Mim według Kafki

12. międzynarodowy festiwal sztuki mimu w Teatrze na Woli przekroczył półmetek, jak zwykle stawiając pytanie, gdzie kończy się pantomima, a gdzie zaczyna teatr ruchu (phisical theatre). Bartłomiej Ostapczuk, dyrektor artystyczny festiwalu, deklaruje swoje przywiązanie do klasycznej pantomimy, ale dzisiaj całkiem zawrócić z drogi się nie da. Chociaż, co ciekawe, większość spektakli w tej edycji festiwalu nawiązuje do znanych dzieł literackich (w duchu Tomaszewskiego), przede wszystkim Kafki i Schulza.

 

Spektaklem pogranicza, pantomimiczna klaunadą z pogranicza koszmaru z elementami skeczu estradowego był technicznie popisowy spektakl Paola Naniego List, który festiwal otworzył rozśmieszając część publiczności do łez.

Wrocławski Teatr Pantomimy, który wystąpił jako drugi, przedstawił wieczór złożony z dwóch samodzielnych części: męskiej, nawiązującej do Procesu Kafki i żeńskiej, nawiązującej do Domu Bernardy Alba Lorki. Oba spektakle reżyserował Zbigniew Szymczyk, ale gdybyśmy tego nie wiedzieli można by uznać je za prace różnych reżyserów, tak były odmienne w klimacie i zastosowanych środkach – Poławiacze papieru to spektakl zdyscyplinowany, zimny, skupiony koszmar, Dom aż kipi zmysłowością rodem z Almodóvara. Łącznikiem między dwoma częściami są alegoryczne figury fatum-śmierci-sądu, czekające na swoją chwilę, bo one i tak zawsze wygrywają.

Technicznej biegłości nie brakowało wykonawcom Aktu 1925 (zespół Teatr Sztuk, założony przez studentów Wydziału Lalkarskiego we Wrocławiu), także na podstawie Procesu Franza Kafki, choć są ciągle na początku drogi. Trudno jednak nie zauważyć, że problematyka Procesu została w tym przedstawieniu sprowadzona jedynie do walki jednostki z biurokracją, a do scenariusza wkradała się monotonia.

 

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz