Tak sobie myślę. Dziennik czasu choroby

Nie pierwszy raz Jerzy Stuhr chwyta za pióro, potrafi się nim posłużyć, a czyni to w okolicznościach na ogół szczególnych. Powstanie książki „Sercowa choroba” (1992) wiązało się z przeżytym zawałem serca, teraz „Tak sobie myślę” zrodziło się z zapisków powstających podczas zabiegów, mających doprowadzić do pokonania nowotworu gardła – pisze Tomasz Miłkowski w Magazynie Literackim Książki

Świadczy to dowodnie, że natura artysty jest taka, że nie znosi nieróbstwa, choćby chorobą wymuszonego, że bez poważnego zajęcia nie wyobraża sobie życia. Pisanie traktuje zaś z należną powagą, pisarstwo uważając za koronę artystycznych zajęć.

Tym razem notatki, sprowokowane przez najbliższych (zeszyt dostał od córki), miały być pisane dla siebie. Ale wiadomości szybko się rozchodzą i panie redaktorki zadbały, aby rękopis trafił pod właściwy adres.

Pisanie Stuhra poprzedziły w tym czasie wywiady, a sporo ich udzielał, poświęcone chorobie i walce o zdrowie, które – jak się okazało – miały niebagatelny wpływ na tysiące ludzi znajdujących w podobnej sytuacji. Zachęcony licznymi wyrazami solidarności i wsparcia, artysta tym chętniej swoje notatki udostępnił w książce.

O chorobie tu co nieco, ale właściwie więcej o życiu, polityce (zwłaszcza kiedy aktora ponosi, gdy nadmiernie panoszy się głupstwo), artystycznych doświadczeniach, przyjaźniach, a wszystko z pewnego rodzaju mgiełką dystansu, wywołaną chorobą. Jerzy Stuhr, wszak pedagog wytrawny i reżyser, choć aktor przede wszystkim, poniekąd bilansuje swoją drogę artystyczną, w szczególności teatralną, której zwieńczeniem (oby okazało się, że tylko jednym z wierzchołków) była kreacja w „32 omdleniach” Antoniego Czechowa w reżyserii Andrzeja Domalika na deskach warszawskiego Teatru Polonia u boku Krystyny Jandy i Ignacego Gogolewskiego. Stuhr już właściwie wycofał się ze sceny, kiedy uległ namowom Jandy i tą rolą obchodził swoje 40-lecie twórczości teatralnej. To właśnie w tym spektaklu deklaruje tekstem Czechowa swoją teatralną wiarę miłośnika Melpomeny, którego przyciąga do teatru nadzieja, „żeby mróz poszedł po kościach”.

W książce obowiązuje ten sam punkt widzenia. Artysta nie ufa nowomodnym poszukiwaniom, które często gęsto okazują się odgrzewaniem dawno już zjedzonych kotletów. „Widziałem kiedyś ‚Sprawę Dantona’ – pisze Stuhr – zrobioną przez modnego młodego reżysera. Tak jakbym widział kolegów z mej młodości, z Teatru 38. Ten sam plakatowo-jarmarczny styl, wrzaskliwa powierzchowność, uproszczenia. Tylko że w 38 grali aktorzy amatorzy, a tu moi koledzy zawodowcy”.

Takich smacznych spostrzeżeń czytelnik znajdzie w tej książce wiele, jak choćby ta notatka o oglądanym programie telewizyjnym. Oto pewna nauczycielka, zwiedzająca wraz z uczniami Muzeum Powstania Warszawskiego, pyta dyrektora, czy Pałac Kultury bardzo ucierpiał w czasie powstania. No cóż, jak pisał Białoszewski o stanie wojennym: „Bolesław Chrobry na nas napadł”.

Na koniec dobre słowo o zadbanej szacie graficznej książki i materiale ikonograficznym: materiał zdjęciowy, często unikatowy, układa się w spójną opowieść, dzięki starannie dobranym podpisom. Jest to więc książka i zarazem album z pamiątkowymi zdjęciami, które tak chętnie się przegląda.

 

*

Jerzy Stuhr

Tak sobie myślę. Dziennik czasu choroby

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 272. 39,90 zl, /S6N 978-83-08-04957-0

„Tak sobie myślę. Dziennik czasu choroby”
Tomasz Miłkowski
Magazyn Literacki Książki nr 9/09-12
10-10-2012

Dodaj komentarz