Babcia Ala

 

Monodramu Ala za elementarza słucha się… Tak. Słucha się jak opowieści babci, która dobrze pamięta kształt dziewczęcych warkoczyków na swojej głowie, a niedowidzi dzisiejszej siwizny. Żyje starymi wspomnieniami, tylko zapomniała dzisiaj wyjść na krótki spacer… Opowieść kobiety, która na to, co stało się częścią jej dziecięcego świata, wciąż patrzy oczyma dziecka i czuje nie tylko zapach niemieckich oficerek, ale i ciepło swojego chomika…

Babcia. Zawsze uśmiechnięta, z paczką miętusów zawsze w tej samej szufladzie, bierze na kolana i mówi to pierwszy raz. To, że dawno temu przeżyła strach i głód getta, że uciekała od tego strachu i głodu przez drzwi sądu przy Ogrodowej. Że ludzie bali się pomagać i żeby przetrwać, musiała zrobić wielką tajemnicę z tego, że jest „Żydóweczką”… Jak to? Ona? Tak bliska, taka nasza, a my o niej tego nie wiedzieliśmy? Z takim odczuciem przyjęłam historię Ali z elementarza. Elementarza, który stał na półce każdego z nas. Który kusi dziś w każdej księgarni tak dobrze nam znaną okładką i tylko cena nie pozwala dać się uwieźć wspomnieniom. Ta Ala, którą pamiętamy z dzieciństwa, razem z jej kotem, bratem Olkiem i czarnymi oczyma, ma też inną, smutniejszą historię… Przyjaciel rodziny Marian Falski, pisze elementarz i bohaterkę swojej książeczki nazywa jej imieniem. Ala to Alina Margolis, później wyjdzie za Marka Edelmana, któremu w getcie uratuje życie. Dzieciństwo zakończone w tym samym dniu, w którym wybucha wojna. Wstrzymywanie oddechu za szafą podczas niemieckich łapanek, łzy szczęścia na przekraczającego granice getta brata, któremu udaje się nie odwrócić na słowa: „Żydek pójdzie z nami” i zniknąć w tłumie. Walka o swoje i innych przetrwanie w fartuchu szkoły pielęgniarskiej. Ucieczka z piekła, rozłąka z matką i tułaczka z doklejoną polską tożsamością, od ludzi do ludzi. Bezgraniczna samotność.

 

To poruszająca historia walki nie tyle o życie, co o godność. Swoją przynależność i miejsce na ziemi. Słowa sięgają człowieka z tym większą siłą, że padają z ust młodej, nieznanej szerszej publiczności aktorki Zuzanny Fijewskiej-Maleszy. To nie gwiazda, która gra Alę. Naprawdę zaczynamy wierzyć, że to TA Ala. Stała przede mną nie staruszka, jaką pani Alina była, kiedy spisywała swoje wspomnienia, nie dziewczynka, którą Ala była, kiedy poniewierała nią wojna, ale zawieszona poza czasem młoda kobieta. Taka jak Ala zaraz po wojnie, najdotkliwiej świadoma koszmaru getta. Na widowni znalazła się pani, która… nie umiała wyłączyć swojego telefonu. Komórka dzwoniła kilka razy, a my wszyscy staliśmy się świadkami prób „odrzucania” połączeń. Kiedy wyszłam z teatru, ze ściśniętym jeszcze gardłem po ostatnich słowach o spalonym getcie, pani od telefonu szła krok przede mną i cieszyła się, że ma już spektakl za sobą… Rzeczywiście ciężar getta i ciężar strachu przed mogącym rozdzwonić się telefonem, to zbyt wiele… Wtedy ta cała gadanina o getcie może zrobić się naprawdę nie do zniesienia!

 

Zuzanna Talar

 

ANIA Z ELEMENTARZA, spektakl na podstawie wspomnień Aliny Margolis-Edelman w wykonaniu Zuzanny Fijewskiej-Maleszy, reż.: Agnieszka Glińska, scenografia: Agnieszka Zawadowska; Teatr na Woli im. Tadeusza Łomnickiego, Scena Przodownik, ul. Olesińska 21. Spektakl grany podczas Dni Teatrów Mokotowskich. Premiera 17.12.2011 r. w Żydowskim Instytucie Historycznym.

 

O spektaklu czytaj także:

 

Ala z elementarza – informacja

Ala z elementarza podczas Dni Teatru na Mokotowie – Katarzyna Michalik-Jaworska

oraz noty w: Atlasie Teatralnym Stolicy

Dodaj komentarz