W Mrowisku się kłębi…

Zdarzyło się to na Targówku w pewnych mocno sprzyjających okolicznościach… Pewien dyrektor, pewnego teatru zaproponował pewnemu reżyserowi, aby przygotowywał swoich studentów do ich dyplomów w piwnicy owego teatru. Idea była szczytna, a podłoga niezagospodarowana. Młodzież miała się uczyć teatru, jego zachowań i obyczajów poprzez chłonięcie go mimowolnie podczas pracy w nieużywanej przez 50 lat piwniczce. Wszystkim pomysł się spodobał i nieużytki teatralne wróciły do łask.

Nikt nie przewidział jednego. Że mieszkańcy okolicznych bloków będą chcieli podglądać, co się w tych podziemiach dzieje. A że reżyser dużą otwartością się cieszący, zapraszał ciekawskich na darmowe pokazy owych nauk, które szybko zyskały sobie lokalną sławę. I znowu czart w kotle zamieszał, wydając na świat recenzję spod pióra Tomasza Miłkowskiego głoszącą, iżby „Matka” Witkacego dość dobrze na scenie im wyszła. Podkreślając przy okazji, iż w odróżnieniu od kilku spektakli repertuarowych.
Dyrekcja recenzję ujrzała i w konsekwencji zadecydowała, że „Matka” grana będzie. Rzecz się miała podobnie z innymi spektaklami, w rezultacie czego istniejącą samozwańczo scenę nazwano Mrowiskiem i włączono ją do działań teatru jako legalnie działającą pod chwalebnym szyldem Rampy.
Grzegorz Mrówczyński, odpowiedzialny od tej pory za całokształt tejże sceny, mimo zaskoczenia niespodziewanym obrotem sprawy, nie kryjąc satysfakcji z popularyzacji swego dziecka, nie osiadł jednakowoż na laurach i wprowadził kolejne trafne pozycje osadzające Mrowisko na teatralnej mapie stolicy. Repertuaru pozazdrościć mogą sceny narodowe. Reżyser konsekwentnie przemyca to, czego się gdzie indziej nie zobaczy. Wszak moda na Witkacego minęła, „Wdów” się nie gra, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Norwida nie było w teatrze od trzydziestu lat – to wszystko można jednak znaleźć tu. Mrowisko ma repertuar dla wymagającego widza, a w piwniczce aż furczy.
W Mrowisku wszak ludzie cenią sobie bliskość i kontakt, które po części zapewnia kameralność piwnicznej przestrzeni, po części zabiegi twórców. To, że można aktorowi zajrzeć w oczy i z przerażeniem obserwować odbywający się pod samym nosem pojedynek. A Scena Mrowisko jest dowodem na to, że nawet tak dalece niekomercyjne miejsce może mieć dobrą frekwencję oraz że to energia ludzi buduje teatr. Nawet w postindustrialnych przestrzeniach.
Katarzyna Michalik-Jaworska

PS Vide wywiad Katarzyny Michalik-Jaworskiej z Grzegorzem Mrówczyńskim w „Stolicy”, luty 2012

Dodaj komentarz