”
Przekład – Monika Muskała
Reżyseria – Magdalena Miklasz
Scenografia – Ewa Woźniak

Występują:
Caribaldi, dyrektor cyrku – Krzysztof Gosztyła
Wnuczka – Magdalena Koleśnik (PWST Kraków)
Żongler – Dariusz Wnuk
Pogromca – Przemysław Bluszcz
Błazen – Mateusz Banasiuk

Prapremiera 10 listopada 2012, Teatr Ateneum, Scena 61

Dodaj komentarz

Cyrkowy kwintet

Grażyna Korzeniowska pisze o Sile przyzwyczajenia, polskiej prapremierze sztuki Thomasa Bernharda w Teatrze Ateneum w reżyserii Magdaleny Miklasz:

Rzecz dzieje się w cyrku. Na arenie trwa spektakl, a za kulisami jego dyrektor, Caribaldi, przygotowuje się do próby. Ale nie kolejnego cyrkowego numeru. Ma to być próba kwintetu smyczkowego, od lat cyzelowanego utworu Franciszka Schuberta „Pstrąg”.
Żongler, Pogromca, Błazen, Tancerka na linie, a zarazem wnuczka dyrektora, i on sam, codziennie od lat ćwiczą ten trudny utwór.

(więcej…)

Dodaj komentarz