Czy umiemy kochać?

 

Ci, którzy spodziewają się po Annie Kareninie, premierze otwierającej nowy sezon w warszawskim Teatrze Studio, wielkiej epickiej opowieści, na podobieństwo chociażby tej z filmu Aleksandra Zarchiego z pamiętną rolą Tatiany Samojłowej jako Anny Kareniny, zawiodą się. Niemniej spektakl w reżyserii Pawła Szkotaka zrealizowany na podstawie adaptacji słynnej powieści Lwa Tołstoja autorstwa brytyjskiej pisarki Helen Edmundson (przekład Jacek Poniedziałek) zaczyna się filmowo od szerokiego kadru.

 

N/z: Natalia Rybicka jako Anna Karenina i Łukasz Simlat jako Wroński [Copyright: teatr Studio]

 

 

Oto po dwóch stronach sceny siedzą Anna Karenina i Konstanty Dmitricz Lewin. Za nimi na rozległej scenie widać ciężką bryłę budynku stacji kolejowej, a w podcieniach w dworcowej poczekalni siedzących ludzi. Ta sceniczna opowieść rozpoczyna się dwugłosem. Anna i Lewin są w podróży. „Jestem Anna, jestem dziewczynką…”, mówi ona. Jest młodą, radosną kobietą, dumną z męża wysokiego urzędnika państwowego, matką małego Serioży, ma pozycję, szacunek, miłość, uwielbia życie w mieście.
Konstanty jest poważny, zgnębiony, wręcz zdruzgotany, i nienawidzi Moskwy z jej wrzawą, pędem, powierzchownością i fałszem życia… Ucieka z niej upokorzony. Kobieta, którą kocha odrzuciła jego oświadczyny. Wraca na wieś do swojego majątku, w którym ciężko pracuje. Annę i Konstantego dzieli wszystko – podejście do życia, uczuć, do własnej osoby, do bliźnich…
Spoza nich na scenę wychodzą kolejne postaci. Oto Stiwa, brat Anny, błaga o wybaczenie kolejnej zdrady swoją zrozpaczoną żonę Dolly, która szlocha za zamkniętymi drzwiami pokoju… Oto Kitty, która odrzuciła Lewina, bo kocha Wrońskiego, oczekując jego oświadczyn. Ale ten już zakochał się w Annie, gdy ujrzał ją na peronie…

Spektakl Pawła Szkotaka rozwija się jak wstęga czy może właśnie taśma filmowa, na której zarejestrowano, zmontowano historie życia bohaterów dramatu: Anna pokocha Wrońskiego; Dolly pogodzi się ze zdradami męża, przekonana przez Kareninę, że Stiwa mimo swojego wiarołomstwa kocha rodzinę; Kitty po załamaniu nerwowym z powodu odrzucenia poślubi Lewina; Aleksiej Karenin będzie starał się za wszelką cenę zatrzymać Annę…
Im bardziej ta opowieść nabiera uczuciowej temperatury i tempa, im bardziej zacieśnia się emocjonalnie, tym bardziej przedstawienie upraszcza się w warstwie wizualnej.

W pewnej chwili ściana dworca odjeżdża, aktorzy kontynuują spektakl, siadając na prostych półkolem ustawionych krzesłach. Coraz bardziej też fizycznie zbliżają się do siebie. Dialogi często już nie wybrzmiewają do końca, bo są wypowiadane symultanicznie przez kilkoro bohaterów.
Także w sposób niemal niepostrzeżony postaci dramatu zmieniają kostiumy z XIX-wiecznych na współczesne. Dzięki temu zabiegowi, ale też sposobowi gry – aktorzy jakby szkicują swoje postaci, pokazują je jakby „na biało” bez psychologicznych ozdobników, bez nadmiernej czułostkowości – „Anna Karenina” nie jest tylko opowieścią o miłości Kareniny i Wrońskiego, Kitty, Lewina… Przeradza się w przypowieść o emocjonalnej, uczuciowej kondycji człowieka bez względu na czas, w którym żyje. Reżyser zdaje się mówić: zmienia się kostium, ale uczucia – o ironio – są niezmienne. Niezmienna jest tęsknota za miłością idealną i ciągłe nią rozczarowanie. Właściwie nie umiemy kochać, tracimy miłość ukochanej osoby, bo nie umiemy wyjść poza własny egoizm. A nawet jeśli spróbujemy to zrobić, po latach stwierdzamy, jak Dolly, że oddaliśmy swoje najlepsze lata czemuś, komuś, co tej rezygnacji z siebie nie było warte.
Ostatnie słowa dramatu Anna i Lewin wypowiadają stojąc blisko siebie twarzą do widowni. Ich miłosne doświadczenia zbliżyły ich do siebie. Ich historie splotły się. Już rozumieją nawzajem swoje uczucia. Anna umiera z wielkiej miłości i z niemocy zatrzymania uczucia idealnego, płonącego ciągle tym samym ogniem, ale i odrzucenia; Konstanty – niegdyś odrzucony, teraz kochający i kochany, czy znajdzie w uczuciu spełnienie, żar, za którym tęsknił, zrozumienie i jedność z ukochaną jakiego oczekiwał…

Paweł Szkotak przygotował spektakl czysty i czytelny zarówno w warstwie teatralnej, jak i intelektualnej, a jego zamysł uczuciowej wiwisekcji bardzo dobrze zrealizowali aktorzy. Słowa uznania należą się w pierwszej kolejności Mirosławowi Zbrojewiczowi, grającemu Konstantego Dmitricza Lewina. Ci, którzy przyzwyczaili się do jego filmowych ról mniej lub bardziej ciemnych typów, obwiesi, czy wojskowych zobaczą aktora z pietyzmem, świadomie budującego rolę człowieka prawego, myślącego, wyrastającego ponad ogół, czułego, ale nie czułostkowego, wrażliwego, a przez to skazanego na bolesne uderzenia losu. Bardzo to satysfakcjonująca kreacja w Annie Kareninie.
Ładnie przemianę swojej bohaterki czyli Anny Kareniny pokazuje Natalia Rybicka, od niefrasobliwej, rozpieszczonej dziewczyny do kobiety dojrzałej, zgorzkniałej, rozczarowanej uczuciem i trudnościami, które przyniosło.
Siłę sceniczną pokazała Weronika Nockowska, jako Dolly, szczególnie w scenie kłótni z mężem Stiwą – którego wiarygodnie zagrał Łukasz Lewandowski – i w końcowym pełnym goryczy monologu.
Krzysztof Stelmaszyk – Karenin, i Łukasz Simlat – Wroński, to aktorzy, którzy nigdy nie schodzą poniżej wysokiej klasy zawodowej. Dobrze jako Kitty radzi sobie Agata Góral.
Nie sposób nie wymienić grających w „Annie Kareninie” po kilka znaczących epizodów Małgorzaty Rożniatowskiej, Stanisława Brudnego i Moniki Obary.
Słowem, Teatr Studio, pod nową dyrekcją Agnieszki Glińskiej, rozpoczął sezon teatralny 2012/2013 bardzo obiecująco.

Grażyna Korzeniowska
_____________________________________________________________

Anna Karenina wg Lwa Tołstoja

Autor
Helen Edmundson

Przekład
Jacek Poniedziałek

REŻYSERIA
Paweł Szkotak

Scenografia i kostiumy

Agnieszka Zawadowska

Muzyka
Ygor Przebindowski

Światło
Piotr Pawlik

Ruch sceniczny
Weronika Pelczyńska

WYSTĘPUJĄ:
Agata Góral
Monika Obara
Weronika Nockowska
Małgorzata Rożniatowska
Natalia Rybicka
Stanisław Brudny
Marcin Januszkiewicz
Łukasz Lewandowski
Mateusz Lewandowski
Łukasz Simlat
Krzysztof Stelmaszyk
Mirosław Zbrojewicz

Premiera 11 października 2012 roku Teatr Studio

 

Dodaj komentarz