Cicha bohaterka

„Zaginiona Czechosłowacja” w reż. Marii Spiss w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Premierą „Zaginionej Czechosłowacji” olsztyński Teatr im. Stefana Jaracza spotkał się z organizowanym przez siebie od pięciu lat Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym DEMOLUDY. Sztuka Sikorskiej-Miszczuk jak ulał pasuje do koncepcji festiwalu, ukazującego nowy teatr w krajach byłego obozu wschodniego.

Taka jest właśnie ta sztuka, będąca swego rodzaju wypisem z historii, i to nie tylko Czechosłowacji, lecz także innych krajów regionu, podległych w latach minionych podobnej opresji. Sztuka koncentruje się wokół Marty Kubišovej, piosenkarki z tria Golden Kids, występującej razem z Vondráckovą i Neckárem. Jej świetnie rozpoczynająca się kariera została w 1968 r. gwałtownie przerwana za sprawą piosenki „Modlitwa dla Marty”, będącej symbolem praskiej wiosny.

Piosenkarka zaryzykowała wszystko, a potem, nie ulegając presji organów ścigania, została przez system wykluczona, poniżona, niemal unicestwiona. Autorka, a wraz z nią reżyserka Maria Spiss próbują dociec, dlaczego Marta odważyła się na taki krok i co sprawiło, że nadal nie uważa tego, co zrobiła, za czyn bohaterski. W ten sposób odsłania się specyficznie kobiecy punkt widzenia na bohaterstwo, bliższy pojęciom przyzwoitości i uczciwości niż widowiskowym czynom – niezwykłym, śmiałym, ale krwawym.

Sztuka, znacznie skorygowana we współpracy z teatrem, daleka jest od apologii czy patosu. Operuje raczej ironią, dwuznacznością i humorem na pograniczu czarnego, który wprowadzają do akcji m.in. Żwirek i Muchomorek, para gejów obserwatorów praskiej wiosny. Co więcej, obecność na scenie postaci zwanej Ja (Ewa Pałuska), reprezentującej autorkę, czyni ze spektaklu rodzaj intelektualnej gry, w której niepoślednia rola przypada ogromnej kurze. To nie przypadek, Kubišová bowiem w ramach reedukacji pracowała przez dłuższy czas w kurzej fermie, obcując na co dzień z ptactwem hodowlanym, choć nie tak gigantycznych rozmiarów. Kura olsztyńska, pokazana na scenie, mierzy dobre 2 m – to niebezpieczne ptaszysko.

Inteligentne przedstawienie, poprowadzone w dobrym tempie, odznacza się wyrównanym poziomem aktorskim – na szczególne słowa uznania zasługuje Joanna Fertacz w roli Marty, skupiona, naturalna, przejmująca prostotą.

„Cicha bohaterka”
Tomasz Miłkowski
Przeglad nr 46 online
Link do źródła
15-11-2011

Dodaj komentarz