Most między Wrocławiem a Helem?

Z punktu widzenia geografii, trudno sobie wyobrazić, żeby cokolwiek takiego czy podobnego mogło łączyć nasze miasto z Helem. Okazuje się jednak, że odległość nie jest przeszkodą, by tak być mogło, szczególnie jeśli do tego połączenia dochodzi na płaszczyźnie teatralnej. Tak więc od tego roku do końca świata i jeden dzień dłużej – jak rzekł burmistrz Helu Mirosław Wądołowski – będzie istnieć silna więź za sprawą osoby Wiesława Gerasa – pomysłodawcy i wieloletniego organizatora Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora oraz Ogólnopolskiego Festiwalu TJA, a także przeglądów w Toruniu i Warszawie, ojca kilku przeglądów mono zagranicą; obecnie również organizatora Spotkań Teatrów Jednego Aktora w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej Helu. Ten nowy wątek w czterdziestopięcioletniej pracy na rzecz rozwoju ruchu teatru jednoosobowego okazał się zaskoczeniem nawet dla samego zainteresowanego.

 

 

Na początku tego roku Wiesław Geras odebrał telefon od Olgierda Łukaszewicza z propozycją przejęcia po nim wymyślonych i dotąd samodzielnie organizowanych Spotkań monodramów w Helu, które odbywają się od czasu, gdy w ten 2007 związał się z tym zakątkiem Polski prywatnie. Mimo że w rozmowie telefonicznej Geras nie dał stricte pozytywnej odpowiedzi, Łukaszewicz uznał, że i tak przekaże swoje dzieło w ręce doświadczonego organizatora z Wrocławia, co uczynił – również pisemnie – tym razem nie dając możliwości zawetowania zapadłej decyzji. I tak, oszołomiony Geras, chcąc nie chcąc, został wręcz naznaczony na następcę ustępującego Łukaszewicza.

Inicjatywa zorganizowania w Helu Spotkań zrodziła się w Łukaszewiczu z chęci dzielenia się tym, co mu bliske. A że w Helu nie ma teatru, a do najbliższego w Gdyni wcale nie tak łatwo się dostać, zatem wymyślił, że to teatr przyjedzie do miasteczka jak to onegdaj bywało. Przełom lipca i sierpnia uznał najodpowiedniejszy na tego typu działania. Miejsce znalazł zupełnym przypadkiem, gdy któregoś razu odpoczywając w kawiarence Słoneczna, usłyszał odgłos syreny strażackiej. Wtedy zakiełkowała myśl, żeby stworzyć Teatr w remizie, tym bardziej że ta helska okazała się bardzo klimatyczna. Burmistrzowi pomysł się spodobał na tyle, że już po raz szósty na miesiąc pozbawił straż pożarną pomieszczenia gospodarczego, które zostało odmalowane, a na czas festiwalu wyposażane w małą estradę, kącik akustyka i oświetleniowca,120 krzeseł, czarną materię zawieszoną pod sufitem i na ścianach.

Na tak powstałej scenie przed miejscowymi i wczasowiczami prezentowali się zapraszani przez Łukaszewicza trzej-czterej aktorzy w sezonie, dysponujący dwoma wieczorami – niedzielnym i wtorkowym. W gronie zapraszanych znaleźli się albo jego przyjaciele z macierzystego teatru, albo ci, których spotkał w Helu lub okolicach bądź tych, którzy na Mierzeję Helską planowali zawitać, o czym dowiadywał się zazwyczaj przypadkiem. Ze względu na to, że rzadko który artysta był do występu przygotowany, rekwizyty organizowało się dopiero na miejscu, co jednak nie umniejszało wartości artystycznej ani spektaklowi, ani całemu przedsięwzięciu. Do 2012 w czasie letnim w Helu wystąpiło ponad 20 aktorów dobrze znanych miłośnikom teatru jednoosobowego: Irena Jun, Jarosław Gajewski, Wiesław Komasa, Bogusław Kierc, Janusz Stolarski, Filip Frątczak, Olgierd Łukaszewicz….

W pierwszym roku, otwierając sezon, zaprezentował się sam pomysłodawca w przygotowanym przez siebie monodramie A kaz ta POLSKA, a kaz ta? na podstawie tekstów Stanisława Wyspiańskiego. Wrocławska publiczność jeszcze nie zna tego spektaklu, ale są plany, by go pokazać na przyszłorocznych Spotkaniach z teatrem jednoosobowym.

Łukaszewiczowe Spotkania muszą być wyjątkowo ważne dla regionu, skoro jest tak hołubione przez tamtejsze władze, które nie szczędzą nań środków. „Mają taką oprawę i reklamę, jakiej nie widziałem na żadnym festiwalu w kraju, a i za granicą” – przyznaje zaskoczony Geras. Faktycznie, fotosy aktorów i plakaty wiszą w całym Helu przez 3 miesiące. W tym roku, na przykład, został wydrukowany zbiorowy plakat całej piątki artystów i drugi, na którym były tylko same oczy aktorów, a także indywidualne z wizerunkiem każdego aktora tak w dużym jak i małym formacie. Plakaty przeznaczone na słupy są foliowane, żeby się nie poniszczyły. Oprócz tego każdemu aktorowi przygotowali osobną broszurę, w której zaprezentowali jego sylwetkę i spektakl. Z kolei w centrum miasta stworzyli specjalną galerię portretów wszystkich aktorów, a na deptaku galerię wszystkich aktorów, którzy wystąpili od 2007. Dodatkowo, już na bieżąco, na budynku miasta, na którym pojawiają się ważne dla mieszkańców ogłoszenia, wygospodarowali miejsce i na świetlną informację o odbywających się spektaklach: „Pamiętajcie, że w niedzielę o godz 20.00 wystąpi…” Pogratulować i pozazdrościć.

Podobną estymą otaczają i aktora, i widza. Obecnie, aktor jest zapraszany na 4-5 dniowy „urlop nad morzem”, w czasie którego ma dwa występy. Wyjątkowo komfortowa sytuacja! Z kolei wejście na spektakle jest bezpłatne, tylko trzeba telefonicznie zarezerwować miejsce. Co nie znaczy, że ci, którzy tego nie zrobią, nie wejdą na przedstawienie. Przeciwnie. Tyle że będą musieli poczekać w kolejce, aż miejsca zajmą ci, którzy zechcieli tę rezerwację zrobić. A że letnie Spotkania teatralne w Helu budzą ogromne zainteresowanie, są więc nadkomplety. Realizatorzy za zainteresowanie ich przedsięwzięciem odpłacają na każdym kroku. Już samo wpuszczanie na widownię jest niezwykle celebrowane, aby widz poczuł się w „Teatrze w remizie” wyjątkowo. O 19.30 wychodzi pani posiadająca listę gości w towarzystwie galowo ubranego strażaka, trzymającego pochodnię. Wyczytuje wszystkich z nazwiska, wręcza wejściówki i zaprasza do środka. Ów przystojny strażak w wieczór rozpoczynający i zamykający spektakl wprowadza Łukaszewicza na scenę, a ten wita bądź żegna zebranych bardzo uroczyście. W tym roku po raz ostatni, albowiem, jak zapowiedział, tak zrobił – podziękował za współpracę i przekazał pałeczkę nowemu organizatorowi. Jego również wprowadził strażak, kroczący z pochodnią. Każde działanie związane z realizacją idei Łukaszewicza jest od początku do końca pieczołowicie zaplanowane i nastawione na efekt. Tak było.

Nowy organizator – Wiesław Geras – swoją pracę zaczął jeszcze w styczniu i jak to on – zabrał się do niej niezwykle poważnie i merytorycznie. Przeanalizował działania Łukaszewicza, aby zapoznać się z materią. Zachował kanwę Łukaszewiczowego pomysłu, ale zaproponował własne rozwiązania, przedstawiając autorską koncepcję helskim władzom i realizatorom już pięć dni po złożeniu propozycji przejęcia Spotkań. Byli tak przerażeni ogromem przedsięwzięcia Gerasa, że ten musiał go nieco okroić. Wybrał taki wariant, który był jego zdaniem optymalny, a dla realizatorów realny. Mając w świadomości ideę Łukaszewicza, że to teatr przyjeżdża do miasta, przyjął zasadę, że będzie pokazywał tylko sprawdzone spektakle, takie, które wcześniej oklaskiwała dość wybredna publiczność Wrocławia i Torunia. Powstała Wrocław-Toruń-Hel. W związku z tym, w pierwszym roku swojej działalności zaprezentował helskiej publiczności bardzo różnorodny program, w wykonaniu aktorów starszego pokolenia i tych, co dopiero stoją u progu swojej kariery, jak i tych, którzy parają się teatrem jednoosobowym amatorsko.

Podkreślając wyjątkowość tego pierwszego Spotkania, połączył pierwiastki wrocławskie z helskimi, dowodząc tym samym, że odległość ma się nijak wobec ciekawych pomysłów i ich realizacji. Jako ukłon w stronę regionu pokazał aktorów pochodzących z okolic – Krzysztofa Gordona z Sopotu oraz Krzysztofa Grabowskiego z Gdańska, byłego studenta wrocławskiej PWST, a także amatorkę, laureatkę słupskiego konkursu monodramowego – Sam na Scenie. Z grona wrocławskich aktorów wybrał lalkarkę – Anię Skubik, która ma ciekawe pomysły teatralne i zawsze się podoba. Zupełną niespodzianką tak dla realizatorów, jak i publiczności okazał się gość z Estonii – Wiaczesław Rybnikov – wielokrotnie prezentujący swoją twórczość podczas wrocławskich Spotkań tja. „Trochę bałem się spektaklu Rybnikova, bo grał po rosyjsku, ale niepotrzebnie, ponieważ nie ma bariery językowej, jeśli aktor mówi przekonująco. Zrobił najlepsze wrażenie” – wyznaje po fakcie zadowolony Wiesław Geras.

Bo i ma powody do zadowolenia. Wprowadził kilka zasad, które zupełnie naturalnie się przyjęły. Przede wszystkim postawił na przygotowanie widza do odbioru dzieła jednoosobowego. W tym celu snuł przed przedstawieniem opowieści o festiwalach mono i spektaklu, który będzie prezentowany. Później zaproponował zbieranie autografów do broszur poświęconych kolejnym artystom. Cieszyło się to szczególną popularnością, zważywszy że przy okazji można było się z aktorem sfotografować.

Spokojnie można mówić o sukcesie Spotkań. Świadczą o tym komplety publiczności i ogólne zadowolenie. Dodatkowym argumentem jest miła atmosfera towarzysząca nie tylko w okolicach „Teatru w remizie” w wieczór przedstawienia, ale i ta na co dzień, pozwalająca na zupełnie prywatny kontakt aktora z widzem poza przestrzenią teatralną – w kawiarenkach, na deptaku czy na plaży. To naprawdę unikatowe dzieło. Wystarczy o nim posłuchać czy poczytać, żeby to przyznać. Jakąż frajdę musieli mieć ci, którzy w Spotkaniach w remizie uczestniczyli. Można im tylko pozazdrościć.

O swoim pierwszym roku w nowej funkcji, choć nieobcym działaniu, Wiesław Geras mówi: „To niepowtarzalna, znakomita przygoda i wielkie wyzwanie.” Jak bardzo go zafrapowała niech świadczy fakt, że program artystyczny na następny rok ma już gotowy. Podobnie jak ideę uruchomienia od przyszłego roku przy Wiejskiej 82, gdzie mieszkają znajomi dziennikarze, Salonu dyskusyjnego. Tam, w czwartki, jak onegdaj u króla Stasia, zaprzyjaźnieni aktorzy, dziennikarze teatralni bądź teatrolodzy będą snuć opowieści i prowadzić rozmowy z widzami na temat wielkich nieżyjących aktorów polskich. Nic dziwnego, że na początek Geras planuje rozprawiać o najwybitniejszych postaciach współczesnego teatru – Łomnickim, Holoubku i Łapickim – pod egidą równie zasłużonych, kolejno Tomasza Miłkowskiego i Jolanty Betkowskiej, Andrzeja Żurowskiego oraz Olgierda Łukaszewicza.

Jedyne, co w tej sytuacji można, to trzymać kciuki za pomyślność dla helskich Spotkań teatrów jednego aktora w przyszłości.

 

Elwira Militowska

Dodaj komentarz