Podejrzana sprawa: Jak twórcy teatralni, krytycy i publiczność stają się wobec siebie nieufni

Gdyby małpa miała maszynę do pisania i czas, przelałaby na papier wszystkie dzieła Szekspira. To powszechnie znana i starożytna mądrość. Starożytna, ponieważ mowa o maszynie do pisania, a nie laptopie. Należy również zauważyć, że język angielski jest językiem małp. Żadna szanująca się małpa nie traciłaby tysięcy lat, aby odtworzyć coś w języku fińskim, gruzińskim lub po łacinie, nawet jeśli wzorzec był klasyczny.

Ale gdyby zapytać ogół społeczeństwa, okazałoby się, że to nie z powodu Szekspira małpy są tak zajęte. To sprawka krytyki. Miliony sfrustrowanych czytelników gazet porannych wołają głośno: „każda małpa może napisać coś takiego!”, uznając, że każdy może napisać bardziej wnikliwy artykuł, niż krytyk.

 

 

Często to prawda. Kiedy prowadziłem zajęcia z przyszłymi dziennikarzami, zamiast instrukcji, jak pisać, pokazywałem im teksty ku przestrodze: nie pisz tak. A skąd brałem wszystkie te złe przykłady głupich zdań? Ze stron internetowych, które gromadzą wszystko, co krytycy publikują w fińskiej prasie. Mówiłem moim studentom: róbcie coś przeciwnego: – ze znajomością gramatyki i świadomością tego, co piszecie.

 

Twórcy teatru, krytycy i publiczność to swego rodzaju trójkąt, którego boki są od siebie zależne. Ich współzależność często opiera się na równowadze strachu, ktora czasem zachwiewa się. Dlaczego? Spróbujmy poszukać śladu powodów, dla których trójkąt rozpada się we wzajemnej nieufności.

Układ był stabilny tylko dlatego, że był tak elastyczny. Dwa rogi trójkąta zawsze się zbiegają w trzecim. To się nazywa dyskusja w sztuce i utrzymuje się przy życiu dzieki sojuszom między rogach trójkąta.

Tak długo, jak narożniki pozostają świadome współzależności, nie ranią się nawzajem na dobre. Na przykład twórcy teatru mogą wabić widzów w przekonaniu, że grupy te komunikują się bezpośrednio, a krytycy stanowią tylko przeszkodę w ich doskonałym porozumieniu. Ale krytycy czasem staja się dla twórców teatru obrońcami sztuki przez duże S. Publiczność i krytyków może połączyć z kolei dezaprobata arogancji artystów-celebrytów. W narożach trójkąta istnieje więc gotowość na zmianę „przełożonego”.

A jednak te związki stają się zawodnei coraz trudniejsze do uzasadnienia, od czasu, kiedy ??środki publiczne służą w utrzymaniu dyskusja w obrębie sztuki. Pojawia się coraz więcej wątpliwości, czy na pewno te debaty należą do największych osiągnięć ludzkości, a może raczej bywają przejawem samozadowolenia i kłamstwa.

 

Zacznijmy od twórców teatru. W zaproszeniu na to sympozjum wspomina się, że ??niektórzy twórcy teatru twierdzą, że ich praca powinna uwzględać poziom odbiorćów, publiczności. Kocham to banał! Oznacza to, że twórcy teatru są artystycznie i intelektualnie tak leniwi i niekompetentni, że nie są w stanie stworzyć niczego, co mogłoby przekroczyć to, co publiczność już zna. Albo że robią teatr dla dzieci.

Teatr dla dzieci zawsze jest poklepywany po ramieniu w uroczystych przemówieniach, ale wśród producentów teatralnych nie cieszy sie wysokim uznaniem. Ci jednak, którzy z takich czy innych powodów tworzą teatr dla dzieci, twierdzą, że dziecięca publiczność nie wybacza nawet odrobiny falkzzu. Że publiczność dziecięca nie oklaskuje spektaklu, który nie jest naprawdę dobry. To, że faktycznie wymaga od artysty więcej niż dorośli. To oczywista bzdura.

Nic prostszego niż manipulowanie dzieśmi. Jeśli przedstawienie sie nie klei, po prostu pierdnij, a dzieci po królewsku zaakceptują tę rozrywkę, to dosłowne „nic” ze sceny, w oczekiwaniu na następne pierdnięcie. Dla jasności: nie mam nic przeciwko pierdzeniu na scenie, ale przeciwko cynicznemu pierdzeniu, które nie jest świętem wyzwolenia powietrza, ale fałszywą zasłoną intelektulnego lenistwa i niekompetencji.

Dzieci mają bardzo konserwatywny gust. Każdy, kto przyuczał swoje dziecko do jedzenia, dobrze o tym wie. Jeśli dziecko mogłoby samo ustalać menu, pierwszy posiłek powtarzałby się do końca życia: puree z marchwi z puree ziemniaczanym i tarte jabłko. Są to środki spożywcze, które stopniowo zastępują karmienie piersią w wieku od trzech miesięcy. Obowiązkiem rodziców pozostaje wprowadzanie do posiłków dziecka nowych potraw i smaków. Podobnie jest z publicznością, ktora musi zostać przygotowana, aby spróbować i ostatecznie cieszyć się nowymi smakami w sztuce. To zadanie dla twórców teatru i krytyków.

Dzieci nie znają świata zewnętrznego. Nie mają pojęcia o różnorodności smaków, istniejących poza piersi matki. Dorośli jednak zdają sobie sprawę z wielu możliwości, a mimo to wolą hamburgery i pizze. Trudno sobie wyobrazić, że ludzie wybierający złej jakości chleb powszedni byliby skłonni dołożyć starań, aby rozwijać swój smak w sztuce.

 

Fiński krytyk jazzowy Jukka Hauru zauważa, że krytyk nie ma nic do roboty na festiwalach jazzowych czy rockowych. Podczas tych odświętnych wydarzeń nie chodzi o jakość muzyczną i artystyczną, ale o ogólną atmosferę. Hauru nazywa to „totalitaryzmem lekkiej rozrywki”, a niepisane prawo zabrania jednego: krytyki kultury masowej (Helsingin Sanomat 22 lipca 2010). Rzeczywiście, gazety zwykle ograniczają relacje z festiwali do reportażu, unikjąc krytyki. Reporter pyta publiczność, jak sie bawi.

Można zrozumieć przywiązanie do wyborów z laty młodosci, myślę o przebojhach muzyki pop/rockowej (Moje pokolenie wychowało się w przekonaniu, że Gary Glitter i Sugar Baby Love wykonywane przez Rubettes były cudownymi osiągnięciami artystycznymi). W pewnym stopniu to samo dotyczy filmów, ale w stosunku do innych form sztuki mam prawo spodziewać się rozwoju.

W dzisiejszym społeczeństwie liczy się pozostać młodym aż doj śmierci, co oznacza, że dorośli działają przeciw naturalnym potrzebom ich wieku i wiedzy. Uparcie żywimy się ulubionymi za mlodu hamburgerami i pizzami, choć wiemy, że nas otłuszczają i wpędzają w choroby. Czytamy kryminały zamiast literatury.

W teatrze jest inaczej. Jest rzeczą powszechnie znaną i starożytnej mądrości, że teatr nie jest zbyt atrakcyjny dla wielu młodych widzów. To jest coś, co zawsze spędza sne z oczu twórcom teatru. Zastanawiam się, dlaczego młodzi widzowie są tak rpzez tetar przebóstwiani, choć przede wszystkim wykształcone kobiety po czterdziestce kupują większość biletów. Bez ich obecności teatr nie może przetrwać. Dlaczego nie możemy po prostu przyznać, że teatr należy do kobiet po czterdziestce? Cóż w tym byłoby złego, że mają coś własnego w sztuce? Młodzi mają swoje kapele muzyczne i gry komputerowe. Poza tym, zawsze znajdzie się kilku dziwaków, których zachwyca teatr od najmłodszych lat. Wspierajmy ich w przekonaniu, że ich entuzjazm czyni z nich najświetniejszą częścią młodego pokolenia.

Co więcej, wykształcone kobiety po czterdziestce potrafią docenić dobre aktorstwo, dzięki doświadczeniu z przeszłości. Dwa tysiące znaków to maksymalna dla mnie granica tekstu, kiedy piszę o przedsatwieniu. Kiedy recenzja jest tak krótka, nie ma w niej miejsca na oceny aktorów. Gdy nic nie można powiedzieć o jakości gry, publiczność zaczyna wierzyć, że samo wystawienie sztuki oznacza jej jakość. Jeśli ktoś widuje aktora w telewizji czy to w operach mydlanych, czy to teleturniejach albo w wywiadach, sądzi, że aktor musi być dobry, bo jest na niego popyt.

W tym samym czasie krytycy tracą zdolność do analizy i opisu gry, skoro jest już po wszystkim,skoro to niepotrzebny relikt. To samo dotyczy aktorów. Jeśli nie ma nikogo, kto by docenił ich starania, po co mają się męczyć.

Krytycy próbują wykorzystać każdą okazję, aby jednak pisać o aktorstwie. Scharakteryzować rolę choćby jednym przymiotnikiem i umieścić go przed nazwiskime aktora, zacierając granice między aktorem i rolą. Oto trzy ilustracje. Mogłyby to być rzeczywiste cytaty, ale są tylko wyimaginowanymi przykładami: „Był naturalny w roli małpy. Był intensywnym Hamletem. Była kruchą choć agresywną Ofelią”. Może się zdarzyć, że taki przymiotnikowy opis Ofeli w niektórych produkcjach bedzie trafny, ale co lubię najbardzej, to czytać, jak ona to zrobiła. Czy aktorka korzysta z pewnych gestów lub innych środków, a jeśli tak, to w jakim zakresie i z jaką konsekwencją? Czy buduje swoją interpretację psoatci przeciwko interpretacji Hamleta, lub przeciwko komuś innemu, lub z kimś? To, co krytycy uprawiają, jest próbą opisania aktorskiej interpretacji roli dokonującej się w dialogu; krytycy muszą polegać na słowach. Jeśli uważasz, że jest za trudne, spróbuj zmierzyć się z The Sound of Silence łotewskiego reżysera Alvisa Hermanisa. Trzy godziny bez dialogu. W jaki sposób krytyk zdoła śledzić i analizować tworzenie postaci?

 

Kiedy cofnąć się o krok od wspomnianego trójkąta twórców teatru, publiczności i krytyków, z większego dsytatansu widać, że za każdym rogiem trójkąta wyłania się groźna fugura. To prawdziwymi winowajcy. Wiem, że brzmi to jak teoria spiskowa.

Za publicznością czai się szara masa. Za twórcami teatru – instytucje artystyczne. Za krytyką, mający ją wspierać – właściciele mediów i wydawcy. Ale oni wycofalli swoje poparcie. W szerszej perspektywie trójkąt jest po prostu czymś, wokół czego błakają się bez celu właściciele mediów. Właściciele mediów do niedawna uważali, że ochrona sztuki to cel sam w sobie, że to ich udział w budowaniu społeczeństwa, ale to juz przeszłość.

Najwazniejsza fińska gazeta bawiła się pomysłem, aby zastąpić recenzje opiniami czytelników (Kritiikin uutiset 1 / 2010). Jeden z czytelników napisał, że „krytycy nie mają wiedzy ani odpowiedniego stosunku do każdego człowieka z ulicy”. Gazeta odpowiedziała na to czytelnikowi, że „rzeczywiście, znaczenia krytyki nie należy przeceniać, bo krytyka nie wyraża niczego więcej poza własnymi opiniami”.

To świadectwo paniki wydawców gazet, jaką wywołały publikacje w internecie i portalach społecznościowych. Wydawcy zaczęli wyrzucać z gazet niemal wszystko, co nie bylo podobne do dyskusji internetowych lub aktualizacji na Facebooku.

Daj małpie nieskończenie wiele czasu i maszynę do pisania, a będzie odtwarzać dzieła wszystkie Szekspira. Podobnie, daj to samo właścicielowi nowoczesnych technologii komunikacyjnych, a on będzie reprodukowac słowa na chybił trafił nieskończenie wiele razy. A na dodatek będzie pobierać opłaty za powtarzanie tej wiecznej pętli recyklingu, atakującego oczy i uszy. Pamiętaj, że to wszystko się zaczęło, gdy zapłaciłeś za przywilej nadesłania swojej recenzji do gazety. Z punktu widzenia konsumenta mediów musi to być podejrzany interes.

Możesz uważać, że 160 znaków to zbyt mało, aby napisać odpowiedni kawałek recenzji. Ale jeśli zostanie wydrukowane 10 tekstów 10 czytelników, może się to obronić jako coś lepszego niż opinia tylko jednego z krytyków – wiele głosów ma sprzyjać demokratycznej różnorodności perspektyw – to wydawcy chcieliby nam wmówić.

W dyskusjach internetowyvh ważna jest liczba kliknięć, choć niewiele to mówi o ich zawartości lub jakości. Internetowe dyskusje to po prostu sterta reakcji na reakcję. Wszystkie reakcje są równe, a połączona teksty bez istotnej treści mają jednak ogromną siłę. Fińskie gazety z wyższej pólki moderują dyskusje w internecie, ale jeśli ktoś je czyta przez dziesięć minut, traci nadzieję na lepsze jutro ludzkości. Jest to niekończąca się lawina nienawiści, rasizmu, uprzedzeń.

 

Kontynuując ten wywód w duchu teorii spiskowych, sztuka jest czymś, gdzie hierarchia oparta na wiedzy może zostać zniesiona, bo sztuka jest bez znaczenia. Sztuka nas zajmuje jednak tak dalece, że nie zwracamu uwagi na rzeczywiste decyzje podejmowane gdzie indziej. Martwi nas małżeńskie szczęście fikcyjnej pary i nie obchodzi elektrownia jądrowa budowana na naszym podwórku. Krytycy nie mogą pisać o spektakleach, które nie istnieją, a publiczność nie może pytać o spektakle, które nie powstały. To zadanie twórców teatru: zobaczyć co jest nie tak ze społeczeństwem. Jednym z przykładów jest Ylioppilasteatteri (Student Theatre) w Helsinkach, a ich spektakle Valtuusto (Rada Miasta, 2007) i Välikysymys (Debata interpelacyjna, 2008). Dramaturdzy Susanna Kuparinen i Ruusu Haarla stworzyli porządek dnia szczególnego posiedzenia rady miejskiej w teatrze konkretnych spotkań rady miasta do teatru, które obnaża oblicza polityków za pomocą ich wlasnymi słowami.

 

Wydawcy skracają każdą recenzję i tak już zbyt krótką. Nie zostawiaą krytykowi miejsca na uzasadnianie sądu, dlaczego przedstawienie jest złe. Dlatego krytyka zaczęła unikać wartościowania i etykietowania czegoś jako złe, ponieważ krytyka bierze odpowiedzialność za to, co pisze. Nadmierna zwięzłość sprawia, że tak niezobiązujaca krytyka nie ma sensu, co zresztą właściciele mediów radzi by publiczności powiedzieć.

Przez wiele lat ogladalem występy, ze świadomością, że ich analiza pzostanie daremna, bo mam za mało miejsca na raport z moich ustaleń. Sam się motywuję, sądząc, że oglądanie teatru jest wzbogacającym doświadczeniem dla mnie indywidualnie, mimo że nigdy nie będę w stanie podzielić się moim doświadczeniem. Ale z tych bogactw mojego wewnętrznego świata, kiedy isiadam przy biurku w realnym świecie, nie zostaje nic. Aby utrzymać wiarę w sens gromadzenia wewnętrznego bogactwa, trzeba sporo samooszustwa.

Aby oszczędzić nam krytykom poniżeń, proponuję podczas premier teatralnych robić piętnaście minut przerwy. To dobry czas dla krytyków, aby odejść. Wcześniej widzieliśmy już i tak więcej, niż będziemy mogli napisać.

Matti Linnavouri

 

Wystąpienie podczas seminarium w Tbilisi Theatre-Audience-Critics: Bermuda Triangle” or a Holy Trinity”, 2010

Dodaj komentarz