Marilyn – życie niemożliwe

 

W sprzyjającym wypoczynkowi okresie, dość trudnym dla teatrów, bo zmuszającym je do konkurowania z grillami czy majówkami Teatr Druga Strefa wychodzi do widza z premierą. I to jaką! Marilyn – życie niemożliwe wkracza do repertuaru 26 maja i ma wszelkie predyspozycje, by się w nim dłużej utrzymać. Kontrowersyjna postać, którą tyleż samo milionów ludzi kocha, co nienawidzi, i tekst na podstawie dramatu Zatrute życie Marilyn (La vida imposible de Marilyn), za który Hiszpańskie Ministerstwo Kultury przyznało Davidowi Barbero prestiżową nagrodę Calderon de la Barca, stanowią pewną gwarancję sukcesu. Czy tak jest rzeczywiście, trzeba sprawdzić samemu, gdyż sztuka nie pozwala na jednoznaczne oceny.

Półmrok. Punktowe światło rozbłyska i gaśnie w trzech różnych przestrzeniach, w których mamy śledzić losy znanej-niepoznanej Marilyn Monroe: w małym mieszkanku jej matki, w apartamentach w Los Angeles i Nowym Jorku. Trzy scenerie podzielone symboliczną linią, trzy etapy życia i rozgrywającego się w nim dramatu na poziomie halucynacji, prawdy i marzeń.

Norma Jeane Mortenson odwiedza matkę, by spędzić z nią swoje 18. urodziny. Niepozorna, rozszczebiotana jak na nastolatkę przystało, zdaje się nie robić sobie nic z faktu, iż matka porzuciła ją, gdy była jeszcze dzieckiem. Po latach nic się nie zmienia, matka po raz kolejny okazuje się niezdolna do uczuć, odpycha ją, lecz od tej pory ich losy przeplatają się w chocholim tańcu. Najpierw po pieniądze, później upatrując w córce możliwość spełnienia własnych ambicji, Gladys Baker (Dorota Kamińska) zaczyna coraz częściej pojawiać się z życiu córki. Kieruje nią, podejmując za nią wybory dotyczące jej małżeństw, związków, kariery. Trzeba przyznać, że konsekwentnie dąży do wytyczonego celu uczynienia z córki gwiazdy filmowej na wzór Jean Harlow. Każdą kolejną decyzją pieczętuje jej kolejne sukcesy, tworząc z niedojrzałej Normy świadomą swojej kobiecości Marilyn Monroe (Aleksandra Tomaś). Trudne relacje z matką nie są więc do końca jednoznaczne. Apodyktyczna matka jest odpowiedzialna zarówno za spektakularny sukces, jak i za jednakowo wielki dramat swojej córki. Zdecydowanie jednak to ona istnieje na scenie, nie zaś uległa, niewiarygodna i niezaradna tytułowa bohaterka.

Co prawda, to przyjaciółka matki, Grace McKee, wychowując Normę przez kilka lat, zaszczepiła w niej swą miłość do Jeane Harlow, której Marilyn zawdzięcza swój sceniczny platynowy wizerunek i to ona woziła ją na profesjonalne sesje zdjęciowe, już w wieku 12 lat dostrzegając w niej potencjał aktorski i twierdząc, że Norma zostanie wielką gwiazdą. Rozmowy toczące się na scenie w rzeczywistości nigdy nie miały miejsca, to autor przyjął tę konwencję, aby pokazać istotny wpływ matki na losy Marilyn. Wiele lat później trzeci mąż Normy Jeane – Artur Miller – stwierdził, że „mogła wejść do pokoju i w tłumie gości rozpoznać każdego, kto stracił rodziców lub przebywał w sierocińcu”. Ten stygmat towarzyszył całemu jej życiu i rozpaczliwej potrzebie miłości i akceptacji. Każdy zawód i nieszczęśliwy romans doprowadzał ją do skrajnej rozpaczy i „leczonej” barbiturantami depresji.

Marilyn Monroe była tylko częścią Normy Jeane, co spektakl dość sprawnie przemyca. Mogła obcować z gwiazdą, ale rzadko się z nią identyfikowała. Przystawała na ten wizerunek, współpracowała w jego tworzeniu i chętnie demonstrowała to, czego widzowie się po nim spodziewali. Mimo uporu, z jakim się maskowała, Marylin przeżywała głęboki kryzys osobowości, zasłaniając się w Życiu niemożliwym dziedzicznymi skłonnościami do chorób psychicznych. Tak złożona osobowość jest wyzwaniem dla aktora, któremu w tym wypadku nie do końca sprostano. Cały spektakl obserwujemy niegrzeszącego inteligencją podlotka, nie zaś rozedrganą osobowość pełną sprzeczności, wątpliwości i targających nią emocji, co wynikałoby z fabuły. Czujemy rozgrywający się dramat, ale go nie widzimy.

Na uwagę natomiast zasługują kostiumy Sylwestra Krupińskiego, które zmieniają się z każdą sceną i pełnią funkcję rekwizytu, przenosząc nas w świat Marilyn, który poznajemy wyłącznie przez wąski pryzmat przestrzeni jej apartamentów.

 

Katarzyna Michalik-Jaworska

 

MARILYN – ŻYCIE NIEMOŻLIWE Davida Barbero, tłum. Rubi Birden, reż. David Foulkes, scenografia Sylwester Biraga, kostiumy Sylwester Krupiński, występują: Dorota Kamińska (Gladys Baker), Aleksandra Tomaś (Marilyn Monroe); prapremiera światowa 26 maja 2012 roku w Teatrze Druga Strefa w Warszawie.

Dodaj komentarz