ABSYNT w Przodowniku PO RAZ OSTATNI

 

10, 11 lipca 2012 na Scenie Przodownik pożegnanie tytułu. Sztukla Magdaleny Fertacz ABSYNT, ktorej prapremiera 21 listopada 2005 roku zainaugurowała prezentacje w Laboratorium Dramatu zagrana będzie po raz ostatni.

Karolina kończy studia i planuje ślub. Jednak to nie symboliczny koniec dzieciństwa ją czeka, lecz koniec życia. Karolina bowiem zakłada suknię ślubną by popełnić samobójstwo. Co złożyło się na to, że młoda kobieta na progu dorosłości, w początku XXI wieku, traci motywację do życia?

OBSADA :

Karolina – Matylda Paszczenko

Matka – Maria Maj

Ojciec – Zdzisław Wardejn

Prawie mąż – Mariusz Drężek

Pies z kulawą nogą – Robert T. Majewski

Dziecko w brzuchu – Michał Czachor

 

Autorka – Magdalena Fertacz

Reżyseria – Aldona Figura

Scenografia – Katarzyna Paciorek

Asystent scenografa – Magdalena Fertacz

Muzyka – Bartosz Chajdecki

Realizacja video – Jan Dowjat

 

Sztuka Magdy Fertacz jest przejmująca w swej trafnej diagnozie kryzysu rodziny, zaniku tożsamości, mechanicznym powtarzaniu podpatrzonych wzorców, myśleniu narzuconymi stereotypami. Patologie te występując razem prowadzą do tragedii. Niby wszyscy to znamy, możemy żonglować formułkami bez końca. Jednak sztuka Fertacz – znakomicie napisana – wywołuje na nowo przerażenie obrazem „banalności zła”. Jak noże wchodzą w mózg słowa martwej panny młodej: „Nasze matki i nasi ojcowie mieszkają w naszych ciałach. Lepiej się go pozbyć. Nie potrafiłam żyć zanim umrę. Panna młoda do pieca”. Tak to wygląda wesele 2005. Czerwona plama na białej sukni panny młodej dręczy wspomnieniem całego XX wieku.(Jagoda Hernik Spalińska, Program do przedstawienia)

Świat przedstawiony w Absyncie jest absurdalnie pusty. Co nie znaczy, że tworzące go postaci do niczego nie zmierzają i na niczym im nie zależy. Wręcz przeciwnie, każdy, nawet nienarodzone dzieci, czegoś chce. I nawet osiąga to, ku czemu zmierza. Cele jawią się jednak jako śmiesznie banalne, a sposoby ich osiągania – nieodmiennie konformistyczne. Daje to efekt przerażającej śmieszności, bo obrazuje codzienne zmagania każdego z nas. Śmieszność potęguje to, że każda z postaci obnosi się z własną opowieścią o sobie i swoim życiu, a także z opowieściami o pozostałych. I, jak w życiu, opowieści te nie przystają do siebie, nawet się nie spotykają. Co w tym śmiesznego? A no to, że nikomu zdaje się to nie przeszkadzać w snuciu własnego wątku, ważnego tylko dla niego samego. Jest śmiesznie i strasznie. Strasznie i śmiesznie. Przecież nikt nikogo nie kocha, chociaż każdy chce być kochany i miłości potrzebuje. (…) Kolęda przy stole wigilijnym nie jest już witaniem nowonarodzonego Boga, ani nawet wyrazem więzi rodzinnych. Jest czymś anachronicznym. Lecz w opustoszałym miejscu nie pojawiło się nic innego. Nie ma w tym świecie niczego prawdziwego. Wszystko co jest, jest fałszywe i skłamane. Nawet śmierć.(Jacek Bomba)

 

Prapremiera – 21 listopada 2005 roku w Laboratorium Dramatu

Dodaj komentarz