Tragiczna próba – ludzkiej duszy, ziemi, nieba

 

Toruński Makbet – za i przeciw.

 

„W teatrze angielskim funkcjonuje wielce znaczący przesąd: w trwodze przed piramidalnymi trudnościami inscenizacyjnymi i niemal pewną przegraną, za kulisami angielskich scen podczas prób nigdy nie wymienia się tytułu Makbeta i zastępuje go określeniem sztuka. Mimo odprawiania tego typu guseł, według powszechnej opinii i tak nikomu jeszcze nie udało się naprawdę w pełni i dobrze wystawić Makbeta. Może bowiem pełne rozmalowanie i oświetlenie mroków w całym jej wewnętrznym skomplikowaniu w ogóle nie jest możliwe. (…) Makbet, czyli noc – niczym IV akt Leara, który jest nocą szaleństwa – to nie tylko szał ludzi, to szaleństwo świata. (…) Tylko co właściwie w czym się odbija – szał człowieka w przyrodzie czy też szaleństwo świata w człowieczym wnętrzu? Oto jest pytanie. A może są to lustra wzajem sobie podstawione: zwierciadło mikrokosmosu w makrokosmosie i na odwrót?” (Andrzej Żurowski Logika zagłady, w: Czytając Szekspira, Warszawa 1996 s. 287-288).

 

MAKBET NA SCENIE. Pierwsze przedstawienia Makbeta (1606) Williama Szekspira odbyły się w Polsce dopiero w XVIII w.: w Gdańsku (15 i 16 XI 1781, w „Comedienhaus” na Placu Targów Dominikańskich – zespół „Schuchische Gesellschaft deutscher Schauspieler”; Makbeta grał Siegfried Gotthilf Koch-Eckhardt, Lady Makbet – Caroline Schuch), w Królewcu (18 III 1782) i w Warszawie (13 VII 1793 , w Teatrze Narodowym za dyrekcji Wojciecha Bogusławskiego w wykonaniu zespołu Heinricha Franza Bulli).

Pierwsze przedstawienie Makbeta po polsku zagrano w Kamieńcu Podolskim (po 7 sierpnia 1805) za sprawą Jana Nepomucena Kamińskiego, w jego przekładzie wg przeróbki Friedricha Schillera i z jego kreacją w roli tytułowej.

Dzięki pracom Wiktora Hahna, Andrzeja Żurowskiego, Jarosława Komorowskiego i Anny Cetery wiemy, że w latach 1805-2011 odbyło się w Polsce w teatrach dramatycznych ponad sto (104?) inscenizacji Makbeta (w tym 54 po II wojnie światowej), nie licząc gościnnych przedstawień z zagranicy.

Makbet w Teatrze „Baj Pomorski” jest prawdopodobnie pierwszym wystawieniem tego dramatu w Toruniu, choć inne dzieła Szekspira grywano tu po niemiecku i po polsku od 1701 (?) przez cały XVIII, XIX i XX.

KSZTAŁT PRZEDSTAWIENIA TORUŃSKIEGO. Szekspirowska opowieść ma pięć aktów, podzielonych na 26 scen. Dzieje się w nieustannie zmieniającej się scenerii – w komnatach i na dziedzińcach zamków w Szkocji i Anglii (Forres, Inverness, Fajf, Dunzynan), na polach bitew (pod Forres i pod Dunzynan), w odludnych siedliskach czarownic – w jaskiniach i na wrzosowiskach. Występują w niej 22 osób, tłumy innych postaci – panowie szkoccy, lordowie, dowódcy wojsk, żołnierze, zbójcy, słudzy i gońcy oraz postaci nadprzyrodzone (Hekate, trzy czarownice, duch Banka). Pełna jest szaleństwa ludzi (bitwy, skrytobójcze zbrodnie, imaginacje sumienia, strach) i przyrody (burze , deszcze, gromy i wichry), ukazując „świat, który (… ) wypadł z wiązań i zburzył porządek ludzki”, a „oszalały człowiek przegląda się w szalejącej przyrodzie , rozszalała przyroda odbija szaleństwo ludzkiej duszy” (Andrzej Żurowski Czytając Szekspira, 1976, s. 9).

Czym jest Makbet – „najbardziej mroczna z tragedii Szekspira” i „poety klęski” (Zbigniew Raszewski) w Teatrze „Baj Pomorski” w Toruniu?

Jest rock operą – z muzyką, solistami, chórami, wystawną scenografią.

Jest widowiskiem o scenerii wystawnej, barwnej, niepokojącej, zmiennej, wykorzystującym obrazy Rembrandta oraz pełne niezwykłości, okrucieństwa i grozy malarstwo Hieronymusa Boscha i Salvatore Dali, które żywią się jeszcze średniowiecznymi opowieściami podróżników i odkrywców (Giovanni da Piano del Carpino, Benedykt Polak, Wilhelm Rubruk, Marco Polo, Giovanni da Monte Corvino i Odoryk da Portenone), opowiadających o potworach różnych kontynentów – ludziach z psią głową, zwierzętach z ludzką twarzą, nadprzyrodzonych zjawiskach, reinkarnacji i wędrówce dusz.

Jest przedstawieniem odwołującym się do układu planów akcji i zwyczajów sceny elżbietańskiej, a równocześnie do renesansowego włoskiego teatru „zmiany otwartej”. Te plany w teatrze Szekspirowskim zawarte w umownych miejscach, napisach lub słowach tekstu w Toruniu przedstawia na początku przedstawienia Trickman – postać wymyślona przez reżysera Zbigniewa Lisowskiego. Tego sztuk-mistrza – może mistrza od teatralnych fajerwerków, może od czarodziejskich figlów, magicznych sztuczek, a może od „lewej karty” w pokerze ludzi, świata, życia – gra Jacek Pysiak (później będzie jeszcze Lekarzem i Kapitanem oraz jednym z Panów Szkockich, Lordów i Morderców), wyglądający i zachowujący się aranżer i sprawca widowiska. Charakteryzuje miejsca i plany akcji. Objaśnia zaprogramowane treści. Przywołuje archetypy europejskiej filozofii (Friedricha Nietzsche) i kultury.

Scena teatru została przeznaczona dla jawy – rzeczywistości i świadomości bohaterów. Na tym realnym planie zostanie zamordowany król Szkocji Duncan, ustalający po zwycięskiej bitwie swego syna księciem Kumberlandu i następcą tronu, tu będą spełniały się czyny Makbeta i Lady Makbet oraz rozegra się piekło w ich duszach, hodujących wygórowane ambicje, ukrywających skrytobójstwa, swój strach i przerażenie.

Na proscenium i pod proscenium ukryto świat udręk duszy – snu, halucynacji, wyrzutów sumienia, opowieści o duchach niewidocznych dla innych – Piekło bohaterów.

Najdalszy plan sceny, w głębi, stał się terenem spotkania i zapasów wielu sił – realności i symboliki, podświadomości zbiorowej i jednostkowej, potęg przyrody, zbrodni, mocy świata nadprzyrodzonego.

Te trzy plany porządkują chaos ludzkich działań i upostaciowanych wyrzutów sumienia, rzuconych na tło szaleństwa przyrody, bitew i uczt, by można było wyprowadzić jasny finał przywracający równowagę świata.

Podświadomość, upostaciowana przez Szekspira w trzech wiedźmach, z woli reżysera przybrała postacie symbolizujące Pragnienia (Marta Parfieniuk-Białowicz), Intuicję (Anna K. Chudek) i Rozsądek (Grażyna Rutkowska-Kusa). Nie walczą o miejsce w duszach bohaterów. Zjawiają się, by przypomnieć o możliwościach wyboru (przede wszystkim Makbetowi i Lady Makbet), choć mają swój udział w decyzjach innych postaci Duncana, Banqua, Makdufa.

Przez obie części przedstawienia akcja tragedii toczy się na zaprezentowanych na wstępie planach, pokazując dwoistość ludzkiej duszy i dwoistość świata („norma dnia” i „pasja nocy”) – tak świata realnego w szale burzy czy w spokoju dnia, jak urojonego na jawie i we śnie w umysłach bohaterów. Przedstawia ludzi, których nieposkromione ambicje, pycha i przebiegłość pozbawiły daru przewidywania (czy intuicji) i rozsądku, a w konsekwencji zbrodni – także spokoju i radości, wydając na męki strachu, udręki sumienia, piekło za życia i po śmierci.

Zło i szatańskie podszepty, upostaciowane przez Szekspira w trzech czarownicach, mają tu nęcące krojem i barwą kostiumy, są świetnie zróżnicowane w sylwetkach i ruchu, ale wszystkie władcze w wymowie i zdecydowane w gestyce. Mimo wstępnego zróżnicowania planów, właściwie wszystkie plany należą do nich. Kontrolują plan realnej rzeczywistości, wstrząsany burzami nieba, wody, ziemi i burzami wywołanymi przez bohaterów – bitwami i zbrodniami. Nieobcy im trzeci plan piekielnej podświadomości, gdzie króluje groźna Hekate, bogini świata widm, czarów i magii, ale przede wszystkim mścicielka przelanej krwi, bogini ciemności i świata podziemnego .

Hekate wykreowała bardzo wyraziście, ostro w geście, a zdecydowanie w wypowiedziach Agnieszka Niezgoda. Stworzyła postać niemal męskiego naczelnika wielkiej jakiejś hekatomby, bo za mało powiedzieć więzienia, zatroskana o bieg podziemnych spraw, a zarazem pełna jakiegoś straszliwego dostojeństwa – groźna w swoim milczącym zdecydowaniu, sępiej czujności i małomówności. Plan poza-realny uzupełniają: Odźwierny (gra go także Agnieszka Niezgoda) i słudzy piekła (Dominika Miękus oraz Andrzej Korkuz; grający w przedstawieniu ponadto jeszcze inne role: Dominika Miękus także Alter ego Lady Makbet, a Andrzej Korkuz – Alter ego Makbeta i Pierwszego Mordercę). Ich taniec na szczudłach ma za zadanie przyciągać i wabić piekielnych pensjonariuszy. Stanowi barwy przerywnik w akcji i na moment zawiesza grozę, by ją za chwilę wzbudzić ją na nowo – jeszcze potężniejszą.

Ale w plątaninie planów, w zamieszaniu scenograficznych chwytów, wśród nadmiaru efektów kolorystycznych i figuralnych, aż dziw, że nie zgubił się główny przewód akcji i przeżycia dwójki bohaterów. Choć odbywa się to na granicy – nad przepaścią, a raz po raz odsłaniane tło szalejącej przyrody (chwilami porywające), kalejdoskop Szekspirowskich wydarzeń, plany głębne ukazujące psychiczne i psychologiczne konsekwencje zbrodni – ratuje chyba tylko prosty zabieg aktorsko-reżyserski: gra ogranicza się w dużej mierze do relacji, dbałej o zrozumienie i nośność przekazu, nie stara się wciągnąć aktorów, przynajmniej głównych bohaterów, do pełnego przeżywania. To może zuboża postaci i przedstawienie, ale ocala czytelność Szekspirowskich zdarzeń i przeslanie przedstawienia. Temu celowi już w fazie scenariusza dobrze posłużyła teź redukcja postaci.

Główni bohaterowie – Makbet i Lady Makbet mają swoje indywidualne sceny obliczone na popis. Lady Makbet w wykonaniu Edyty Łukaszewicz Lisowskiej ma takie sceny przynajmniej dwie: kiedy na proscenium urządza awanturę Makbetowi wzdragającemu się przed wypełnieniem zaplanowanej zbrodni i gdy na śmiertelnym łożu szarpie się ze swym „królewskim” strojem, aż do chwili, gdy pozwoli sukni, jak zbędnemu przedmiotowi, odjechać w niebyt wraz z nią (tak dramatycznie rozegrać scenę z przedmiotem-rekwizytem potrafi tylko aktorka dramatyczna, której nie obce jest rzemiosło lalkarza).

Makbet Mariusza Wójtowicza, skupia uwagę w scenach z Lady Makbet oraz podczas uczty. Na wymowę całości zapracował też wyrównany zespół bohaterów: Duncana (Mirosław Szczepański), Malcolma (Krzysztof Grzęda, także w roli jednego z Panów szkockich, jednego z Lordów i jednego z Morderców), Donalbana (Andrzej Korkuz, także w roli Alter ego Makbeta, jednego ze Sług piekła, Pierwszego Mordercy), Banquo (Mariusz Wójtowicz), Makduff (Jacek Pietruski, gra także jednego z lordów i jednego z morderców). Każdego zapamiętuje się z jakieś ważnej wypowiedzi lub sceny, choć chyba bardzo trudno było im zaistnieć wśród iście barokowej scenerii, splątania planów, licznych efektów inscenizacyjnych malujących ciekawie i fascynująco tło tego Makbeta, ale zarazem przytłaczających sens zdarzeń i grę aktorów, bo odciągających uwagę widzów od śledzenia zdarzeń przyczynowo – skutkowych i ich refleksów w duszy bohaterów. Wyraźnie zabrakło eliminacji efektów i troski o uproszczenie planów, znaków, gry. A przecież nie zawsze pracowitemu asystentowi reżysera (Ireneusz Maciejewski) i nieocenionemu Inspicjentowi (Hannie Grewling) uda się zapanować nad wszystkim w sposób dostateczny czy w stosownej chwili. A byłaby szkoda, bo toruńskie przedstawienie Zbigniewa Lisowskiego i Pavla Hubicki jest interesujące, ważne, chwilami wstrząsające.

Jest wiele mówiącym eksperymentem pokazania tragedii Szekspira w scenografii inspirowanej malarstwem niemal jego czasów (Bosch), żywiącym się jeszcze wyobrażeniami Średniowiecza, oraz nawiązującym do nich malarstwem Salvatore Dali, z czytelnymi aluzjami do teatru czasów Szekspira (gra i zachowanie Trickmana) i renesansowego teatru „zmiany otwartej” (plany – odsłaniane i zasłaniane „na oczach widza”).

Jest próbą odczytania dzieła Szekspira poprzez filozofie zajmujące się tajnikami duszy człowieka (Freud, Jung, Nietzsche), o czym mówi aranżer Trickman już na wstępie.

Stanowi wyraźne wezwanie do zastanowienia nad zawsze aktualnym światem Szekspira. I przejrzyste aluzje – do nas i dziś.

Inscenizacja toruńska powstała z przeświadczenia, które wyartykułował reżyser Zbigniew Lisowski w programie przedstawienia (świetny wybór tekstów i wygląd graficzny): Nasz Makbet w dobie okrutnej i dotkliwej samotności w epoce bez Boga napędza się ludzkimi namiętnościami, które buzują w kotle duszy.

Na samym początku przedstawienia pieśń towarzysząca Trickmanowi zwraca naszą uwagę ku współczesności, bo równocześnie na dwa zagadnienia: bohaterów, ich dzieje i zmagania oraz na naszą sytuację we współczesnym świecie – wyraźnie artykułując jedno z możliwych i przerażających założeń we wstrząsających słowach pieśni: co zrobicie, jeśli nie ma Boga? Jeśli nie ma ostatecznej Sprawiedliwości, bo jej nie ma lub, jeśli jej nie ma, bo w nią nie wierzycie, to co pozostanie? Okrutna i dotkliwa samotność, epoka bez Boga. Sumienie się obrusza. Ale (może wbrew założeniu, a może programowo) toruński Makbet pokazuje w losach bohaterów, dyktowanych zbrodniczymi pragnieniami i ambicjami – a więc z podszeptu Szatana czy Zła tkwiącego w ludzkich duszach i nieustannie zmagającego się z Dobrem – że ostatecznie zwycięża Sprawiedliwość: zło zostaje ukarane. Ukarane karą może potrójną – upadkiem planów realizowanych poprzez łańcuch zbrodni, niewysłowioną męką wewnętrzną duszy (Sumienia) tytułowego bohatera i wspólniczki zbrodni Lady Makbet przed zgonem, a zapewne i straszliwymi udrękami po śmierci w królestwie Hekate. Więc ostatecznie zwycięża potęga silniejsza, wyższa – panująca we Wszechświecie i w Człowieku nad chaosem przyrody, za fasadą materii realnej rzeczywistości, a zwłaszcza potęgami ukrytymi w ludzkim jestestwie. Tak zrozumiałam założenie reżysera i przesłanie przedstawienia. Sprzeczność? Niekoniecznie. Raczej wieloznaczność.

Bożena Frankowska

 

MAKBET Williama Shakespeare’a, tłum. Stanisław Barańczak, inscenizacja i reż. Zbigniew Lisowski, scenografia Pavel Hubicka, muz. Piotr Nazaruk, ruch sceniczny Ewelina Ciszewska, Teatr „Baj Pomorski w Toruniu, premiera 17 września 2011

 

Dodaj komentarz