Madame dla nastolatków

 

 

Czeski reżyser Jakub Krofta tuż przed premierą Madame w warszawskim Teatrze na Woli (7 lipca) ogłosił, że przygotował spektakl dla młodzieży. Przyznał się do tego mimo opinii, iż pachnie to artystycznym i frekwencyjnym samobójstwem. W środowisku uważa się bowiem, że młodzieżowej publiczności teatralnej właściwie nie ma. Prawdopodobnie to zwykły wykręt – w Polsce od bardzo dawna nikt nie ma pomysłu, jak robić teatr dla nastolatków ani też nie ma gotowego (rodzimego) repertuaru. Toteż za najbardziej młodzieżowe spektakle uchodzą realizacje Przebudzenia wiosny Petera Wedekinda, czyli tekstu sprzed stu lat. Krofta dodał jednak (asekuracyjnie?), że jego spektakl adresowany jest również do generacji, dojrzewającej w latach 60. ubiegłego wieku, a więc widzów trochę starszych od nastolatków, a to dlatego, że akcja Madame toczy się, mówiąc po Różewiczowsku, w latach naszej małej stabilizacji.

 

Czy w ogóle potrzebny jest teatr dla młodego widza? Pozornie pytanie jest anachroniczne, bo już dawno potwierdzono, jak ważne miejsce może zająć teatr w kształtowaniu wyobraźni. O ile jednak nikt nie neguje potrzeby istnienia teatru dla dzieci, to ze sceną młodego widza, sprecyzowaniem jej programu i uzasadnieniem sensu bywają kłopoty. Przeciwnicy uważają, że młodzież po prostu korzysta z całego repertuaru teatralnego. To prawda, ale dotycząca młodzieży starszej, przekraczającej lub zbliżającej się do progu dorosłości. Tymczasem dla potencjalnych widzów w wieku od lat 10 do 14 w ogóle nie ma teatru (kiedyś takie próby podejmowano, ale kończyły się fiaskiem). Również młody widz, 15-17-letni rzadko ma okazję uczestniczyć w przygodzie teatralnej, aranżowanej specjalnie z myślą o nim. Co najwyżej utożsamia się teatr młodego widza z teatrem lektur szkolnych albo odkurzonej klasyki.

Lukę repertuarową próbują zapełnić teatry amatorskie, przede wszystkim szkolne, podejmujące tematy interesujące młodych odbiorców. Czasem nawet uczniowie, sami albo pod kierunkiem nauczyciela, piszą sztuki, a potem je wystawiają – przykładowe teksty tak powstałych sztuk drukuje Piotr Kotlarz w swojej książce Sztuka dramaturgii (2004): Warszawska rodzinka, Marek, Bardzo ważna rozmowa. To bardzo użyteczna książka jako wskazówka lub inspiracja do ewentualnych poszukiwań repertuarowych, bo oparta na doświadczeniu pedagogicznym autora, który wraz z młodzieżą pracował nad ich tekstami, wyłuskując motywy, najbardziej ich interesujące.

Tytuły przeznaczone dla młodego widza można czasem wypatrzyć na afiszu „dorosłych” teatrów, np. Księgę Rodzaju 2 (2007) Iwana Wyrypajewa w reż. Michała Zadary, spektakl oceniany przez Grzegorza Chojnowskiego jako „teatr młodego widza, więc i dla Wrocławskiego Teatru Współczesnego powrót do nazwy i funkcji sprzed lat. Łatwo tę decyzję repertuarowo-inscenizacyjną zrozumieć – ocenia – nie waham się jej przyklasnąć w roku jubileuszu. Młodzież będzie wdzięczna”.

Do poszukiwania nowego kształtu teatru młodego widza włącza się od czasu do czasu jakiś teatr czy niezależna grupa teatralna – na przykład Montownia (ale tylko incydentalnie), dała przed kilku laty premierę Lovv (2006), sztuki szwedzkiego autora, Stefana Lindberga, adresowanej do gimnazjalistów (w reżyserii Marka Piasecznego). W Polsce nikt o młodym widzu-gimnazjaliście już nie myśli. Chwała więc Montowni, że weszła na ten nie zaorany ugór. Lovv to sztuka o trudnym okresie dojrzewania, o odkrywaniu erotyki, o wierze, miłości i przyjaźni. Przy czym wolna od taniego moralizowania i przemądrzałej głupoty.

Wyraźna potrzeba otwarcia drogi dla dorastającego pokolenia stała się motywem przygotowania oryginalnego spektaklu dyplomowego Generacja w Akademii Teatralnej (2005) w opracowaniu Piotra Łazarkiewicza. Jego pomysł polegał na tym, aby na podstawie wielu krótkich utworów scenicznych (lub adaptacji prozy) młodych lub raczej stosunkowo nowych autorów zbudować korowód sytuacji i dramatów, charakterystycznych dla młodego pokolenia.

W kręgu tematyki dorastania można sytuować dramaty utalentowanego pisarza młodej generacji Michała Walczaka (Piaskownica, Pierwszy raz), a ostatnio kilka premier Teatru Konsekwentnego, wśród nich Kompleks Portnoya wg powieści Phillipa Rotha i adaptację Zaklętych rewirów wg powieści Henryka Worcella. Jednak ani Walczak, ani Konsekwentny nie deklarują, że robią sztuki dla młodzieży. A Jakub Krofta się przyznaje.

Widać, że młody widz nie na wiele może liczyć w dzisiejszym teatrze. Ale na Madame się nie zawiedzie. Inteligentny scenariusz Marii Wojtyszko na pierwszym planie sytuuje fascynację (nie tylko erotyczną) młodego bohatera tytułową Madame, nauczycielką języka francuskiego, tyleż tajemniczą (idealnie to podkreśla w swojej interpretacji postaci Aleksandra Bożek), co piękną i pociągającą kuszącym zapachem słodkiej Francji. Krofta wykorzystuje swoisty ferdydurkizm Madame, obfitującej w sytuacje satyryczne, narysowane ze śmiałą przesadą, należną hiperboli i poetyce absurdu. Aktorzy w tej zabawie dobrze się odnajdują, nie niwecząc mgły nostalgii za latami minionymi (swoje robi tu muzyka, kostiumy, zdjęcia, przywołujące klimat tamtych lat), mimo że niemało w spektaklu dowodów na to, że tak słodko w szarej rzeczywistości tamtych lat nie było. Przed powagą wyparcia się własnej przeszłości broni się ten spektakl kpiną, dowcipem, groteską.

Siłą tego spektaklu jest ucieczka przed gotową, łatwą tezą, co tak odstręcza od scenariuszy pisanych na podstawie teczek przechowywanych w IPN, w duchu tzw. nowej polityki historycznej polskiej prawicy. Spektakl w Teatrze na Woli ani nie uwodzi cudownością minionego czasu, ani też nie próbuje budować czarnej legendy tamtych lat. Pewnie dlatego Krofta nie bał się zaprosić na przedstawienie widzów, którzy pamiętają tamte lata z własnego doświadczenia. Mamy więc rzadki przypadek spektaklu dla młodych i starych jednocześnie, ponad podziałami. Kolejny dowód na intuicję artystyczną dyrektora Tadeusza Słobodzianka, który podsunął Krofcie ten tekst i do premiery spektaklu na warszawskiej Woli doprowadził.

 

Tomasz Miłkowski

Tekst publikowany w sierpniowym numerze miesięcznika „Tak Po Prostu”

Dodaj komentarz