Czy mamy jeszcze odwagę pytać o sens życia?

 

Instynkt gry, spektakl dyplomowy wyreżyserowany przez Waldemara Zawodzińskiego, zrealizowany we współpracy z Teatrem im. Stefana Jaracza w Łodzi, to popis talentu i warsztatu studentów Wydziału Aktorskiego łódzkiej PWSFTviT.

Instynkt gry, spektakl na podstawie głośnej powieści niemieckiej pisarki Juli Zeh, opowiada historię Ady i Aleva – przerażająco błyskotliwych, ale cynicznych i pozbawionych skrupułów młodych ludzi. Oboje gardzą wszelką słabością i ślepą wiarą w normy społeczne. Nie wierzą w uczucia, a seks ich nudzi, pragną bardziej ekscytujących doznań. Wierzą, że jedyne, co jest jeszcze warte uwagi, to gra – ustalanie własnych zasad, kontrolowanie przeciwników, poczucie władzy: „Żądza gry zastępuje potrzeby religijne, opanowuje giełdę, politykę, sale sądowe, świat prasy, i to ona od chwili śmierci Boga utrzymuje nas mentalnie przy życiu”. Satysfakcję daje poniżanie, deptanie czyjejś godności, obnażanie ideałów, odzieranie z naiwnej wiary w dobro, sprawiedliwość, miłość… Przedstawiciele tego pokolenia, „pokolenia no-thing” to wytrawni i bezwzględni gracze.

Bohaterowie Instynktu gry (oprócz nielicznych) to absolutnie odpychające typy. Są w stanie wyśmiać wszystko, co uważamy za wartościowe. Za nic nie chcielibyśmy ich spotkać, i nie życzymy tego naszym dzieciom… Czytanie tej książki było trudne, oglądanie przedstawienia Waldemara Zawodzińskiego było bolesne. Reżyser postawił przed młodymi ludźmi ciężkie zadanie: trzy i pół godziny na scenie, z krótką przerwą, za którą byli wdzięczni również widzowie, bo na Małej Scenie Teatru Jaracza było bardzo gorąco i duszno, a atmosferę podgrzewały jeszcze emocje, których wspólnie doświadczaliśmy…

Przestrzeń sceniczna została podzielona na „sektory”, w których rozgrywały się poszczególne sceny, nie trzeba więc było zmieniać scenografii, kiedy akcja przechodziła ze szkolnej klasy do domu głównej bohaterki, z domów jej nauczycieli na boisko czy do sali gimnastycznej. Pośrodku, przed widownią, ustawiono długi stół, którego funkcja zmieniała się w zależności od potrzeb. To tu rozgrywała się większość wydarzeń. Aktorzy byli obecni na scenie, kiedy wchodziła publiczność, nie schodzili za kulisy i nie wychodzili z ról. Odsuwali się tylko do swoich „komórek” i tam, czekając na kolejne wejście, odgrywali swoje małe dramaty. To, co działo się z boku, co mogliśmy podpatrywać, śledząc główny wątek, dopełniało opowieść jak komentarz narratora opisujący, co dzieje się za sceną. Proste, ale idealne w tej inscenizacji.

Główną postacią Instynktu gry jest Ada, uczennica prywatnej szkoły średniej (w tej roli Agnieszka Skrzypczak, utalentowana aktorka o niezliczonych twarzach, na XXX Festiwalu Szkół Teatralnych wyróżniona za „inteligencję, poczucie humoru i nadzieję dla zawodu aktorskiego” oraz za „aktorską indywidualność”). W początkowych scenach Ada wydaje się zwyczajną nastolatką, zdolną, oczytaną, ale nieśmiałą, niewyróżniającą się wyglądem i trzymającą się z boku. Tymczasem powolutku, niepostrzeżenie z tego dziewczęcia o jasnych oczach i drobnych dłoniach sączy się jakiś zły jad. Najpierw widzimy to w znakomitych scenach z matką (w roli matki znowu rewelacyjna aktorka: Magda Wróbel – laureatka Nagrody Jury XXX Festiwalu Szkół Teatralnych), na początku w drobnych gestach, nerwowym śmiechu, potem już otwarcie – w cynicznych uwagach pod adresem matki, wyśmiewaniu jej systemu wartości, jej oczekiwań, wreszcie – jawnej pogardzie. Rozmowy obu kobiet to jedyne sceny, które wzbudzają salwy śmiechu, ale śmiech ten wiele razy więźnie publiczności w gardłach. Błyskotliwie rozegrane, skrzące się dowcipem kłótnie pokazują skomplikowaną relację matki i córki, ale i dwóch kobiet żyjących pod jednym dachem… Magdalena Wróbel w roli matki jest matką z naszych koszmarów. Wiecznie niezadowoloną, nieszczęśliwą, porzuconą, nieakcepującą córki, nieaprobującą jej wyborów, nieustannie mającą do niej pretensje, że nie dorasta do wyobrażeń i nadziei, matką przelewająca na dziecko wszystkie swoje uczucia, ambicje, żale i pretensje. Córka Agnieszki Srzypczak to córka, która gardzi matką, neguje każde jej zdanie, każdy pomysł…

Obok zimnego i wyrachowanego Aleva (Karol Puciaty), „wspólnika” Ady, młodzieńca dysponującego „inteligencją i mocą szaleńca”, jest jeszcze Olaf (Piotr Gawron-Jedlikowski), miły chłopak, który czuje, że zupełnie nie pasuje do grupy rówieśniczej, w której przyszło mu dorastać. Olafowi przez moment wydaje się, że Ada go lubi. Zanim przyjdzie rozczarowanie (oboje bardzo wiarygodni w tej brutalnej i zaskakującej scenie), Olaf próbuje zbliżyć się do Ady. Ze wzruszeniem obserwujemy nieśmiałe słowa, drobne gesty Olafa, zdziwienie, a na koniec rozpaczliwe próby zrozumienia postawy koleżanki.

Najważniejszy wątek tej historii to relacja Ady z nauczycielem Szymonem Smutkiem (w tej roli Paweł Kudaj), Polakiem, który podczas stanu wojennego został zmuszony do emigracji, a teraz uczy młodych Niemców literatury niemieckiej (!). Bezwzględna gra, którą Ada i Alev prowadzą ze Smutkiem, z brutalną siłą pokazuje, że żeby zniszczyć człowieka, wystarczy znaleźć jeden słaby punkt, wykorzystać dowolną słabość… Szokujące jest tylko to, że takie brzydkie zabawy są udziałem coraz młodszych ludzi.

Książka Juli Zeh jest miejscami przegadana, w spektaklu Zawodzińskiego też są momenty, bez których akcja dramatu nie straciłaby siły. Trudno nadążyć za bohaterami, popisującymi się swoją elokwencją. Wprawdzie postać nauczyciela historii Hofiego (Konrad Łaszewski) jest istotna, i moim zdaniem o ile początkowe sceny rozgrywające się podczas lekcji historii są interesujące, o tyle kolejne można by chyba pominąć. Wiemy już przecież, z kim mamy do czynienia i o co będzie toczyła się gra. Pięknie za to zostały pokazane relacje pomiędzy panem i panią Hofi, która chora na nieuleczalną chorobę gaśnie w oczach. W żonę Hofiego wcieliła się Aleksandra Bogna Rodzik, która w bardzo przejmujący sposób cierpiała, sprzeciwiała się chorobie, wreszcie po woli godziła się ze śmiercią…

Inne oblicze nieszczęścia przedstawiły żona Smutka (Michalina Sosna) i matka Aleva, Amila (Delfina Wilkońska), dwie kobiety, które nie urodziły się w Niemczech. Amila przyjechała tu za mężem, mieszka w luksusowym domu z dorastającym synem i odwiedzającym ją sporadycznie mężem, którego praca wymaga nieustannych podróży. Osamotniona, czująca się obco, nieprzystosowana, gardząca miejscem, w którym przyszło jej żyć, tęskni za swoim światem. Inaczej pani Smutek, Polka z niemieckimi korzeniami, którą podobnie jak Smutka w czasie stanu wojennego zmuszono do opuszczenia kraju. Właściwie zasugerowano jej, że powinna to zrobić, dając jej do zrozumienia, że nikt w Polsce nie zaakceptuje takiej „hitlerówy”. Wygoniono ją… Pani Smutek nienawidzi więc wszystkiego co Polskie, nie chce nawet na kilka dni wybrać się z mężem na Mazury, kiedyś przecież niemieckie, gdzie on lubi spędzać wakacje.

Przedstawienie kończy się, gdy Ada i Alev znudzą się grą. Ona być może coś jednak poczuła, odnalazła w sobie jakieś ludzkie odruchy. Dziewczyna przekroczyła granicę, za którą albo się cofnie (jeśli nie jest jeszcze za późno), albo stoczy się na dno. Choć nie wiemy, czy nie jest to przypadkiem kolejna gra, ciekawsza, bo Ada bogatsza o doświadczenia będzie teraz sama mogła ustalać reguły…

Aktorzy dostali brawa na stojąco, widzowie docenili ogromny wysiłek, który włożyli w przygotowanie przedstawienia i bardzo ciężką pracę całego zespołu. Po wyjściu z teatru cieszyliśmy się, że zło, o które się właśnie otarliśmy, zostało za drzwiami.

 

INSTYNKT GRY Juli Zeh w przekładzie Sławy Lisieckiej, adaptacja Bernhard Studlar, oprac. tekstu, reż., scenografia Waldemar Zawodziński, kostiumy Maria Balcerek, reż. światła Krzysztof Sendke, występują: Agnieszka Skrzypczak (Ada), Michalina Sosna (Śnieżka), Delfina Wilkońska (Amila), Magda Wróbel (Matka Ady), Piotr Gawron-Jedlikowski (Olaf), Paweł Kudaj (Szymon Smutek), Konrad Łaszewski (Hofi, Generał), Aleksandra Bogna Rodzik (Żona Hofiego), Karol Puciaty (Alev); prapremiera polska na Małej Scenie Teatru Jaracza w Łodzi, 26 kwietnia 2012 roku.

 

Marzena Dobosz

Dodaj komentarz