Bluszcz i żwir

 

„W mrocznym mrocznym domu” w reż. Grażyny Kani w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

 

Symboliczny sens tego dramatu został wyłożony w sugestywnej scenografii: horyzont sceny zajmuje ściana bluszczu, odgradzająca bohaterów od świata zewnętrznego niczym mury więzienia, ale też unaoczniająca, że bluszczowatość jest cechą charakterystyczną jednego z bohaterów, Drew (Marcin Przybylski), który wciąż domaga się opieki od brata, Terry’ego (Grzegorz Małecki). Znakiem wnętrza Terry-‚ego jest chrzęszczący żwir, którego gruba warstwa zajmuje powierzchnię sceny. Jest to symbol wewnętrznego poranienia, cierpienia.

 

W tak naznaczonej przestrzeni rozgrywa się ostateczne starcie, które może zaowocować wyjaśnieniem źródeł groźnego napięcia między braćmi. Ale nawet wyjawienie tajemnicy z przeszłości nie przyniesie rozwiązania – nie wszystko jest tu pewne, a nawet wątpliwe, tak jak wynik spotkania Terry’ego z Jennifer (Milena Suszyńska), córką niegdysiejszego czarującego uwodziciela młodych chłopców. Ubóstwiana przez Amerykanów metoda odzyskiwania równowagi drogą przezwyciężania mroków dzieciństwa postawiona została w stan podejrzenia, zwłaszcza że wygodną kozetkę psychoanalityka zastępuje tu uwierający żwir. Ta niepewność jest siłą dramatu, w którym dojrzałe kreacje stworzyli aktorzy – Marcin Przybylski jako rozhisteryzowany manipulator, trawiony nałogami człowiek sukcesu, Grzegorz Małecki jako skazany na klęskę, odtrącony, niechciany syn, tłumiący z widocznym wysiłkiem

wewnętrzną burzę emocji, i Milena Suszyńska jako młodziutka dziewczyna, z pozoru tylko pierwsza naiwna, kandydatka na ofiarę, która może się okazać wampirem.

Świetna, trzymająca w napięciu sztuka, odsłaniająca mroki rodzinnego piekła.

„Bluszcz i żwir”
Tomasz Miłkowski
Przegląd nr 25/24.06
19-06-2012

Dodaj komentarz