Żal za straconą aktorską energią

 

Nazwiska Bogumiła Lindy, Marcina Dorocińskiego i Agaty Kuleszy zapewnią niewątpliwie sukces frekwencyjny sztuce Merylin Mongoł, najnowszej premierze Teatru Ateneum. Natomiast spektakl trudno uznać za sukces artystyczny.

 

 

Bogusław Linda, po kilku wyreżyserowanych filmach, teraz powraca do reżyserii teatralnej. Wybrał dramat Merylin Mongoł jednego z najpopularniejszych współczesnych dramaturgów rosyjskich Nikołaja Kolady. W niewielkim mieście gdzieś w Rosji, gdzie wiatr w zależności od jego kierunku nawiewa do mieszkań przykrą woń z zakładów drobiarskich, albo smród z zakładów chemicznych, żyje Olga, owa tytułowa Merylin Mongoł. Przydomek ten nadali jej najbliżsi, bo coś z nią nie tak. Jest młoda, ale nie uczy się, nie pracuje, bierze lekarstwa, nie bardzo wiadomo, co jej dolega. Olga mieszka z matką bileterką kinową, która, żeby dorobić do nędznej pensji, wynajmuje pokój przyjezdnym. Co jakiś czas dziewczynie ukazuje się staruszek z siwą brodą, ku przestrodze kiwający palcem. To Bóg. Może dlatego kiwa palcem, bo do Olgi przychodzi sąsiad, Misza. A przecież jego żona jest w kolejnej ciąży, i jak ona, Olga, może spojrzeć jej w oczy? Ale Misza, prostak i gbur, nie chce się odczepić… Więc najlepszym wyjściem byłby koniec świata, o którym dziewczyna marzy nie od dzisiaj… O tym marzeniu opowiada nowemy lokatorowi, Aleksemu, który właśnie przyjechał z wielkiego miasta do pracy w tutejszym kombinacie… Opowiada też o innych marzeniach, z których najbardziej dojmującym jest wyrwanie się z tej egzystencjalnej beznadziei. Gdy wydaje się, że Aleksemu i Oldze udało się zawiązać nić porozumienia i zrozumienia, do mieszkania wkracza Inna. Starsza siostra Olgi. Głośna, na rauszu, bo wciąż zapija smutek samotnej kobiety – mąż się utopił – a ona już w latach nie ma perspektyw na lepsze życie. Nowy lokator? To trzeba się poznać! Najlepiej robi się to przy wódce. Inna wyciąga z torebki pół litra. I piją, wszyscy troje. Ostro. Pod ogórki. Im więcej wódki w siebie wlewają, tym szerzej otwierają dusze. Hołubią w nich nierealne, dziecięce marzenia. Aleksy, w tajemnicy pisze wielką powieść, wierzy, że ludzkość może zbawić tylko wspaniała rosyjska literatura, a nie alkohol, podkreśla, wlewając w siebie kolejny kieliszek. Inna podobnie jak Olga chciałaby uciec, wyjechać, zerwać z tym beznadziejnym życiem. Stara się przekonać Aleksego, by zabrał ją ze sobą, gdy będzie wyjeżdżał. Olga też tego chce. Ale on dotkliwie pobity przez Michała, zazdrosnego o swoją młodą kochankę, nie będzie czekał. Wyjedzie, przedtem brutalnie odgrywając się na Oldze za swoje upokorzenie, za fiasko ideałów…

W Rosji sztuki Nikołaja Kolady są nazywane czernuchami, bo pokazują wyłącznie ciemne strony życia. Nie dają nadziei na odmianę losu. W „Merylin Mongoł” wszystko zostanie tak jak jest. Nawet końca świata nie będzie. Tylko niespełnienie marzeń jest tym razem o wiele bardziej bolesne.

Opowieści Kolady w nastroju, w kreśleniu postaw, charakterów postaci, ich oczekiwań blisko do nastroju dramatów Czechowa. Marzenia sióstr z „Merylin Mongoł” brzmią niemal identycznie jak tych z „Trzech sióstr”, tęskniących do wielkiego miasta, które ma stać się antidotum na nudę, inercję egzystencji na prowincji. W obu sztukach te tęsknoty pozostaną niezrealizowane.

„Staram się budować postaci z charakterem, żeby aktorzy mieli co grać”, mówi o swoich dramatach Nikołaj Kolada w jednym z wywiadów. I wie, co mówi, bo sam jest aktorem. Może też dlatego okazał się utalentowanym dramaturgiem. W „Merylin Mongoł” aktorzy mają co grać, a jednak w spektaklu Teatru Ateneum rozczarowują. Mimo iż na scenie dialogują nie tworzą zespołu, są jak oddzielne światy. Chyba najkonsekwentniejszą rolę stworzyła Olga Sarzyńska jako tytułowa bohaterka. Obdarzyła swoją postać należną jej naiwnością i niewinnością, którą Olga zachowuje mimo zbrukania związkiem z Miszą. Dlatego tak wstrząsa przemoc, którą zadaje jej Aleksy. Gra go Dariusz Wnuk, zdolny aktor, który jednak poza jedną sceną – histerycznej opowieści pijanego Aleksa – jest dość bezbrawny. Trochę to wina Agaty Kuleszy (Inna). Jest za mało uważna na dialog z partnerami. Owszem, ma dominować na scenie, ale nie zagłuszać pozostałe personae dramatis.

Inna jest najciekawszą postacią – doświadczona przez los, już wie, że życie nie jest słodkie, przynajmniej dla niej i przynajmniej w kraju, w którym mieszka. Dodaje sobie animuszu wódką, ale tak naprawdę zapija nieuchronne bankructwo nadziei. Jeszcze pod wpływem Aleksego zrywa się do lotu, do ucieczki od siebie i tego przeklętego miejsca, ale zostaje z niczym. Pod powłoką zabawowej babki, skrywa przetrąconą duszę. Jest postacią tragiczną. Ale tego tragicznego rozdarcia Kulesza nie wydobyła ze swojej bohaterki. Prowadzi tę postać na jednym diapazonie. Można powiedzieć, iż raczej swoją rolę wykrzyczała niż zagrała. Szkoda.

Nie pomagają też iscenizacji smętne pieśni, które nie wiadomo dlaczego z rosyjskich zostały zamienione na polskie przeboje. Z rosyjskiej podlanej alkoholem duszy Inny wyrywa się hit polskiego serialu „Jan Serce” skomponowany przez Seweryna Krajewskiego „Uciekaj moje serce”.

Zakończenie spektaklu, mające chyba być alegorią przegranego życia, nie nadaje inscenizacji głębi. Przyjmujemy go raczej z uczuciem ulgi. I żalem za straconą aktorską energią.

Grażyna Korzeniowska

 

MERYLIN MONGOŁ Nikołaja Kolady, tłum. Jerzy Czech, reż. Bogusław Linda, scenografia Małgorzata Szczęśniak, światło Prot Januszkiewicz, kostiumy Olga Mokrzycka-Grospierre; obsada: Agata Kulesza (Inna), Olga Sarzyńska (Olga; gościnnie), Marcin Dorociński (Michał), Dariusz Wnuk (Aleksy), Teatr Ateneum, premiera 21 kwietnia 2012 roku

Dodaj komentarz