Teatr w eterze prosto do domu

Teatr radiowy to oczywiście teatr zbiorowej wyobraźni, dziś może z nieco mniejszym audytorium niż w minionym wieku, ale to nie znaczy, że nie wart jest uwagi. Nie ukrywając lokalnego patriotyzmu, zatrzymajmy się przy Teatrze Polskiego Radia, dla którego ważną data był dzień 17 maja 1928 roku. Wtedy to nadano pierwsze w historii naszego teatru oryginalne słuchowisko zatytułowane „Pogrzeb Kiejstuta”, w którym wykorzystano legendę litewską, a formalnie to chłopiec opowiadał niewidomemu starcowi co widzi. Napisał je specjalnie dla radia Witold Hulewicz twórca bardzo ważny dla polskiej kultury, pisarz, a dla nas wielki radiowiec, który powołał do życia w drugiej połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku rozgłośnię wileńską.

To był piątek, słuchowisko trwało od 17.50 do 19.55, miało specjalnie napisaną muzykę autorstwa Tadeusza Szeligowskiego, znanego polskiego kompozytora tamtego czasu. Niestety pierwsze nagrania z przyczyn technicznych możliwe były od 1930 roku. Czyli używając żargonu radiowego, te pierwsze słuchowiska uleciały w eter, emisja była na żywo,. Pozostały tylko scenariusze. Taki był początek. Witold Hulewicz powołał w Wilnie przy rozgłośni salon literacki i w jego ramach 12 grudnia też 1928 roku nadano „Obronę Sokratesa” Platona w wykonaniu Aleksandra Zelwerowicza. I tak polski teatr radiowy jawił się coraz bardziej ogromny.

Zrozumiałe, że liczne tu były adaptacje sceniczne znanych dramatów literatury światowej i polskiej, które wymagały przystosowania dla teatru wyobraźni, który nie ma rzeczywistego obrazu. Jednak zawsze zachowany był duch tych bardzo często wielkich dzieł.

Bardzo popularne, zwłaszcza w latach 70-tych ubiegłego wieku, powieści w wydaniu dźwiękowym. Na czele tej listy jest oczywiście „Trylogia” Henryka Sienkiewicza. Tekst rozpisany na dialogi na głosy znanych i lubianych aktorów. To wśród słuchaczy cieszyło się bardzo dużym powodzeniem.

Jednak tak naprawdę tu na tej naszej ziemi wielu polskich twórców pisało słuchowiska i to często była ta pierwsza i jedyna wersja dla radia. Był taki czas, że znani pisarze byli etatowymi pracownikami Polskiego Radia, wymienię tylko Kazimierza Orłosia, Włodzimierza Odojewskiego, Henryka Bardijewskiego, Jerzego Krzysztonia czy Andrzeja Mularczyka. Od kilkunastu lat autorzy są tylko współpracownikami, ale to ich nie zraża. Do moich ulubionych autorów młodszego pokolenia należą Marcin Wolski i Marek Ławrynowicz, którzy patrzą na świat trochę w satyrycznych okularach.

Tu też muszę dodać, że czasami po sukcesie na antenie radiowej słuchowisko stawało się sztuką teatralną. Czyli radio było tą pierwszą sceną. Kilkakrotnie taką przygodę literacką miał wymieniony już Henryk Bardijewski.

W archiwum Polskiego Radia jest przeszło 21 tysięcy wszystkich parateatralnych produkcji. Dziś wszystko jest przeniesione na nowoczesne nośniki. Wśród nich rekordzistą jest Ireneusz Iredyński (1939-1985) znawca zagubionej ludzkiej duszy. Oczywiście to był twórca wszechstronny, nie tylko radiowy. Radio było jednym z pól przez niego uprawianych. Napisał około 60-ciu słuchowisk i niestety jest to liczba zamknięta. Zwrócę uwagę na jedno może najbardziej znaczące. Jego tytuł „Radio”, czyli nic ująć i nić dodać, gdy mówimy o teatrze wyobraźni. Nagrane zostało w maju 1973 roku. Jego akcja rozgrywa się w Domu Opieki dla nieuleczalnie chorych. W jednej Sali leżą sparaliżowani 60-latek i 20-latek, a trzecią postacią poza pielęgniarką jest oczywiście radio. Poza tym nazwiska bardzo ważne w historii Teatru Polskiego Radia: Zdzisław Nardelli – reżyser, Jan Świderski – aktor, obok nich młodzi – Anna Wróblówna i Maciej Damięcki. To słuchowisko było wielokrotnie powtarzane, bo dla twórczości radiowej jest jak wzorzec metra w Sévres pod Paryżem.

Oczywiście zachwyt nad tym, co powstaje w Polskim Radiu, ma swoje uzasadnienie w licznych nagrodach krajowych i zagranicznych. Takim Oskarem dla radiowców jest nagroda Prix Italia. Jej trzykrotnym laureatem był Andrzej Mularczyk. Ostatnio w 1996 roku dostał Prix Italia za słuchowisko „Cyrk odjechał, lwy zostały”.

Oczywiście jak w każdej instytucji tego typu potrzebny jest sztab ludzi, którzy pracują nad, mówiąc prosto, wyprodukowaniem słuchowiska. Dziś nad wszystkim czuwa dyrektor Janusz Kukuła, reżyser, który przyszedł do radia w 1986 roku. Pierwszą nominację dyrektorską otrzymał w 1992 roku i był nim do 2006 i ponownie został powołany na to stanowisko w 2009. Sądzę, że dzięki niemu niezmiennie Teatr Polskiego Radia to bardzo wysoki poziom pod każdym względem i artystycznym i technicznym.

Oczywiście dziś każdej dziedziny dotyka kryzys finansowy i tu też. Dlatego obecnie słuchowisk nagrywa się niewiele. Program broni się powtórzeniami, a jak już powiedziałam, ma z czego czerpać. Miejmy jednak nadzieję, że jest to etap przejściowy, kryzys minie i powrócą złote lata.

Dziś Polskie Radio to cztery programy dla słuchaczy w kraju i Radio Polonia dla zagranicy. Programem najbardziej artystycznym jest Program II, który w marcu obchodził 75. urodziny.

Nie dotknęłam w tym omówieniu działalności artystycznej rozgłośni poza radiem publicznym, a tam też, choć w mniejszym stopniu, uwzględniany jest teatr i aktorzy.

Jeszcze jedna uwaga końcowa. Szkoda, że radiowa twórczość nie jest oceniana przez profesjonalną krytykę. Nie ma też czasopisma z programem radiowym i trudno jest dotrzeć do słuchaczy z informacją – co, gdzie i kiedy.

 

Ewa Heine

Dziennikarka Polskiego Radia, Program I, Redakcja Kultury, ZASP, Sekcja Krytyki Teatralnej

 

 

Dodaj komentarz