Ubogi zewnętrznie, bogaty wewnętrznie

 

Kiedy Ludwik Flaszen pisał o ubogim teatrze Wojciecha Siemiona, teatr repertuarowy posługiwał się dość bogatym wystrojem. Wieża malowana i inne spektakle Siemiona na tym tle prezentowały się bardzo skromnie, a poza tym on sam to wszystko wygrzebał, dotknął, naznaczył i pewnie dlatego Flaszen nazwał to teatrem jednego aktora, bo aktor był w tym teatrze sam sobie sterem, okrętem, żeglarzem.

Dzisiaj wygląda to inaczej. Teatr jednego aktora korzysta ze wsparcia reżysera, scenografa, czasem i muzyka. Nawet w moim teatrze Jaracza w Łodzi w spektaklu Kamila Maćkowiaka Niżyński zwraca uwagę imponująca scenografia, którą skomponował Waldemar Zawodziński. Ale ja w swoich monodramach, ściągniętych przez Sławomira Chwastowskiego ze świata, tekstach Bogosjana, które sam autor nazywa po prostu „solo” (pewnie w opozycji do lekkiej formy stand up comedy czy one man show) zmierzam do formuły Flaszena.

Na początku naszej pracy z Jackiem Orłowskim, bo reżyser jest moim autentycznym partnerem, nad tekstem Bogosjana Seks, prochy i rock and roll, szukaliśmy formy, którą tekst podpowiadał – nasze doświadczenia wykuwały się w pracy. Najpierw przytłaczała nas scenografia, która w miarę prób kurczyła się do niezbędnego minimum. W monodramie najważniejszy jest przecież aktor i tylko to, co ma wokół siebie, co mu niezbędne: chustka, szpikulec do grilla czy zagrzebane w kieszeni jajko na twardo na czarną godzinę. Ubogość tego teatru polega na ograniczeniu się do samego aktora. W pierwszym naszym spektaklu, Seks, prochy i rock and roll, otoczenie aktora było jeszcze dość rozbudowane, w Czołem wbijając gwoździe w podłogę skromniejsze, a w Obudź się, poczuj smak kawy – minimalne. Nawet światło, to był jeden reflektor, raz tylko się zmieniało. Podążaliśmy więc drogą redukcji i jest to chyba kierunek dla tej formy najbardziej odpowiedni: teatr ubogi zewnętrznie, ale bogaty wewnętrznie, a to już zależy od aktora i tekstu.

Materiał Bogosjana daje ogromne możliwości – on poszukuje odpowiedzi na pytania, stawiane przez rzeczywistość, opisuje kondycję człowieka. W tych trzech monodramach przedstawiam monologi 23 postaci, bardzo różnych i złożonych, które muszą wybierać sposób życia, wybierać między być a mieć. Coś w tych tekstach musi być, skoro zapraszają mnie, abym je przedstawiał podczas spotkań z młodzieżą ewangelicką w Łodzi czy młodzieżą katolicką w św. Lipce. Uważają, że to doskonały punkt wyjścia do rozmowy o współczesności.

Mówię te monologi od 14 lat, ponad 1000 razy. Nie jestem rekordzistą, ale niemało tych spektakli, bywało, że chciałem już z tym skończyć, zwłaszcza że każdy spektakl wyczerpuje, to jest ciężka fizyczna i psychiczna praca. Okazuje się jednak, ze Bogosjan przeczuł, w jaką stronę podąży świat, i jego teksty stają się coraz bardziej na czasie – albo inaczej to współczesność dogania te teksty dzień w dzień. Bogosjan otwiera przed nami morze nierozwiązanych problemów społecznych w czasach kryzysu, w czasach konfrontacji między sytymi i biednymi. Brzmi to tak sugestywnie, że widzowie utożsamiają się z moimi postaciami. Obudź się, poczuj smak kawy to przecież wezwanie, aby szukać własnej drogi. Delikatne i autoironiczne prowokacje Bogosjana stają się ważnym zaproszeniem do refleksji nad sobą samym.

 

Bronisław Wrocławski

 

 

Dodaj komentarz