Lato w kwietniu albo Kutz z Piórem Mistrza

 

fot. Maria Wilma-Hinz

Trochę wbrew kalendarzowi w drugiej połowie kwietnia (w kinie Luna) trwało w Warszawie już 18. Lato Filmów – jedyny w Polsce festiwal poświęcony sztuce scenariuszowej. Podczas Festiwalu wręczane jest od 10 lat Pióro Mistrza – nagroda dla wybitnego scenarzysty za całokształt dorobku. W tym roku nagroda przypadła w udziale KAZIMIERZOWI KUTZOWI – laudację o dorobku laureata wygłosił Tomasz Miłkowski.

Wygląda na to, że Kutz stał się łowcą nagród – miesiąc wcześniej odebrał GUSTAWA (na zdj.), przyznanego za osiągnięcia teatralne przez ZASP.

 

 

Pióro Mistrza to uhonorowanie całokształtu dokonań w dziedzinie scenariusza, ale także roli Mistrza jaką laureat odgrywa w środowisku scenarzystów, także młodych, dopiero kształcących, czy kształtujących się.

Pióro Mistrza otrzymali wcześniej.

Jerzy Stefan Stawiński 2005

Tadeusz Konwicki 2005

Stanisław Rózewicz 2006

Józef Hen 2007

Andrzej Mularczyk 2008

Jerzy Janicki 2008 (pośmiertnie)

Krzysztof Zanussi 2009

Krzysztof T. Toeplitz 2010 (pośmiertnie)

Tadeusz Chmielewski 2010

Edward Żebrowski 2011

 

Publikujemy tekst laudacji poświęconej Kazimierzowi Kutzowi.

 

Laudacja

 

Pióro Mistrza idzie dziś w ręce artysty obdarzonego wieloma talentami. Reżyser filmowy, teatralny, telewizyjny, gawędziarz, publicysta, felietonista, działacz społeczny i polityczny, scenarzysta – we wszystkich tych dziedzinach swojej twórczej aktywności Kazimierz Kutz odcisnął swoje indywidualne, wyraźne piętno.

Od lat współtworzy krajobraz polskiej kultury. Uczy Polaków Śląska, budując mitologię i demitologizując śląski świat. Porusza tematy drażliwe, które uwierają, domagają się moralnej oceny albo przynajmniej refleksji. Interesuje się całym człowiekiem, jego biologią i psychiką naraz – stąd niespotykana szczerość wypowiedzi, bliska naturalistycznej fotografii, ale zazwyczaj z przymieszką poezji. Jest solenny, nie ucieka od prawdy w wykrętny dowcip, chociaż ironia i humor są mu bliskie, czego dowiódł choćby w Pułkowniku Kwiatkowskim. Duch niespokojny, reaguje na głupotę irytacją, niezgodą. Chwyta za pióro. Naraża się. Weteran wielu rugów i dymisji. Z trochę niedzisiejszym poczuciem obywatelskiego obowiązku jak z Żeromskiego.

Posiada rzadki dar „otwierania” ludzi – gdyby przyznawano nagrodę za umiejętność prowadzenia rozmowy, powinien ją otrzymać właśnie Kutz. Prawdziwy przywódca stada, cecha dla reżysera podstawowa, którą jego otoczenie potrafiło docenić. Zbyszek Zamachowski ujął to tak: Nie tylko nauczył mnie pracować, ale stale uczy, jak być człowiekiem. Jest uparty, szczery i konsekwentny, narzuca czyste reguły postępowania. O takich ludziach mawiało się dawniej: charakterny.

Te szczególne cechy osobowości, które wspierają się na mocnej podstawie wierności samemu sobie, eksplodowały z ogromną siłą w jego koronnej śląskiej trylogii: Sól, ziemi czarnej, Perła w koronie i Paciorki jednego różańca. Nigdy dość o tym przypominać.

Kazimierz Kutz, jak to sam wielokrotnie przyznawał, zmagał się ze śląskością, chciał nie tylko ze Śląska ale i od Śląska uciec. Na szczęście dla nas nie udała mu się ta ucieczka.

Dzięki temu powstały te opowieści, najpierw scenariusze, a potem filmy, które na trwale wpisały Śląsk w krąg polskiej mitologii. To nie było tylko poczucie misji, kwestia matecznika, do którego się powraca czy też poczucie obowiązku wobec rodzinnych stron. Chodziło przede wszystkim o zmianę wizerunku Śląska i jego miejsca w polskiej świadomości i codziennej praktyce. O wyrównanie rachunku krzywd. Kutz ma w sobie „piołunową miłość ojczyzny”, ze Śląska wyssaną, poczucie nierówności w uczuciach, pomijania i umniejszania potrzeb regionu, życia na jego koszt.

W swojej trylogii śląskiej zapisał odmienność, swoistość, twardy los, inaczej brzmiący język, kopalniany pejzaż, wszystko to, co odróżniało Śląsk od reszty kraju, a co paradoksalnie zbliżało. Dla mnie, zawołanego Warszawiaka od pokoleń, było to wejście do nieznanego, innego świata. To było jak iluminacja, otwarcie tajemnego przejścia do magicznego świata. Może nie tyle zrozumiałem Śląsk dzięki opowieściom Kutza, ile odczułem jego intensywną emocjonalność. Kutz bowiem zawsze opowiada zmysłami, działa na wyobraźnię siłą szczegółu i poetyckim podtekstem, rubasznością i delikatnością zarazem, budując opowieści tchnące pięknem, dobrem i prawdą. A przede wszystkim autentyzmem. To są fundamenty jego pisarstwa filmowego i jego alfabet artystyczny.

Nie wiem, ile laureat Pióra Mistrza zgromadził nagród i wyróżnień. Można by nawet powiedzieć, że jest łowcą nagród, gdyby nie to, że to nie on poluje na nagrody, ale to nagrody polują na niego. Nie dalej niż miesiąc temu odebrał Gustawa, Nagrodę Związku Artystów Scen Polskich za całokształt dorobku teatralnego. Sam przed 12 laty brałem udział w tym polowaniu, kiedy wyróżnialiśmy artystę Nagrodą im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya za osiągnięcia w reżyserii teatralnej, a w szczególności za twórczą interpretację dramatów Tadeusza Różewicza. Jeden z recenzentów tę nagrodę potraktował jako dowód „mistrzowskiej pozycji w polskim teatrze”, ale to nie była prawda. To najpierw Kazimierz Kutz okazał się mistrzem, a potem krytycy to zauważyli.

Podobnie rzecz się ma z jego pisarstwem filmowym. Po Pióro Mistrza sięgnął Kazimierz Kutz ponad 40 lat temu, kiedy pisał scenariusz Soli ziemi czarnej. Dziś to tylko potwierdzenie oczywistości.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz