UKŁAD (fragment)

 

Słuchowisko emitowane w programie III PR, 15 kwietnia 2012. W scenariuszu wykorzystałam fragmenty dramatu Szekspira „Król Lear” w przekładzie J. Paszkowskiego.

SCENA VI

Mieszkanie Jordana

JORDAN Co u pana mamy? Jest w jakimś teatrze? Herbaty?

STANISŁAW Nie dziękuję. W Dramatycznym.

JORDAN To była piękna kobieta…

STANISŁAW Nadal jest.

JORDAN Oczywiście. Trzeba umieć się zakonserwować, żeby grać panią

Capuletti, Irinę.

STANISŁAW Mógłby pan być delikatniejszy.

JORDAN Delikatności niech pan szuka wszędzie, ale nie w teatrze. A ojciec?

STANISŁAW Matka mówi, że to skurwysyn. Nie znam go.

JORDAN Zamiast ojca był pan…

STANISŁAW Nie. Mnie też nie było. Rano próba. Potem telewizja, radio. Wieczorem spektakl. I na wino do Spatifu. Mnie też nie było.

JORDAN Próbował pan popełnić samobójstwo. Dlaczego?

STANISŁAW Kto panu powiedział? Nie chcę o tym mówić.

JORDAN To ważny powód do rozmowy. Od tego pan nie ucieknie. Dlaczego pan chciał się zabić?

STANISŁAW Beznadzieję trzeba zmiażdżyć, zadeptać, żeby nie truła wszystkiego wokół.

JORDAN Jak pan próbował to zrobić?

STANISŁAW Nie mam ochoty do tego wracać.

JORDAN Ja mam gdzieś pana ochotę. Wszystko ma swój głębszy sens. Niech pan tego dotknie. No więc, w jaki sposób wybierał się pan na drugi brzeg? Jaką drogę pan wybrał?

STANISŁAW Powiesiłem się! Prawie.

JORDAN No tak, to też trzeba umieć zrobić…

STANISŁAW Matka tego wieczoru wróciła wcześniej z teatru. Aktorzy skrócili spektakl, bo o 20 zaczynał się mecz Polska: Niemcy. Usłyszałem zamek w drzwiach. Stałem na wannie z paskiem u szyi. Byłem zdecydowany. Ale jeszcze nie gotowy. Matka jak zwykle

zdążyła się już upić. Waliła w drzwi szpilkami. „Chcę siusiu. Przestań się onanizować!” Czerwone, lakierki. Rozwaliły szybę. Wyglądała w nich jak kurwa. Pobiegłem goły do swojego pokoju i…

JORDAN Byłem początkującym aktorem. Miałem do zagrania scenę samobójstwa w telewizyjnym spektaklu. Po raz setny na próbie stałem z pętlą wokół gardła. Miałem tylko kopnąć stołek, a tu blokada. Wściekły reżyser zrobił to za mnie. W ustach poczułem słodkawy, metaliczny smak, pod powiekami kalejdoskop obrazków z życia. A drugi raz?

STANISŁAW Co, drugi raz?

JORDAN Próbował pan dwa razy…

STANISŁAW Wystarczy!

JORDAN Nie synku. Dopiero zaczynamy.

STANISŁAW To, jak i ile razy próbowałem z sobą skończyć nie ma dzisiaj żadnego znaczenia! Pan nie jest moim terapeutą. Miał pan mi tylko pomóc przygotować się do filmu.

JORDAN Żeby być gotowym do roli, trzeba pogrzebać w sobie. Czerpać z najgłębszego, własnego „ja”. Za drugim razem zrobił pan to tak samo?

STANISŁAW Kupiłem pistolet. Chciałem załatwić to po męsku… Ale…wcisnąłem go pod kanapę, usiadłem na nim i trząsłem się ze strachu.

JORDAN I co? Mamusia go spod pana wyjęła?

STANISŁAW Zawiozła mnie do psychiatryka. Głęboka depresja. Pół roku mnie z tego wyciągali.

JORDAN I co? Spróbuje pan jeszcze?

STANISŁAW Czego pan chce? Żebym wyrzygał samego siebie? Co to panu daje?

JORDAN To panu ma dać. Pan nie chciał popełnić samobójstwa. Pan chciał zwrócić na siebie uwagę. Pan z pętlą u szyi czekał, aż matka wróci z teatru. Pan kupił pistolet, żeby go znalazła. Pan wciąż, jak dziecko dopomina się, żeby mamusia pana przytuliła,

powiedziała „ciuciuciuciu”. Nie było kobiety, która objęłaby pana mocno udami? Dała miłość?

STANISŁAW Nie.

JORDAN Homo?

STANISŁAW Nie wychodziło. Albo odchodziły, albo straszyły, że odejdą.

JORDAN I został pan z mamusią…

STANISŁAW Powtarzała, że Nel musi być dumna ze swojego Stasia.

JORDAN Może jeszcze będzie. Zobaczymy. Proszę, tu jest tekst. Niech pan czyta.

STANISŁAW Nie mogę, po tym wszystkim…

JORDAN Niech pan czyta. Naruszyć strupy, dotknąć jątrzące się miejsca, a teraz ofiarować to wszystko postaci. Czytaj. Tak to właśnie działa.

STANISŁAW JAKO KENT Wielkomyślny Learze,

Któregom zawsze wielbił jako króla,

Kochał jak ojca, słuchał jako pana

I jak patrona w modłach mych wymieniał…

JORDAN JAKO LIR Milcz Kencie!

Łuk naciągnięty, chroń się przed pociskiem,

STANISŁAW JAKO KENT Niech padnie, choćby grot ugrzązł mi w sercu!

JORDAN Mocniej!

STANISŁAW JAKO KENT Gardło moje dam na porękę…

JORDAN Mocniej!

STANISŁAW JAKO KENT Gardło moje dam na porękę

JORDAN Nie głośniej, tylko mocniej.

STANISŁAW JAKO KENT Nie, nie mogę…

JORDAN JAKO LIR Przestań, Kencie,

Jeśli ci życie miłe.

STANISŁAW JAKO KENT Życie moje,

Zawszem uważał tylko jako zakład

Do stawiania przeciw twoim wrogom,

Nie lękam się go stracić, skoro idzie

O twoje dobro.

JORDAN No… I pamiętaj, żeby wejść na deski, Szekspira trzeba mieć w jednym palcu. Inaczej nikt pana nie zrozumie, nawet we współczesnej sztuce. Pan sam nie będzie wiedział, o co panu chodzi.

STANISŁAW Czytałem Leara.

JORDAN Proszę się nawet nie przyznawać. „Niech uczucie wstydu przyjdzie, gdy zechce. Ja go nie przyzywam.” Proszę przyjść jutro do mnie do domu. O 14. Przygotować inny

monolog Kenta. Gdyby mnie nie było… proszę czekać do skutku.

(Wychodzi)

STANISŁAW Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!

 

SCENA VII

Ulica. Dźwięki samochodów, przechodnie. Do Jordana podbiega zdyszana dziennikarka

DZIENNIKARKA Dzień dobry. Miałam dzisiaj przyjść do teatru. Byliśmy umówieni po próbie…

JORDAN My? Na co?

DZIENNIKARKA Na rozmowę.

JORDAN Nie przypominam sobie. Ze mną może pani umówić się na wywiad. Rozmowę może pani odbyć z koleżanką, w parku.

DZIENNIKARKA Na studiach uczyli nas, że słowo wywiad tworzy barierę, sztuczny układ: odpytujący – odpytywany. Chodzi o rozmowę, która potoczy się różnie, w zależności od tego, czym pan będzie miał potrzebę podzielenia się…

JORDAN Nie mam potrzeby dzielenia się czymkolwiek z kimkolwiek. To pani telefonowała do mnie kilka dni temu i nie wiedziała, o czym chce rozmawiać?

DZIENNIKARKA Szef mi powiedział, że jeśli nie przeprowadzę tej rozmowy, wyrzuci mnie z pracy.

JORDAN Musi panią bardzo cenić… Usiądźmy na ławce. Daję pani piętnaście minut i tekst do autoryzacji w ciągu dwóch dni.

DZIENNIKARKA Dlaczego dwóch?

JORDAN Chce pani tego wywiadu? I żadnego nagrywania! Trochę profesjonalizmu.

(Dziennikarka przeszukuje torbę, dźwięki przerzucanych kluczy, kosmetyków…)

DZIENNIKARKA Nie zapamiętam wszystkiego.

JORDAN Gdyby pani była przygotowana, nie potrzebowałaby pani żadnego sprzętu. Moje słowa stanowiłyby ciągłość tego, co pani już o mnie wie. Czas, czas leci… Na papierze

toaletowym będzie pani notować?

DZIENNIKARKA To program teatralny. Nie mam nic innego… Co dzisiaj znaczy być aktorem?

JORDAN Dziękuję. Do widzenia pani.

DZIENNIKARKA Słucham?

JORDAN Przysyłają byle kogo. Czy pani zdaje sobie sprawę, z kim pani rozmawia? Z największym aktorem naszych czasów.

DZIENNIKARKA To co ja mam teraz zrobić?

JORDAN Nie wiem.

DZIENNIKARKA Wyleją mnie z redakcji… Błagam pana…

JORDAN Proszę pójść do kiosku. Kupić zeszyt, 16 kartek, w linie, do pierwszej klasy. I wrócić jutro. Na tę samą ławkę. O tej samej porze.

 

SCENA VIII

Mieszkanie Jordana. Kilkukrotny dzwonek do drzwi. Jordan otwiera drzwi

JORDAN Za wcześnie. Umawialiśmy się na 14.

STANISŁAW Rozmawiałem z matką… Mówiła, że kiedyś znaliście się bardzo dobrze.

JORDAN Przecież mówiłem, że była piękną kobietą. Z warunkami.

STANISŁAW Proszę tak o niej nie mówić!

JORDAN Wreszcie jakieś emocje. Prymitywne, ale to zawsze lepsze, niż brak jakichkolwiek…

STANISŁAW Czy wy…? No pytam pana!

JORDAN To, co zdarzyło się między nami, nie mieści się w waszej młodych nomenklaturze.

STANISŁAW Pan jest moim ojcem…

JORDAN Gdyby tak było, byłby pan zdolniejszy.

STANISŁAW Myślałem dużo o Kencie.

JORDAN Brawo!

STANISŁAW Może Kent był zakochany w Learze miłością homoseksualną… Bo dlaczego po wyrzuceniu z królestwa nie odszedł dumny. Chciał dalej służyć Learowi, być blisko, choćby pod postacią byle pomagiera. Dlaczego tak mu zależało, żeby Lear nie został sam. On go musiał kochać i…

JORDAN „Nudno panie Robercie!” – to Witkacy. Pan zaczyna, a ja już chcę, żeby pan przestał… Kent z pewnością kochał Leara, ale to było zupełnie coś innego, niż to wasze,

dzisiejsze kochanie. On był przyjacielem. Prawdziwym. A co wy dziś z tego rozumiecie? Dla was uścisk dłoni, to zapowiedź pójścia do łóżka. Wy istniejecie tylko tyle, ile was na facebooku. Pokolenie nijakich, samotnych, bez świadomości, bez refleksji… proszę już iść „o miękki człowieku, co masz policzki do policzkowania, a głowę, żeby kołki na niej strugać.”

 

SCENA IX

Park. Wrony, wiatr

 

JORDAN Usiądźmy tu przy fontannie. Słucham.

DZIENNIKARKA Dziękuję. Co znaczy być z górnej półki? Być najlepszym?

JORDAN Niewielu jest prawdziwych aktorów. W Polsce jest nas kilku. Tych, którzy pozostawiają swój odcisk palca. Którzy mają prawo powiedzieć, co chcą grać, z kim chcą grać. Ta reszta… to amatorzy – należałoby się ich pozbyć, jakkolwiek. Żeby teatr nie marnował się w ich rękach. Teatr to zbyt delikatna i droga zabawka, żeby

zajmowali się nią nieudacznicy. Będziemy rozmawiali ogólnie? Jak tak, to zakończmy na tym.

DZIENNIKARKA Powiedział pan w jednym z wywiadów, że los aktora, to jego gra. Jak to rozumieć?

JORDAN Wszystko, co tworzy mnie jako człowieka, oddaję mojej postaci. Zacierają się między nami różnice. Ja nie gram, ja staję się. Aktorstwo to namiętność, to chęć wyrażenia siebie. To nie technika, nie udawanie, ale pokazanie na scenie prawdy. Swojej prawdy. Ja tej prawdy wymagam bezwarunkowo.

DZIENNIKARKA Jeden z krytyków zarzuca panu, że manipuluje pan widzem, ostentacyjnie nie kontaktuje się na scenie z partnerem.

JORDAN Jestem tylko kuglarzem. No cóż. Genialnym kuglarzem. Uwielbiam hipnotyzować i czarować. Dobrze wiem, jakie prawa rządzą teatrem. Dla tej tajemnicy i magii warto

czasem poświęcić sens sztuki.

DZIENNIKARKA Niebawem premiera Leara…

JORDAN Lear nie jest moją wymarzoną rolą. To raczej imperatyw. Wiem, że muszę zagrać Leara, bo to myślowo i technicznie najbardziej skomplikowana rola, jaką znam. A ten dramat jest jak skała. Trzeba go tak zaatakować, żeby się samemu nie roztrzaskać. Będąc w samym piekła, pokazać piekło, które każdy z nas ma w sobie. A poza tym

Lear wciąż jest współczesny.

DZIENNIKARKA Dlaczego?

JORDAN To opowieść o żądzy władzy. Najobrzydliwszej chorobie cywilizacji. O państwie, które nie ma szans na przetrwanie, bo zbudował je tyran. O miłości, tyranom

niepotrzebnej, lecz bez której tyrani przechodzą na stronę zbrodniarzy. I o drodze krzyżowej Leara, od miłości własnej do miłości bliźniego. Piętnaście minut minęło.

Dziękuję. Do widzenia.

DZIENNIKARKA Dziękuję bardzo…

SCENA X

Mieszkanie Jordana. Ruch, kroki, szuranie krzesła

 

JORDAN Jest pan spóźniony. Proszę zaczynać.

STANISŁAW JAKO KENT Ach! Wy tu, Panie? Twory, co noc lubią,

Nie lubią przecie takiej: ten gniew niebios

Zapędza nawet wędrowców ciemności

Do ich kryjówek.

JORDAN Dalej…

STANISŁAW JAKO KENT Ludzka natura nie może wytrzymać

Podobnej chłosty i zgrozy.

JORDAN Jęcz, jęcz o świecie!

O, wy wszyscy z głazu

Gdybym miał wasze serce, wasze oczy,

Wstrząsnąłbym niebiosa mym jękiem

Nic z tego nie będzie. Chciałem pomóc, ale bez względu na to, ile pan włoży wysiłku… Pan nie ma pasji. Pan się do aktorstwa nie nadaje.

STANISŁAW Dlatego do pana przyszedłem. Mamy nad tym pracować.

JORDAN My? Pan! Ja nie jestem rzeźbiarzem, a pan nie jest gliną, z której można by cokolwiek ulepić.

STANISŁAW Mówił pan, że w tym zawodzie najważniejsza jest praca.

JORDAN Praca! Jeśli coś w środku się tli!

STANISŁAW Może jednak coś się we mnie tli, skoro przeszedłem przez cztery lata szkoły.

JORDAN Szkoła. Szkoła to w większości przypadków oczywista strata czasu. Wypuszczają podobnych sobie. Spartanie mieli rację, zrzucając takich ze skały. „W głowie mi się miesza. Jeszcze mi cząstka serca pozostała, i ta boleje nad tobą.” Mam pewien pomysł… To sprawa… wymagająca szczególnej wrażliwości. Dojrzałości…

STANISŁAW Pan nie mówi jasno…

JORDAN Gotów jestem ci pomóc. Jeżeli rzeczywiście chcesz mojej pomocy…

STANISŁAW Tak, chcę. Proszę mówić wprost.

JORDAN W takiej, jak teraz postaci, niewiele jesteś wart. I niewiele będziesz wart. Zawsze.

STANISŁAW Nawet jeśli w ogólnym rozrachunku okażę się nic nie wart jako aktor, „przynajmniej próbowałem” – to Kesey „Lot nad kukułczym gniazdem”.

JORDAN Ty też możesz polecieć. Skoro nie ma w tobie błysku, może trzeba by inaczej. A przechytrzyć przeznaczenie. Los odtrącił rękę, drugą wyciągnąć do niego… To twoja

szansa. Inaczej zmarniejesz. I oby szybko. Wtedy możesz jeszcze podźwignąć się i zacząć inaczej… Albo byłoby to coś na kształt, nazwijmy to dżentelmeńskiej umowy…

STANISŁAW Co to za umowa?

JORDAN „Czyńcie tak zawsze, bogowie. Niech człowiek nie czując, nagle moc poczuje waszą.” Ach, cały świat stanąłby przed tobą otworem. Czy wiesz, jak kończy się historia Leara?

STANISŁAW Słucham?

JORDAN Czy wiesz jak kończy się jego historia?!

STANISŁAW Jego? Lear umiera z żalu.

JORDAN Lear umiera. I ja umieram z żalu do losu. Że wbija „ząb niewdzięczności w serce, jak szpon sępa. Natura w tym względzie przechodzi sztukę.” Jest tylu nic nie wartych

ludzi. Los ich wszystkich mógłby pociągnąć za sobą… Mnie szkoda. Ja zbyt wiele dla siebie znaczę. „O, wy litościwe bogi, jeśli sprzyjacie starcom, jeżeli sami jesteście starcami, to się ujmijcie się za mną i ześlijcie znak współudziału swego w mojej sprawie.”

STANISŁAW Co pan?

JORDAN Żeby żyć, potrzebne mi nowe serce. Twoje serce. I to szybko. „Tak dobry powód i cel tak zbawienny…” Bądź moim Kentem. Będziesz najbliżej sztuki. Teatru. Nawet po

mojej śmierci kojarzyłbyś się ludziom z teatrem. Świat nigdy ci tego nie zapomni. „Pragnę żyć. Pragnę zrobić jeszcze coś dobrego, wbrew mej naturze.”

(Stanisław wybiega z mieszkania. Trzask drzwi)

„Cóż za srogość naturze przeciwna. Słuchaj naturo, ukochane bóstwo. Słuchaj wezwania mego.”

 

SCENA XI

Gabinet lekarski. Wchodzi lekarka

 

LEKARKA Witam serdecznie Mistrza. O lekach pan pamięta?

JORDAN Oczywiście.

LEKARKA Proszę o oddech. Głębiej. Wstrzymać. Dobrze. W sercu nic nowego się nie dzieje. Już mieliśmy pana ściągać, ale w ostatniej chwili rodzina wycofała się. Mówiłam, że pan

potrzebuje tego serca, ale to nagła śmierć. Ludzie w szoku nie myślą. Proszę się oszczędzać Mistrzu… Muszę zadać osobiste pytanie. Czy jest ktoś, kto po operacji będzie mógł Pana wesprzeć, być? Przyjaciółka, żona?

JORDAN Która? Pani profesor, lepiej żadnej w to nie mieszać.

LEKARKA To bardzo poważna operacja. Będzie pan potrzebował kogoś bliskiego. To trudne chwile.

JORDAN Jestem silny. „Na takie ofiary, Bogowie sypią kadzidła.”

LEKARKA Tu nie ma silnych. To doświadczenie największego osamotnienia. Może dzieci?

JORDAN Mam córkę… Jest bardzo młoda. Wolałbym, żeby ją to nie dotknęło.

LEKARKA A jej matka?

JORDAN Uuu, nie. To właśnie jej życie zamieniłem w piekło. Bardzo ją szanuję.

LEKARKA Więc córce pomogę się do tego przygotować. Proszę mi wierzyć, potem zwykłe potrzymanie za rękę znaczyć może bardzo wiele. Widzimy się jutro. Zrobimy echo. O… 12, tak? Mam takie przeczucie, że dawca już się do nas zbliża.

JORDAN I ja mam takie przeczucie.

LEKARKA Do widzenia.

JORDAN Do zobaczenia.

JORDAN Uczyń, coś zamierzył.

Zabij lekarza a pogrzeb swą słabość

To nie żadna zbrodnia, nie morderstwo

Nie żadna podłość, nie żaden bezwstydny

Postępek ani krok zniesławiający…

Daj mi tylko tę cząstkę

 

SCENA XII

Mieszkanie Jordana

 

STANISŁAW Drzwi były otwarte. Zgadzam się… I tak bym się zabił… wcześniej, albo później. Za mną chodzi taki cierń. Z tą różnicą, że matka pochowałaby mnie jako nieudacznika, a

teraz będzie miała figurkę.

JORDAN Więc jakieś życie świta przede mną! Dalej! Łapmy je, pędźmy za nim! Biegiem, biegiem!

STANISŁAW Musi pan zobowiązać się na piśmie, że moje nazwisko znajdzie się we wszystkich dziennikach, stacjach radiowych i telewizyjnych. W każdym wywiadzie wyraźnie pan podkreśli, że dostał drugie życie od aktora Stanisława Pawlickiego. I jeszcze. Przyjdzie pan na mój pogrzeb. Będzie pan szedł wprost za urną, trzymając pod rękę

moją matkę. I jeszcze. Na cmentarzu wygłosi pan ten swój monolog Wyspiańskiego: „Boże pokutę przebyłem i długie lata tułacze…”

JORDAN Niestety, po przeszczepie nie wypuszczają tak szybko ze szpitala.

STANISŁAW To wstrzymamy pogrzeb. Zaczekam, aż pan będzie mógł. To warunek.

JORDAN Powiesisz się. Tylko tym razem jak należy. Wcześniej wyślesz mail. Zrezygnujesz z próby. Napiszesz, że się do niczego nie nadajesz. Wiesz, co napisać. Odkryję matka się sprzeciwiała.

STANISŁAW Ja jednak chciałbym, żeby Pan nauczył mnie tej roli Kenta. Takie… wie pan… ostatnie życzenie.

JORDAN Nie, nie, nie. Ja już nie mam czasu. Ja nie mam już czasu… No dobrze. Jutro o 12. „Ta noc wykieruje nas wszystkich na błaznów i wariatów!”

 

SCENA XIII

Mieszkanie Jordana. Dzwonek do drzwi. Przedpokój

 

JORDAN JAKO LEAR Jak tu ciemno! Czyś ty Kent?

STANISŁAW JAKO KENT Jestem Kent, twój sługa, Panie;

A gdzież twój sługa Kajus?

JORDAN JAKO LEAR Był to

Poczciwy chłopak, możecie mi wierzyć.

Zmarł on i zgnił.

STANISŁAW JAKO KENT Żyje,

Kochany Panie, jam jest tym człowiekiem.

Który od początku

Twego upadku nie przestawał dzielić

Smutnych kolei twoich.

JORDAN JAKO LEAR Bądź pozdrowion!

STANISŁAW JAKO KENT Nikt inny. Zewsząd śmierć, ciemność i próżnia.

JORDAN Jeszcze raz!

STANISŁAW JAKO KENT Nikt inny. Zewsząd śmierć, ciemność i próżnia.

JORDAN Nie jesteś pewny tego, co mówisz. Jeszcze.

STANISŁAW Nikt inny. Zewsząd śmierć, ciemność i próżnia.

JORDAN Dobrze. Jeszcze.

STANISŁAW Nikt inny. Zewsząd śmierć, ciemność i próżnia.

JORDAN Nie! Nie! Jeszcze raz!

STANISŁAW Ty genialny potworze! Ty szalony kabotynie! Ty ludzka szujo! „O ty,ludzkości zrujnowany szczątku!” Takich jak ty trzeba zdeptać, zgnieść i wytrzeć buty!

JORDAN Gdyby nie ja, nie byłoby ciebie. To ja cię stworzyłem. Dokonałem boskiego stworzenia. Beze mnie jesteś nikim!

STANISŁAW Czyżby, ostatni Mistrzu słowa?!

(Odgłosy szarpaniny. Chwyta Jordana za gardło)

 

JORDAN Jaki Mistrzu? Mów mi Boże!

STANISŁAW Aktor, na tym polega przekleństwo zawodu, istnieje wtedy, gdy żyje.

JORDAN „Nie wchodź między smoka i gniew jego!”

STANISŁAW „Krusz się na części, szalbierzu bez serca, coś pod uprzejmym i gładkim pozorem godził na ludzkie życie.”

(Popycha Jordana, Jordan upada)

 

JORDAN „Czyliż człowiek jest tylko tym? Niczym więcej? Gdzież jest owa tęgość ducha, którą, ręczyłeś, panie, że zachowasz? Taki dziś porządek świata. Precz, daj mi umrzeć!”

(Wchodzi Laura)

 

LAURA Cześć tato! Ale się przestraszyłam. Próbujecie? Tato, biorę klucz do skrzynki? Coś przyszło… Zaraz wracam.

(Wychodzi. Trzask drzwi. Zaraz za nią Stanisław. Drzwi zostawia otwarte. Słychać echo kroków po schodach, które przechodzą w dźwięk szpitalnej aparatury)

 

JORDAN Poznajesz mnie tu kto?

To nie ja jestem;

To nie Lear! Takżeż Lear wygląda, mówi?

Chyba jego zmysły

Snem letargicznym zostały ujęte.

Czyliż ja czuwam? Nie to być nie może.

Czyliż ja jestem – Cieniem Leara?

O Learze, bij w tę bramę,

Przez którą weszło twoje zaślepienie

LEKARKA Mistrzu… budzimy się… jak się pan nazywa?

 

KONIEC

 

Zuzanna Talar

 

Dodaj komentarz